Jianada

Jianada No Comments »

W Kanadzie. Podróż była całkiem szybka mimo 4 godzin czekania w Pradze. Wbrew moim obawom knedliczków w samolocie nie podano. Był ryż z kurczakiem z grzybami. Niezły nawet. Pozytywnie zaskoczeni po niejadalnych daniach w liniach hiszpańskich. Do Lufthansy jednak im troszkę brakuje z jedzeniem, za to siedzenia są luźniej! Więcej przestrzeni jest na pewno miłe.

Z dostaniem się z lotniska do B&B nie mieliśmy żadnych kłopotów. Stanęliśmy w kolejce do taksówek, kierowcą taksówki był… Hindus. Jak na filmie normalnie. Dostaliśmy się do hoteliku, prowadzonego przez Turka Emre mieszka w Kanadzie od 7 lat. Kończy magisterkę z architektury. Przyjechał tak sobie i został.

Mieszkamy w malutkiej uliczce w starym 120 letnim domu (nie jak z Lovecrafta, Lovecraftowskie domy są przecznicę dalej) w samiutkim centrum. Jak daliśmy znać znajomym gdzie dokładnie, to piszczą z zachwytu. My zresztą też, bo faktycznie fajnie tu.

Śniadania są typu self-service. Jest pełna lodówka i się szykuje, co się chce. Bez określonych godzin podawania posiłków. Super!

Na razie jesteśmy dwa dni i zachowujemy się jak wariaci. Chodziliśmy wczoraj i dziś cały dzień i zupełnie padamy z nóg. Chodzenie 7 godzin to jednek średni pomysł. Chodzenie! Nie siedzenie. Zwiedziliśmy dziś muzeum Baty, mnóstwo księgarń i antykwariatów, uniwersytet, masę starych uliczek. Znaleźliśmy antykwariat z samymi komiksami. Piiiii! Piiiii! Niby się u nas tego troszkę wydaje, ale poczułam się jak przybysz z jakiegoś komiksowego 3go świata.

Wczoraj odwiedziliśmy Wyspy. 6 minut promem z centrum i człowiek znajduje się w oazie ciszy i spokoju. Niesamowite. Wyspy są częściowo zamieszkałe. Podobno trzeba wpisywać się na listę, jak się chce tam wyprowadzić. Liczba domów jest tam stała i trzeba czekać, aż ktoś się wyprowadzi.

No i jedzenie. Taka miesznina narodowości i kultur, że trudno wybrać, co jeść. ;) Na razie jetem zachwycona koreańszczyzną i masalami. Hamburgery jak na razie nejmniej mi smakowały, ale też ogólnie były świetne. I próbuję zrobić kawowy ranking – Starbucks kontra Tim Hortons. Ponieważ ja wolę kawy bardziej deserkowe niż kawowe, to Starbucks, ale w TH, oprócz mleka faktycznie jest kawa w kubku. Mocna, smaczna. I kuszą bardzo słodyczami, ale na razie nie próbowaliśmy. Mamy tabliczkę “Studenckiej” zakupioną na lotnisku i sobie dozujemy. Właściwie bardzo mało jadamy słodyczy. Ciekawe… Może dlatego tak nas nogi bolą ;)

A póki co, chwila odpoczynku.


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.