[‘]

Czytam, oglądam, słucham, gram 1 Comment »

Moje drogi z muzyką pop rozeszły się już dawno temu, ale i tak wczoraj nie mogłam uwierzyć w wiadość, że Michael Jackson nieżyje. Był przecież od zawsze. Niemal się nim wychowałam. Był ciągle w radio. Razem z Madonną (która teraz wygląda znacznie lepiej i bardziej sexi niż wtedy) z Roxette, etc, etc. Trudno uwierzyć.

Pamiętacie te notki o “skandalizującym tańcu i chwycie za krocze”? ;) Ja prawie zapomniała jak się potrafił ruszać i jak fajnie śpiewał. I jakie przejmujące były niektóre teksty. I że jak go słuchałam dzieckiem będąc, to nie miałam pojęcia co śpiewa, bo nie znałam jeszcze angielskiego. Kawał czasu.

Wspominkowo, wrzucam:

Pisać

Czytam, oglądam, słucham, gram, Za pędzlem 4 Comments »

Piszę od zawsze. Pierwszy wiersz napisałam jakoś w podstawówce, pamiętam, że zaczynał się od słów:

nasza kotka

czarna psotka…

I zaginął. Prawdopodobnie nie jest to wielką stratą dla naszej cywilizacji.

W liceum zapisałam prawie dwa zeszyty wierszy i krótkich opowiadań. Jeden z wierszy moja kochana licealna przyjaciółka, która wtedy uczyła sie grać na gitarze, przerobiła na piosenkę. Nie przepadło, ale jest mocno licealne a ja posiadam wystarczająco mocno wyrobiony zmysł krytyczny.

Wtedy też pojawiło się w moim życiu haiku. Haiku mnie chyba popsuło, bo sprawiło, że nie lubię pisać nic długiego. Mój promotor śmiał się, że najchętniej napisałabym doktorat w tabelkach i generalnie jestem “mistrzem krótkiej formy”. Krótkie opowiadania mi wychodzą. Problemem z nimi jest to, że są za krótkie. Nie są typowymi shortami. Są po prostu za szybko poprowadzone.

Ale w końcu napisałam długą pracę, napisałam parę artykułów, wypoczęłam i tak znów się zbieram do dalszego pisania. Na pierwszy ogień idzie kilka zaległych naukowych rzeczy, ale dokopię się też do rozgrzebanych opowiadań. Chyba trzeba pisać codziennie, choć te parę zdań, akapitów. Po co tu o tym piszę? W ramach postanowień – pisać regularne. Nic odkrywczego, w kółko o tym Mur opowiada w ISBW

Ostatnio nawet znalazłam http://polishwords.com.pl.  o pisaniu TU 

I jeszcze TU

Jak się okazuje, pisać. Nawet o rzeczach oczywistych, tak jak te powyżej. Nie dość, że poradnik, to jeszcze przykład. 

A tak właściwie, odkryłam, że bardzo lubię pisać, jak mam określoną ilość znaków, czy stron. Pisanie po konferencjach, czy pisanie do Engarde, bardzo mi odpowiadały, bo wiedziałam, że ilość tekstu jest ograniczona i muszę przekazać kilka tez i tyle. 

W ramach niepisania (miałam pisać, ale stwierdziłam, że może później), poszłam popatrzeć wczoraj na Fable II. W sumie, Tomek też chciał tylko włączyć grę i zobaczyć. Skończyło się na masakrycznym braku snu. Jejuniu. Ale to śliczne jest. Coś czuję, że nadal będę miała przeszkadzacza pisarskiego, zwłaszcza, że obiecałam sobie skończyć też Koun – japoński horror, który skończyłam jak na razie po fazie pierwszej. O Kuonie napiszę coś więcej na pewno. Bo gra jest niesamowicie japońska i chyba rozumiem dlaczego nie zdobyła popularności na zachodzie. Fabuła i duchy za bardzo przypominają Project Zero, cała reszta, niekoniecznie musi wciągać kogoś, kto nie jest wielbicielem starożytnej Japonii. Mnie zachwyciły nawiązania historyczne, postaci z wygolonymi brwiami i namazanymi, zamiast nich, kreskami, stroje inspirowane znacznie bardziej tymi z Heian niż kimono. Cudne.

Zapomniałam też dodać, że w ramach głupawki podczas imprezki podoktoratowej zostałam mianowana KKdsMAwMZW (Krajowy Konsultant ds Morderstw Azjatów w Małych Zbiornikach Wodnych). Chodzi o te wszelkie morderstwa w studniach, duchy wychodzące z jeziorek i tym podobne sprawy. Będę wyjaśniać, czy morderstwo miało charakter rytuału, czy raczej powinno się kierować sprawę do kryminologów i budować portret seryjnego mordercy. Mianowania dokonał znajomy pracujący w kryminalistyce, wiec chyba się liczy, prawda?

 

Yum, yum

Czytam, oglądam, słucham, gram 2 Comments »

W końcu obejrzane. THE HUNT FOR GOLLUM:

Filmy mają się nieźle. Tylko w kinach ich nie wyświetlają. Pora się przerzucić całkiem na seriale. Dollhouse jest świetny! Chyba zresztą zostałam fanką SF, którego dość długo nie lubiłam. Ale to Joss Whedon. Ten od absolutnie boskiego Firefly i równie boskiej Buffy. Gra tam Eliza Dushku, Faith z Buffy. I jest naprawdę niezła. Wciela się w bardzo wiele ról. Zresztą jej Faith też strasznie lubiłam.
<spoiler>A sam serial wpisuje się idealnie w moje marzenia z dzieciństwa: “jak byłoby cudnie, gdyby nie trzeba się uczyć i można było sobie wgrać wiedzę z dyskietek”. W tym zakresie wyprzedziłam Matrixa. A pomysł, choć już się w filmach pojawiał w Dollhouse jest milutko odświeżony.</spoiler>
Trailer:

Poślubić Buddę

Czytam, oglądam, słucham, gram 3 Comments »

“W tego typu magazynach [o modzie] zawsze recenzują jakieś filmy, CD, ale ja zawsze szukam działów poświęconych książkom.Kiedyś ojciec, profesor historii zapytał mnie przez telefon, jakie książki są w tej chwili popularne w Ameryce, a ponieważ akurat miałam takie pismo pod pachą, więc je otworzyłam i zaczęłam mu czytać tytuły: Co zrobić, żeby mężczyzna się w tobie zakochał:metoda prób i błędów, Dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie potrafią czytać map: w jaki sposób się różnimy i co z tym zrobić i Jak straszyć duchy.

Kiedy skończyłam, na drugim końcu lini zapanowała cisza. Następnie, po głębokim zastanowieniu, ojciec powiedział:

– Z tego, co mi przeczytałaś, odnoszę wrażenie,że twoja książka ma szansę zrobić w Ameryce furorę.”

“Poślubić Buddę” Wei Hui

W końcu czytam. “Szanghajska Kochanka” mnie nie przekonała. Książka kompletnie obca. Bliższe już mi fantastyka niż bohaterowie z Szanghaju. Jednek w jakiś sposób mnie ta książka urzekła, Szanghaj mnie urzekł, opisy jedzenia. Pamiętam, że czytając, byłam ciągle głodna.

Z poślubianiem buddy idzie mi lepiej. Znów oczywiście bez przerwy myślę o jedzeniu ;)

Podoba mi się połączenie Szanghaju z Nowym Jorkiem. Podobają mi się wybrane cytaty zaczynajace każdy rozdział. Nawet moja ukochana Sei Shounagon się tam zaplątała. Potrzebowałam dziś poczytać coś, gdzie nie ma kości, nadpalonych zwłok (jak u Reichs) oraz naukowego bełkotu (w książkach, które czytam do doktoratu), A że kiedyś dostałam Wei Hui, zabrałam się. Czytadło. Ale kilka zdań bardzo przykuło moją uwagę. Jedno z nich wylądowało na blogu, pojawi się pewnie jeszcze kilka.

Jednocześnie, jak tylko zaczęłam czytać, o mało nie rzuciłam książką o ścianę. Tłumaczenie z angielskiego i stosowanie pisowni z epoki Kunslera to coś czego strawić nie mogę. “Lao Cy” i “chy” (kto zgadnie, o jakie chińskie słowo tu chodzi?) sprawiają, że mi się niedobrze robi. Ułatwmy sobie życie wszyscy i używajmy pinyinu do diabła! Już się nie będę o tony czepiać. Japońszczyzna w książce woła również o pomstę. Psuje mi to mocno przyjemność czytania. Ciekawa jestem, jak w angielskiej wersji było. No nic, walczę z samą sobą,bo to troszkę głupie jednak tak się złościć.

A dziś podobno był najbardziej depresyjny dzień roku. Nie dając się depresji postanowiłam odszukać cudny kawałeczek z Supernatural. Dean w roli głównej ;) LINK

Duchy i Taoiści

Czytam, oglądam, słucham, gram No Comments »

Planszówka, którą Tomek dostał od swojej idealnej żony ;p dość długo czekała. Jakoś się nie mogliśmy do niej zabrać. Dziś nam się udało. Wygląda ślicznie, dostarczyła nam mnóstwo radości, ale prawdą jest co piszą ludzie w różnych komentarzach – gra jest trudna! Graliśmy na dwie osoby, na najłatwiejszym poziomie trudności i udało nam się wygrać raz. Mamy nadzieję sprawdzić działanie gry na cztery osoby, bo pewnie też jest dużo zabawy i może troszkę łatwiej?

O co chodzi? Otóż jest się taoistami, którzy strzegą wioski przed duchami. Duchów jest dużo, niektóre bardzo ciężko pokonać. W “Ghost Stories” gra się przeciwko grze, tak jak było w “Arkham Horror” – chyba nadal mojej ulubionej i w “Shadows Over Camelot” – nadal najbardziej znienawidzona. “Duchy” chyba trudnościowo są bardziej podobne do SoC, ale bardziej wciągają Klimatem oraz grafikami na kartach. Nietrudno zgadnąć, co mam właśnie na tapecie na Maku. ;)

Trudność gry troszkę też nam podbijała instrukcja, ma kilka niejasnych zasad, trzeba było się konsultować na forach dyskusyjnych. Ale dajemy jej szansę. Podoba się.

Przed nami jeszcze jeden planszówkowy prezent – Keltis. Czeka na swoją kolejkę. Niestety pewnie poczeka jeszcze troszkę. Za dużo rzeczy do zrobienia.


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.