Szukacze

Za pędzlem 1 Comment »

Serdecznie pozdrawiam osobę, która wyszukała mojego bloga po haśle: “siedzę z ukochanym na balkonie i oglądam chmury” – tak mi się jakoś romatycznie zrobiło.

Osobę, która znajdzie “tajszczyznę w Krakowie” niech da mi znać. Chętnie spróbuję.

I mam nadzieję, że pomogłam osobom, które szukały u mnie “jak ugotować rosół”. Jakby co, to bardzo dobry rosół jest w książce “Odżywianie dzieci zdrowych i alergicznych” według Pięciu Przemian. Dodatek tymianku w rosole jest genialnym dosmaczaczem.

A ktoś kto szukał “ulic w Toronto do zobaczenia” przypomniał mi, że bardzo tęsknię za Toronto!

Shall we…?

Za pędzlem No Comments »

Gry z serii “Shall we date” są ZŁE. Są tak złe, że płaczesz, wyjesz, masz dość i… grasz. Albo nawet “rzygasz ale grasz”, ale to nie moje określenie, a nie wiem czy autorka sobie życzy się ujawniać.

Po co mi się to? Bo jak się jest chorym od dwóch dni i nie może ruszyć ręką, bo bolą stawy, to szuka się głupiej rozrywki. Nawet głupiutkie fantasy mnie męczyły. Jednak przy Lost Island też wymiękłam na etapie wyboru partnera. Głowa mnie rozbolała.Tzn. bolała wcześniej na tyle, że nie mogłam czytać książki.

Będąc już w klimacie zombie, pomyślałam, że może wampiry się nadadzą i obejrzałam ostatni sezon The Vampire Diaries. Oglądając uznałam, że przedostatniego chyba też nie widziałam, bo nieco się pogubiłam w tym kto jest a kto nie jest wampirem, kto posiada człowieczeństwo i kogo uwięziono w światach równoległych. I kompletnie nie kojarzę wiedźmowatych bliźniaków. Najgorsze jest jednak to, że ten serial jest mimo to wciągający i jakoś tak nawet nieźle zrobiony i myślę, że gdybym oglądała go na przełomie podstawówki i liceum, to wielbiłabym go. Jedyny plus serialu, Damon nadal jest sexy. Choć przestał być bad boyem, co było jego największą zaletą. Nowy bad boy może już wyglądu nie ma, ale ma akcent! A, zapomniałabym – wampir Stefan jest znów zły. Nadal mnie śmieszy imię Stefan. Wampir Bill też. O, właśnie – True Blood też mam jakieś zaległe.

Później uznałam jednak, że w zasadzie kiedyś oglądaliśmy fajny serial Big Bang Theory. Przegapiłam jednak moment w którym przestał być on o geekach, a stał się sitcomem ze słabym dowcipem. Buuu

Pozostało mi pozbierać się z chorowania i wziąć do pracy. Ale niestety praca idzie słabo, a popkultury się chwilowo boję, wiec wybrałam marudzenie. Plusem jest brak gorączki. Marudzenie idzie mi nieźle. Już wiem, po kim córka odziedziczyła talent.

Święta!

Za pędzlem No Comments »

Niezależnie od tego, co będziecie świętować w najbliższych dniach, życzę żeby to świętowanie przyniosło oderwanie od codzienności, pozytywne zmiany i odpoczynek. I czas na realizowanie pasji.

O ryżu

Za pędzlem 2 Comments »

Japończycy uważają, że ich ryż jest najlepszym ryżem na świecie. Aż tak super wysublimowanego podniebienia nie posiadam, ani nie jestem aż taką nacjonalistką japońską, ale ryż japoński pyszny jest. Do dziś (a prawie 10 lat minęło) wspominam jedzony w świątyni w Kouya san śniadaniowy słodki ryż. Ryż uwielbiam i gości na naszym stole znacznie częściej niż swojskie ziemniaki. Jest tylko pewien kłopot – ryż powszechnie dostępny jest niesmaczny. Najzwyklejszy ryż zjem jak go uprażę, ugotuję z dodatkiem rosołu, masła, oliwki, a następnie usmażę, doprawię, podam do zupy. Samego według mnie się zjeść nie da.

Co ciekawe miłość do ryżu chyba jest przekazywana genetycznie. Nasze dzieciaki ryż kochają od dziecka, ale gdy kiedyś skończył mi się kupowany przez nas ryż i kupiłam zwykły, odmówiły jedzenia. Początkowo nie skojarzyłam, że kupiłam przecież jakiś zwyczajny ryż. Ponieważ my jedliśmy go z sosami zapomniałam o smaku. Dzieciaki ryż zajadają solo, więc zdecydowanie zmiana im nie pasowała. Na pewien czas odmówiły w ogóle jedzenia ryżu. A ja mam jakiś dowód, że jednak nie wmówiłam sobie smaku ryżu, co czasem mi zarzucano. Jednak ryż ryżowi nierówny. A ja znalazłam też sklep internetowy gdzie można słodki kleisty ryż kupić. Cudowności :)

Za co kocham popkulturę

Za pędzlem No Comments »

Uwielbiam kulturę popularną z kilku względów. Jednym, oczywistym, są wartości rozrywkowe i tutaj przynależę do dwóch nurtów – czerpię gigantyczną radość z dobrze zrobionego i ciekawego dzieła – czy to książki, komiksu, filmu, gry, ale jednocześnie uwielbiam złe produkcje, bo często bawią bardziej niż te dobre. A największą miłością darzę autoironię, nawiązania do nawiązań, finty w fintach, bo wtedy najlepiej widać całe bogactwo popkultury.

No i dlatego też wielbię popkulturę za wartości edukacyjne. Żadne opracowania naukowe nie powiedzą nam tyle o społeczeństwie w danym momencie, co popkultura. Tylko potrzebujemy tych opracować, żeby zrozumieć przekaz. Bo inaczej będziemy się po prostu dobrze bawić.

Grając w strasznie złą grę „Kuon” nie mogłam wyjść z podziwu ile udało się zmieścić tam odniesień do japońskiego Onmyodo, ale też po prostu do etyki, estetyki, przesądów. Podejrzewam, że część była zamierzonym efektem, ale pewnie cała masa była tam, bo…no po prostu tak jest i tyle.

Rozmawiałam kiedyś ze znajomą pisarką o korekcie merytorycznej. Wiadomo, że pisarz odwołuje się do tego co zna – ona pisząc o niezbyt zamożnej osobie odwołała się do Polski – idzie do sklepu, kupuje najtańsze produkty, jakieś ziemniaki, dania z przeceny i kombinuje. Zapewne ten obraz jest dla was całkiem ok, jasny, zrozumiały. Problemem stało się umieszczenie tej postaci na rynku amerykańskim – tak jak ktoś ma mało pieniędzy to żywi się w określonych fastfoodach, bo ma jedzenie za dolara. Idea kupowania ziemniaków byłaby kompletnie bez sensu, więc fragment musiał być zmieniony.

Popkultura cudnie pokazuje takie zwykłe codzienne rzeczy. Ma bawić, więc nie może być zgrzytów poznawczych. Jest więc jasne przełożenie – rzeczywistość i popkultura. Nawet w świecie fantastycznym.

Uwielbiam tropić te związki. I tropiąc czasem znajduję jeszcze fajniejsze rzeczy. Widzieliście film Big Hero 6? Albo czytaliście komiks może. I proszę mi nie krzyczeć, że to Ameryka i Marvel więc co tutaj w Japonii robi. Nawiązuje do skojarzenia – Japonia = technologie. I jeszcze, że Japonia to kawaii.

Baymax robot pomagający potrzebującym jest doskonale przeuroczy.

http://anightmareyoucannotwakeupmore.tumblr.com/post/111699913449/big-hero-6-3

A tymczasem w Japonii…

http://www.chunichi.co.jp/s/article/2015022301002260.html

Baymax ma na imię Robear – „Robomiś” I ma całkiem spore możliwości:

Robear

I jak tu nie kochać popkultury?


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.