| |
Feb 26
Najbardziej dołujący film roku.
Niestety również jeden z piękniejszych filmów roku.
Trochę trwało, zanim obejrzałam to niemieckie dzieło polecane przez większość znajomych, czasem w połączeniu z prośbą o interpretację, lub udzielenie odpowiedzi: “czy Japonia tak wygląda?”. Odpowiadając na to pytanie - nie włóczyłam się za wiele po dzielnicach uciesz, nie byłam w dodatku białym facetem z wypchanym portfelem, ale z tego, co zaobserwowałam to tak właśnie to wygląda. Tak też wyglądają bezdomni, rozmowy na ulicach, pociągi. Jest chaos, hałas, zagubienie. Pokazane to zostało cudownie. Tylko, że w tym momencie filmu ja już wyłam jak bóbr, bo tak strasznie było mi źle z powodu wszystkiego, co działo się wcześniej.
Znajomy, który film nam pożyczył, mówił, że dawno nie widział filmu z tak pozytywnym przesłaniem, że mąż w końcu zrozumiał pasję żony, że naprawdę zrozumiał, poznał, pokochał.
Owszem, to prawda. Ale ten pozytyw był jak dla mnie otoczony taką chmurą negatywności, depresji, smutku, zagubienia, wyobcowania, braku miłości, że nie wytrzymałam.
Nie obejrzę drugi raz. Nie chcę. Ale jednocześnie, jak ktoś spyta, czy warto, powiem, że tak, że trzeba nawet. A potem pójść na gorącą czekoladę z przyjaciółmi.
Nov 27

Etiuda&Anima rusza już dziś. Jutro jeden z pokazów w ramch Koreańskiej Fali Animacji, którą dosponsorowało CTA. Kolejny pokaza - w środę, a w międzyczasie dużo, dużo atrakcji - pokazy, warsztaty, spotkania. Korea na plakacie: plakat-korea Program całości na STRONIE.
Ja jeszcze nie wiem dokładnie na co się wybieram, ale na pewno w środę na 15 na koreańską animację. Może coś w niedzielę.
No i piszę artykuł. Naukowy. Ma być o wierzeniach związanych z grupami krwi. Z przerażeniem odkryłam, że nie ma jeszcze żadnego anglojęzycznego artykułu uniwersyteckiego na ten temat. JSTOR pustkami świeci, Questia to samo. Nie mam bibliografii, a robienie przypisów do “Times”, “Newsweek” etc, to chyba taki sobie pomysł. Kurcze, nie jest to przecież temat tak nowatorski! A może jest? No nic, skupimy się na koreańskim filmidle o chłopaku, co to jest grupą B, a dziewczyna A i co z tego wynika: LINK
Sep 03
W sierpniowej “Fantastyce” znalazła się recenzja książki, którą dostałam od mojego koreańskiego kolegi z pracy. Książka to: Kim Youngha, “Wampir i inne opowiadania”. Przeczytałam. Opowiadania są przeróżne, wszystkie łączy jednek dość specyficzny klimat, którego nie znalazłam w żadnej książce zachodniej. Czytając, miałam podejrzenia, że Kima Youngha będzie się porównywać do… Murakamiego. I tak jest w “Fantastyce”. I według mnie niesłusznie. Przynajmniej nie dlatego, że “łączy ich podobna tematyka, że często są współbohaterami soich powieści”. Łączy ich ten inny, nieobecny na “Zachodzie” klimat. To nie zbliżony język, nie tematyka. Tylko właśnie co? Recenzent ma jednak przechlapane - już widzę komentarze pod recenzją taką, jak moja: “łączy ich coś nieuchwytnego, jest to nieopisywalne”. Lepszym recenzentem byłby mój tata, któremu “Wampir” zdecydowanie się nie podobał. Stwierdził, że takie bzdury (miał na myśli opowieść z windą), to każdy może napisać. Na tym opowiadaniu jednak najlepiej widać klimat - fabuła azjatycka niekoniecznie musi zmierzać do jakiegoś celu, można zapomnieć o rozwinięciu, punkcie kulminacyjnym i zakończeniu. Fabuła sobie płynie, wznosi, opada. Czasem zdarzenia są sprzeczne, niezrozumiałe, bezsenowne. Nie onie jednek chodzi. Chodzi o klimat, to on jest głównym bohaterem.
Pamiętacie spór “Ring” amerykański i “Ringu” japoński? Japońskiemu zarzucano, że jest niezrozumiały, że nie wiadomo o co chodzi. Amerykański pokazywał dokładnie, czemu dziewczynka zaczęła wychodzić ze studni. Te same zarzuty i dyskusje toczyły się przy “Grudge”. Japońskie horrory skupiły się na klimacie grozy, nastrojach, klimat był ważniejszy od fabuły, od spójnej historii. W wersjach amerykańskich było dokładnie na odwrót.
Wczoraj, ściągnęłam z półeczki książki o prezentacjach, pora w koncu napisać artykuł. Na półeczce tej leżała też, troszkę zapomniana Sei Shounagon. No i otwarłam sobie na chybił trafił i taki mi się opis trafił:
I love white, purple, and black clouds, and rain clouds when they are driven by the wind. It is charming at dawn to see the dark clouds gradually turn white.[...]
It is moving to see a thin wisp of cloud across a very bright moon.
Tłumaczenie - Morris oczywiście. “Makura no soushi” mogłaby być używana przy medytacji. Te opisy są takimi uspokajaczami. Można siedzieć i wyobrażać sobie te płynące chmury.
Mój plan na dziś jest jednak mało medytacyjny - czekają meble do ustawienia w biurze na kampusie. Będzie sięc przesuwanie mebli, ustawianie biurek, rozpakowywanie pudeł książek i innych z kartonów. Doktor (właściwie doktorzy, bo więcej nas będzie) przy pracy.
Jun 26
Moje drogi z muzyką pop rozeszły się już dawno temu, ale i tak wczoraj nie mogłam uwierzyć w wiadość, że Michael Jackson nieżyje. Był przecież od zawsze. Niemal się nim wychowałam. Był ciągle w radio. Razem z Madonną (która teraz wygląda znacznie lepiej i bardziej sexi niż wtedy) z Roxette, etc, etc. Trudno uwierzyć.
Pamiętacie te notki o “skandalizującym tańcu i chwycie za krocze”? ;) Ja prawie zapomniała jak się potrafił ruszać i jak fajnie śpiewał. I jakie przejmujące były niektóre teksty. I że jak go słuchałam dzieckiem będąc, to nie miałam pojęcia co śpiewa, bo nie znałam jeszcze angielskiego. Kawał czasu.
Wspominkowo, wrzucam:

May 28
Piszę od zawsze. Pierwszy wiersz napisałam jakoś w podstawówce, pamiętam, że zaczynał się od słów:
nasza kotka
czarna psotka…
I zaginął. Prawdopodobnie nie jest to wielką stratą dla naszej cywilizacji.
W liceum zapisałam prawie dwa zeszyty wierszy i krótkich opowiadań. Jeden z wierszy moja kochana licealna przyjaciółka, która wtedy uczyła sie grać na gitarze, przerobiła na piosenkę. Nie przepadło, ale jest mocno licealne a ja posiadam wystarczająco mocno wyrobiony zmysł krytyczny.
Wtedy też pojawiło się w moim życiu haiku. Haiku mnie chyba popsuło, bo sprawiło, że nie lubię pisać nic długiego. Mój promotor śmiał się, że najchętniej napisałabym doktorat w tabelkach i generalnie jestem “mistrzem krótkiej formy”. Krótkie opowiadania mi wychodzą. Problemem z nimi jest to, że są za krótkie. Nie są typowymi shortami. Są po prostu za szybko poprowadzone.
Ale w końcu napisałam długą pracę, napisałam parę artykułów, wypoczęłam i tak znów się zbieram do dalszego pisania. Na pierwszy ogień idzie kilka zaległych naukowych rzeczy, ale dokopię się też do rozgrzebanych opowiadań. Chyba trzeba pisać codziennie, choć te parę zdań, akapitów. Po co tu o tym piszę? W ramach postanowień - pisać regularne. Nic odkrywczego, w kółko o tym Mur opowiada w ISBW
Ostatnio nawet znalazłam http://polishwords.com.pl. o pisaniu TU
I jeszcze TU
Jak się okazuje, pisać. Nawet o rzeczach oczywistych, tak jak te powyżej. Nie dość, że poradnik, to jeszcze przykład.
A tak właściwie, odkryłam, że bardzo lubię pisać, jak mam określoną ilość znaków, czy stron. Pisanie po konferencjach, czy pisanie do Engarde, bardzo mi odpowiadały, bo wiedziałam, że ilość tekstu jest ograniczona i muszę przekazać kilka tez i tyle.
–
W ramach niepisania (miałam pisać, ale stwierdziłam, że może później), poszłam popatrzeć wczoraj na Fable II. W sumie, Tomek też chciał tylko włączyć grę i zobaczyć. Skończyło się na masakrycznym braku snu. Jejuniu. Ale to śliczne jest. Coś czuję, że nadal będę miała przeszkadzacza pisarskiego, zwłaszcza, że obiecałam sobie skończyć też Koun - japoński horror, który skończyłam jak na razie po fazie pierwszej. O Kuonie napiszę coś więcej na pewno. Bo gra jest niesamowicie japońska i chyba rozumiem dlaczego nie zdobyła popularności na zachodzie. Fabuła i duchy za bardzo przypominają Project Zero, cała reszta, niekoniecznie musi wciągać kogoś, kto nie jest wielbicielem starożytnej Japonii. Mnie zachwyciły nawiązania historyczne, postaci z wygolonymi brwiami i namazanymi, zamiast nich, kreskami, stroje inspirowane znacznie bardziej tymi z Heian niż kimono. Cudne.
–
Zapomniałam też dodać, że w ramach głupawki podczas imprezki podoktoratowej zostałam mianowana KKdsMAwMZW (Krajowy Konsultant ds Morderstw Azjatów w Małych Zbiornikach Wodnych). Chodzi o te wszelkie morderstwa w studniach, duchy wychodzące z jeziorek i tym podobne sprawy. Będę wyjaśniać, czy morderstwo miało charakter rytuału, czy raczej powinno się kierować sprawę do kryminologów i budować portret seryjnego mordercy. Mianowania dokonał znajomy pracujący w kryminalistyce, wiec chyba się liczy, prawda?
|
|
Recent Comments