Chwaliłam się na FaceBooku, to tutaj też mogę. Zrobiłam CRINKLES z przepisu na blogu: “Moje wypieki”, które zostały nazwanie Kulkami Ordoneza. Ci, co znają moje zamiłowanie do Reverta, zapewne domyślą się dlaczego. Końcowa faza produkcji wyglądała tak:
Obiad. Zimno i nie chciało mi się wyjść, postanowiłam więc wykorzystać rzeczy, które były w domu.
I wyszło cudowne danie i pomyślałam, że muszę się podzielić. I wtedy uświadomiłam sobie, że jednak nasz dom pod względem kuchennym normalny nie jest. Bo obiad był złożony. Azjatycki. Koreańsko - chińskawy. I uświadomiłam sobie, że raczej ciężko w każdym domu znaleźć składniki na ten obiad, ale jeśli ktoś będzie miał kiedyś ochotę spróbować, to bardzo polecam!
Danie najłatwiejesze:
- dobry, gotowany ryż (bez soli, ugotowany na lekko kleiście)
Składniki na II część (przepis od znajomej Koreanki):
- kimchi kapuściane
- cukier oliwa
Wykonanie:
Rozgrzać patelnię, olej, na to pokrojone kimchi, smażyć około 5 min, można troszkę podlać wodą lub wodą z kimchi. Posłodzić łyżką cukry, zmniejszyć ogień i przesmażać jeszcze z 5 min.
Składniki na III część:
- tofu
- brukselka
- imbir
- ząbek czosnku
- sos sojowy
- sos ostrygowy
- panko lub bułka tarta
- pieprz
- olej
Wykonanie:
- Tofu pokroić w kostkę i przelać wrzątkiem
- Przygotować marynatę: sos sojowy, troszkę utartego imbiru, zgnieciony czosnek, pieprz
- Wrzucić tofu do marynaty
- Zostawić na jakieś 10 min
- Rozgrzać olej na patelni
- Posypać tofu panko i na rozgrzaną patelnię
- Smażyć aż się zrumieni
- Wrzucić na sito do odsączenia
- Patelnię w razie potrzeby przemyć
- Znów rozgrzac olej
- Wrzucić brukselkę (z mrożonki, bez rozmrażania)
- Podlać odrobiną wody
- Smażyć aż zmięknie
- Wrzucić tofu
- Dodać sos ostrygowy w zalezności od upodobań.
Podawanie:
- Ryż w małych miseczkach dla każdego
- Na środek stołu w miskach oba dania
- I nakładamy sobie na ryż
Jest pycha i znów nie zrobiłam zdjecia całości, bo zaczęliśmy zajadać.
Przepisów na kimchi w sieci jest mnóstwo. Nasze ma już ponad tydzień i jest bardzo, bardzo pikantne.
Przepis nie świąteczny, ale pyszny, cudny, wspaniały i do tego szybki i banalny w wykonaniu. Zdjęcia nie ma, bo sie głodni rzuciliśmy. Wersja “basic” przepisu pochodzi z malutkiej książeczki kupionej kiedyś na hali Tesco i to co zrobiłam w domu wyglądało lepiej niż zdjęcie z owej książeczki. Podaję wersję własną przepisu :)
- cebula dymka ze szczypiorkiem
- 1 ząbek czosnku
- 1/2 czerwonej papryki
- pomidory suszone z oliwy - minimum 6 sztuk
- 100 g boczku pokrojonego w kostkę
- białe wino kieliszek (u mnie była woda)
- mały kubeczek (150g) śmietany
- oregano, sól, pieprz
- makaron - były zielone wstążki szpinakowe, wygląda ślicznie, ale myślę że inny makaron typu kokardki, czy rury też się nada
Przygotowanie
- boczek wytopić na paletni
- dodać posiekaną cebulke, zmiażdżony czosnek, warzywka
- podlać winem/wodą - dusić jakieś 15 min
- doprawić śmietaną z oregano, pieprzem i solą, posypać szczypiorkiem
- w międzyczasie oczywiście ugotować makaron
- makaron na talerze, na to sos
Delektować się :) Można z winem. Całość szykuje się jakieś pół godziny, a efekt powala na kolana.
Nie wybuchu wojny.
Wczoraj była. Rocznica ślubu. Jesteśmy 7 lat małżeństwem, parą nawet dłużej. Ojojo. Ponieważ w ramach świętowania byliśmy sobie w Łodzi w przemiłym hoteliku Focus (no i na konwencie oczywiście), wczoraj więc “oraniczyliśmy się do kolacji przy świecach. A na kolację było mapo doufu (przepis TU, wraz z kilkoma innymi). I uśmialiśmy się niezmiernie, bo danie to w Chinach jest daniem mało wyszukanym, czymś co się je na ulicy. Dla nas jednak rarytas. Bo nie zawsze da się dobre tofu kupić ;) Tak więc poświętowaliśmy chińszczyzną w połączeniu z włoskim winem i tortem firmy, której PRowcy powinni zawisnąć na drzewach za tą chwytliwą i krótką nazwę: Conditorei Coppenrath & Wiese. Szczerze mówiąc, było to moje pierwsze spotkanie z ich wyrobami. I przyznam, że udane. Przynajmniej jeśli chodzi o smak Orange-Chardonnay.
No i tak jedzeniowo znów powspominałam Meksyk. To, że tam jada się obiad na śniadanie chyba rok temu pisałam. Dla porządku - na obiad jada się mniejszy obiad, a na kolację zupę. Ponieważ nie wszyscy mają czas na gotowanie rano, często śniadania je się poza domem. I często raczej około 10-11. Podejrzewam, że część osób pije kawę, idzie do pracy, potem ucieka na śniadanie i wraca. Gotuje się jednak na pewno na niedzielę.
W Meridzie (Jukatan) odwiedzialiśmy rodzinę taty Hectora. Zostaliśmy zaproszeni na śniadanie. Śniadanie zaczęło się od owoców. Po nich podano pieczeń. Pieczeń rozpływała się w ustach, bo jak się okazało piecze się ją od sobotniego wieczora. Pieczeń nazywa się cochinita pibil i jest tradycyjnym jukatańskim daniem. Serwuje się z tortillą z mąki kukurydzianej i sałatką ze słodkiej cebuli. Popijać można napojem ryżowym. Przepis na to cudo, prawie identyczny z moją książką kucharską TU. Niestety nie ma u nas liści kukurydzy do zawinięcia, ale podobno w folii aluminiowej też można. Długie pieczenie sprawia, że mięso można porwać na włókna i zawinąć w tortillę i zjeść z apetytem. Dania tego pewnie sama nie zrobię. Niby piecze się samo, ale i tak trzeba pilnować.
Nie przekonuje mnie nawet posiadanie mąki kukurydzianej do tortilli. Tak, szmuglowałam mąkę. Bałam się przez moment, że jednak zostanę poproszona o wyjaśnienie, co robi kilogram proszku w mojej walizce. W końcu, kto wozi przez ocean mąkę… Przemyt na szczęście się udał i w końcu mogę zjeść w domu kukurydziane tortille, które są według mnie o wiele lepsze niż pszenne. Mąkę co prawda da się w Polsce kupić, ale z takim przebiciem ceny, że postanowiłam odpuścić.



Recent Comments