Nie-japończyk

Czytam, oglądam, słucham, gram 6 Comments »

Od wczoraj takie coś stoi w okolicach telewizora. I mruga zachęcająco.

Tomek poszedł do pracy. Gadamy  na GG i w końcu:

Tomek: “no bo może w końcu zdecydujmy, co z konsolą…” (wahaliśmy się troszkę nad Wii)

ja (niezwykle mądrze): “No trzeba kupić, chyba”

Przerwa…

ja: “Bo fajny ten Fallout”

Tomek (równie inteligentnie): “Noooo…”

ja: “No i ten Wiedźmin niedługo. I Silent….”

Tomek: “W sumie w końcu same fajne gry wychodzą. No i jeszcze w tyle nie graliśmy. To co, może pojadę po pracy”

ja: “Ale jak to?”

Tomek: “No, pojadę, zobaczę.”

Wrócił z konsolą. I stadkiem gier. Fakt, że większość pożyczył od Wolviego…

W ten sposób po raz pierwszy mamy konsolę, która nie jest Sony.

A pada do  PS2 nie ma, Ultima właśnie napisała, że nie mają chwilowo. Czy ktoś wie, gdzie kupić? Bo ja tu mam Residenta 4 i Kuon do przejścia do licha!

Jasne, konsole kupuje się pod kątem gier. PS2 pojawiła się przez genialne Silent Hill, Project Zero. Myślałam, że kolejna konsola też będzie przez jakąś japońską grę. A tu nie. Owszem było kilka gier, w które i ja i Tomek chcieliśmy pograć, ale jakoś zawsze nam przechodziło. Pożyczało się konsole, grało i jakoś przechodziło. Do momentu Fallouta. Ja chcę jeszcze!

I pomyśleć, że do czasu wydania Neuroshimy byłam przekonana, że nie lubię klimatu post apokalipsy. W poprzednie części próbowałam grać, ale niestety były one dla mnie już jakoś za kanciaste, żeby wciągnął mnie klimat. I te cholerne szczury! Tak, wiem, część moich znajomych zaraz mi za te bluźnierstwa wirtualnego kopniaka wymierzy. ;) Ale próbowałam.

A Lego Indiana Jones, jak gra się w dwie osoby jest świetną rozrywką. Chyba zweryfikuję swój niepochlebny pogląd na temat platformówek i platformówkopodobnych rzeczy. Ale to Indiana Jones w końcu. I Lego. Ma to coś w sobie.

I chyba mamy na razie spokój święty, dopóki nie pojawi się w Europie najnowsza część Project Zero na Wii. Bo jak nie grać w Project Zero?

(tak sobie właśnie skojarzyłam, że tą kategorie bloga powinnam chyba nazwać: czytam, słucham, oglądam, gram.)

Bad Things

Czytam, oglądam, słucham, gram 4 Comments »

Moi znajomi wiedzą, ze od jakiegoś czasu piskam z zachwytu nad True Blood. To jeden z lepszych seriali. Na początku podeszłam do tego, jak pies do jeża. Ech znów cierpiące wampiry z problemami. Owszem, jeden cierpi, ale jak traktować poważnie cierpienie wampira o imieniu Bill?

Jak na razie odcinek za odcinkiem to jedna wielka karuzela. Mieszają się tam oklepane wątki, krew, przemoc, sex, wampiry, uzależnienia, egzorcyzmy, jakieś …łaki (nie powiem, ze wilkołaki, bo takich na razie nie było, a to co jest, to w sumie też radosna niespodzianka ;)). I amo miejsce akcji - zabita dechami dziura gdzieś w Luizjanie. I wapiry w Luizjanie. Nie w żadnym wielkim mieście typu LA, czy NY.

Ciekawa jestem, czy ten serial ma szansę w PL telewizji. Obraża wszystko, co obrazić można. Oczywiście puszczając oko do widza. I aż się prosi o protesty obrońców moralności.

A muzyka się odczepić ode mnie nie może. I bu, bu - na Amazonie chwilowo zabrakło. Nie ma muzyki. Bu bu! Jace Everett - “Bad Things”:

Czołówka też boska, tęż może obrażać, więc jak ktoś ma się obrażać, niech nie ogląda:

Pitu pitu

Czytam, oglądam, słucham, gram, Za pędzlem 2 Comments »

Kolejna edycja posta. Nie chcaił się wyświetlić filmik, zaczęłam kombinować i w efekcie skasowałam posta.

No to raz jeszcze. Przy czym dziś popłakałam się ze śmiechu ;)

Odcinek 7

Odcinek 8

A wszystko dzięki tej osobie.

Zajętyk

Czytam, oglądam, słucham, gram No Comments »

Tak bardzo, że nadal nie mam nowego Gaimana, który jest już/albo powinien być od 3. października.(*) Nawet w księgarni nie byłam. Zgroza! Na szczęście msh mi podesłała linka do akcji promocyjnej książki i sobie słucham Gaimana czytającego. Strasznie chciałabym się wybrać na takie spotkanie. I posłuchać opowiadanka o Gralu, które Gaiman podobno bardzo lubi czytać, a ja bardzo lubię, bo jest takie lekkie, miłe, przyjemne.

Póki co pozostaje internet: Neil Gaiman’s The Graveyard Book

I jeszcze filmik prmujący książkę:

(*) na stronie MAGa jest.

Duch w toalecie

Czytam, oglądam, słucham, gram 6 Comments »

Mroczny film dziś w związku z doktoratem obejrzałam.

Tytuł filmu to Shinsei toire no Hanako-san z 1998 roku w reżyserii Tsutsumi Yukihiko ( 堤幸彦). Nie jest to pierwszy film poświęcony Hanako, ale jest to film, który nie został wyprodukowany wyłącznie na DVD, ale miał też kinową wersję i bardziej doświadczonego reżysera niż filmy poprzednie: Toire no Hanako-san z 1995 roku, w reżyserii Matsuoka Joji (松岡錠司), Kieta Shōjo no Himitsu z 1997 roku, w reżyserii Sasaki Masato (佐々木正人), oraz Kyōfu kousha również z 1997 i również w reżyserii Sasaki Masato.
Każdy film opowiada inną wersję popularnej miejskiej legendy ducha w toalecie dla dziewcząt. Wersja Tsutsumi jest najsilniej związana z przesądami oraz nasiąknięta motywami zaczerpniętymi z shintō i dlatego strasznie mi się podoba. Mimo tego głupiego pomysłu na ducha w toalecie. Na szczęście oprócz toalety jest też kapliczka.

Film ten w sposób wyjątkowo ciekawy rozprawia się z miejską legendą. Nie podważa jej, nie wyjaśnia, nie potwierdza. Zamiast tego pokazuje, że w porównaniu z prawdą, miejska legenda jest niegroźną opowiastką. Zamiast niegroźnego, choć strasznego ducha dziewczynki, tak naprawdę mamy do czynienia z Jeszcze Większym Złem(TM). Są w filmie rytuały, zaklęcia pisane tuszem.

Nie, jasne to nie jest film wysokich lotów. Do mojego cudnego Kitamury też mu nieco brakuje. Ale na pewno pozytywnie wyróżnia się wśród zalewu grozy “made in Asia”. Co niespotykane, kończy się pozytywnie. Ale też prawda, to film stary, rok 1998. To dawno było.
Film można obejrzeć TU, czyli za pośrednictwem Asian Horror Movies.

A obrazek jest stąd - http://www.asianfeast.org/recensioni/schoolmystery.htm, gdzie też recenzja filmu. Po włosku ;)


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.