| |
Jun 02
Odkopaliśmy przepisy na łatwe tajskie dania. Tzn ja odkopałam, a Tomek przygotowywał. W niedzielę mieliśmy tajską ucztę - pierś z kurczaka i do tego bakłażan. I troszkę ryżu, chyba nie tajskiego akurat ;)
Jak większość dań kuchni azjatyckiej, kluczem nie jest czas, bo wszystkie dania robi się dość szybko (choć w porównaniu z daniami z woka troszkę czasu schodzi), ale przyprawy. Nie mieliśmy wszystkich i troszkę zastępowaliśmy.
Kurczak tajski z grilla (albo grillowej patelni z IKEA ;)
- kurczak - najlepiej lekko go rozbić lub pokroić na cienkie kotleciki, bo zbyt gruby trudniej się na patelni smaży
Marynata:
- Sos rybny 2 łyżki
- Czosnek, 3 ząbki
- Chili - według uznania
- Skórka limonki (u nas była łyżeczka pasty z pomelo)
- Cukier 2 łyżeczki
- Wino ryżowe sherry 1 łyżka - był rum :P
- Kurkuma mielona 1 łyżeczka - daliśmy zwykłe supermarketowe curry
- Tajska pasta curry czerwona 2 łyżki (daliśmy 1, ale nasze jest ostre jak diabli i daliśmy już sporo chili)
- Troszkę mielonego pieprzu
- Mleko kokosowe 4 łyżki - o zgrozo, nie było w zapasie, więc daliśmy płatki kokosowe i trochę wody
- Kolendra - nie lubię i nie było
- Marynatę się miksuje w blenderze (lub moździerzu) i w to wrzuca kuraka (najlepiej na noc)
Postępowanie:
- Jak się jedzie na grill to zabiera się zamarynowanego kuraka i piecze ładnie z obu stron. Jak jest się w domu to nagrzewa patelnię, daje nieco oleju i smaży. Można też pewnie wykorzystać grill z piekarnika
Jest ostro, ale ostrość łagodzi kokos i dodatek cukru. Taki klasyczny tajski smak, ostrość zupełnie inna niż chińska, bliżej jej do potraw hinduskich.
Bakłażanek
- Bakłażan duży
- Szalotka lub dymka
- Sos rybny 2 łyżki minimum
- Sok z limonki 2 łyżki (był z cytryny)
- Cukier łyżka
- Kolendra - nie było
Postępowanie
- Bakłażana wrzuca się do nagrzanego piekarnika (240 stopni), wcześniej nacina się wzdłuż skórkę
- Piecze aż się zrobi mało apetyczny, w przepisie było coś o 30-40 minutach, ale piekłam mniej (może ok. 20)
- Studzi się, aż da się wziąć w rękę i obiera
- Leci z nich sok, więc można dalej studzić na cedzaku
- Pokroić
- Cebulki się sieka, zalewa sosami, cukrzy i podgrzewa do zagotowania
- Pokrojone bakłażany miesza się z sosem. Posypuje kolendrą jak ktoś chce
Bakłażany mogłyby być same w sobie daniem, albo przystawką, albo jak u nas - sałatką. Smakowo są słodko-kwaśne, delikatne.
May 23
Jejku, prawie miesiąc od ostatniego wpisu, Wyjątkowo zapuściłam bloga. U mnie po prostu różnie. Nadal ciężko się skupić, ogólnie mało nastroju na pisanie około-japońskie.
Będzie więc kuchnia. Dżem zrobiliśmy. RAbarbarowo-pomarańczowy
- rabarbar (było 5 duuużych łodyg, ale nie ważyłam, więc nie wiem ile kilogranowo), drobno pokrojony
- 2 pomarańcze - obrane i pokrojone
- cukier - mniej więcej półtora szklanki
- agar-agar - półtorej łyżeczki
Do maszyny na program dżem. Pewnie też można tradycyjnie w garnku podsmażać. Wtedy najpierw owoce, żeby się rozpadły i na koniec wmieszać cukier i agar.
Mar 18
Wczoraj była na obiad. Niepozorna niby. Nadziewana ryżem z fetą. Ale kluczem były przyprawy. Bazowy przepis pochodzi z Kwestii Smaku, ale oczywiście nie mogłam zrobić zgodnie z przepisem, prawda? Nie miałam poza tym piniowych orzeszków ani dobrego koperku, zużył się zapas mrożonego, a to co widziałam wczoraj do kupienia wołało o pomstę do nieba.
Były więc:
- dwie papryki
- paczka ryżu - mieszanka biały z dzikim
- pół fety, 100g chyba
- orzechy włoskie, pestki słonecznika, nasiona siemienia lnianego
- cebula, ząbek czosnku
- papryka chipotle sproszkowana, kardamon proszek, cynamon proszek, sól, pieprz, świeża bazylia
Wykonywałam zgodnie z przepisem.Do podsmażonej cebulki wrzuciłam nasiona i orzechy, żeby się też lekko uprażyły. Chyba mam już danie na Wielki Piątek jak rodzice będą. Ale będzie trzeba jakiejś zupki dołożyć, bo porcja na 4 osoby nie jest. Tomek ze swoją się uporał, ja nie dałam rady, ale jedna połówka papryczki to troszkę mało. Udało mi się pstryknąć średnią fotkę komórką, bo aparat akurat wyczerpał baterie, ale duże zdjęcie jest w przepisie, więc wiadomo co i jak

Zapytywana ostatnio, dlaczego nie piszę bloga, odpowiadam - piszę. Ale nie tutaj. Tu zostaje jedzenie i Japonia. Aka-chan wraz z matką furiatką się wyniosły tutaj. Blog o moich dziwnych przemyśleniach, panikach, etc. Nie będę tu zanudzać.
Mar 06
Własny chlebek:
I dla e-katki dżemik z TEGO przepisu
I jeszcze przepis zmodyfikowany na chleb z San Fran:
Przepis baza z bloga moje wypieki:
* 2 łyżeczki drożdży instant
* 200 g mąki pszennej razowej
* 400 g mąki pszennej białej
* pół łyżki cukru
* 2 łyżki octu balsamicznego
* 1 i 1/4 łyżeczki soli
* 250 g zakwasu żytniego lub pszennego
* 375 ml wody
(http://mojewypieki.blox.pl/2008/10/C…-zakwasie.html) z tamtego bloga też pochodzi przepis na zakas.
Moja wersja:
Chleb wyrabiam w maszynie i modyfikuję następująco:
nie daję drożdży (tylko przy pierwszym zakwasie dałam około pół łyżeczki, zawsze odkładam troszkę zakwasu na kolejny chleb)
* 200 g daję mąki chlebowej lub jasnej, ale też zdarzyło mi się upiec na graham
* 400 g daję razowej, albo co mi przyjdzie do głowy - wersja z dziś: najwięcej graham pszennej, troszkę graham żytniej, razowej pszennej, orkiszowa, zmielone troszkę płatków owsianych w młynku (kończyłam resztki mąk i stąd taka mieszanka )
* cukier i ocet bez zmian
* łyżka płaska soli
* 250 ml zakwasu
* woda tak samo, jak w przepisie 375 ml
* dodatkowo zawsze wsypuję nasiona - len, słonecznik, czasem czarnuszkę, lub odrobinę suszonych ziół.
Wrzucam wszystko do maszyny - najpierw zakwas, woda, ocet, mąka i dodatki. Wybieram wyrabianie (godzina)
Przekładam masę do keksówki.
Olewam akcję z jajkiem - wygładzam powierzchnię baaardzo mokrą ręką, tak że zostaje nieco wody na cieście. Posypuję “paproszkami” - płatki owsiane, len, słonecznik
Włączam piekarnik na 230 stopni, keksówkę przykrywam szmatką i sobie chleb wyrasta.
Daję do pieca na te 10 minut, potem zmniejszam temperaturę do 200 i piekę 30-40 minut.
Chlebek zazwyczaj lekko pęka z boku, ma świetną fakturę i smak. No i robi się sam właściwie. Muszę wrzucić składniki i przełożyć do keskówki.
Mar 05
Bo odkryłam, że nie mam ani grosza w portfelu, a do bankomatu mam dalej niż do sklepu (sklep pozwala płacić kartą od 20zł). A jakoś nie czułam się na siłach na dalsze chodzenie. Rano w sumie nawet wahałam się czy nie pojechać po jakieś ubranko, ale koniec końców zostałam w łóżku, próbując przygotować wykład. Niestety przygotowania nie zostały jeszcze skończone, ale też troszkę czasu mam.
I w takim to nastroju zabrałam się za dumanie nad obiadem.
Miałam resztę sosu knorra ze słoika z wczoraj (francuski chyba - z winem)
Miałam paprykę, cebulę, paczkę kaszy perłowej, resztki selera naciowego, soczewicy.
No i wymyśliłam Wega-zapiekankę:
- ugotować woreczek kaszy
- ugotować filiżankę soczewicy zielonej (czerwona się może za bardzo rozpaść)
- pokroić cebulkę i paprykę i seler naciowy i przesmażyć na patelni w odrobienie oliwy
- wrzucić wszystko do żaroodpornego naczynia, wymieszać
- przyprawiłam - przyprawą do duszonych warzyw kamisu chyba oraz świeżą bazylią
- zalałam mniej niż połową słoika sosu Knorra, ale myślę, że lepiej nawet sprawdziłby się jakiś grecki jogurt i starty ser
- zapiekałam przez jakieś pół godziny
I podałam ze szczątkową wersją sałatki Nigelli (bo mi została w lodówce przyprawa Tom Yum) składającą się z reszty kapusty pekińskiej, zblanszowanych brokułów i fasolki zielonej - mrożonych, po połowie paczki, odrobiny kiełków rzodkiewki.
Sałatka w oryginale jest poszerzona o mini kolby kukurydzy i surowe pieczarki, pochodzi z książki Nigella Ekspresowa
No i wyszedł fajny, pożywny i smakowity obiadek.
|
|
Recent Comments