L4

Aka chan, Za pędzlem No Comments »

Od wczoraj. Potencjalnie od tygodnia. Bo wtedy zaniepokojona objawami bolących pleców, brzucha, etc, udałam się do lekarza.No i lekarz uznał, że leżeć. Pozolił pojechać, przeprowadzić egzamin poprawkowy, załatwić kilka rzeczy i kazał się pokazać zanim zacznę semestr.

Efekt – odwołany monograf, gorączkowe szukanie zastępstw. Mam wypoczywać i więcej leżeć. Nie bardzo to do mnie docierało, ale okazuje się, że faktycznie po dniu biegania, załatwiania jest średnio i chce się leżeć.

Szczęściara ze mnie i tak, bo leżenie moje nie jest 100%. Mogę spokojnie podejść po jakies zakupy, coś sobie ugotować, zjeść. Nie musi mi mąż kłaść kanapek i termosu przy łóżku.

Z dzieciem/dziecią też ok, problemem się okazują moje kości, chrząstki, plecy. Niefajnie, bo cała impreza może się skończyć cesarką.

Mam wieej czasu. Na czytanie, pisanie. Ale chwilowo nie chce mi się ani jednego, ani drugiego. Nawet grać coś nie bardzo. Bioshock okazał się dla mnie nudny, a minigierki są be. 3N, czyli Ninety-Nine Nights, jak grałam ostatnio wydawało mi się obłędnie fajową rozwalanką, a teraz jakoś nie mogę sie uporać z drugą misją. I za leniwa jestem, żeby odłączyć Xboxa, a podłączyć poczciwą PS2 i pograć w Silenta lub Residenta. A Homecoming nadal nie mamy. Shattered Memories dopiero będzie, ale to też na PS2. I w ogóle, po raz pierwszy mam wrażenie posiadania nie tej konsoli, co trzeba. Pograłabym w Heavy Rain. Strasznie. Strasznie. Choć może tak mi sie tylko wydaje, bo mam ten czas, a jedyne w co gram to durna Mafia na Facebooku.

A dzieć od wczoraj posiada karton różu od ciotki O, z którego córcia K. już wyrosła. Miejmy nadzieję, że nasza dziecia jednek będzie dziewczynką, bo chyba troszkę głupio chłopcu zafundować sukienkę? Chociaż, może zostanie słynnym pisarzem, jak Lovecraft :P

Tomek mnie goni do pisania, ale ja to chyba mało wytrwała jestem, bo wszelkie pianie kończy się na pomysłach i szkicach. Cud, że udało mi się napisać doktorat. Który teraz będe niedo redagowała pod wydanie. Przynajmniej na to mam czas. I na tłumaczenie. I na napisanie jakiegoś artykuliku.

Planuję też sobie odkurzanie kanji. I ponowne zaprzyjaźnianie z gramatyką japońską. ;)

Aka chan 7 Comments »

I ja i dzieć nie lubimy sesji. Wiem, że muszę egzaminować, ale nie lubię. Mam wyrzuty sumienia stawiając złe oceny. Ale czasem na prawdę brak słów na niektóre osoby. Nie chodzi o nieuczenie bynajmniej, ale o krętactwo, wymyślanie, cudowanie, podejście “należy mi się”. W końcu nie tak dawno studiowałam i jednak masa rzeczy by nie przeszła. Choć i tak szczęściara jestem zajęciowo.

Zastanawia mnie pewna rzecz. Bo tak. Wiadomość o mojej ciąży jest już dość powszechna. I co jakiś czas ktoś z dalszych znajomych mówi, że ślicznie wyglądam. O co chodzi? Czy to obowiązkowy komentarz do kobiety w ciąży? A przedtem to nie byłam śliczna? :P Brzuszek coraz bardziej widać. W obcisłych sweterkach :P W kurtce nic a nic. W spodnie niektóre jednak się nie dopinam. Jutro USG. Od czwartku malowanie domu. I meblowanie. Na razie biblioteczką! Połowa salonu będzie śliczniunią biblioteczką. TAKĄ Tzn żadną z tego linku, ale tymi meblami. Podobają nam się strasznie strasznie i tak chcemy. Dzięki temu będzie miejsce w szafach na dziecio-pierdołki. No i przestawimy już nasze łóżko w sypialni pod kątem wstawienia tam łóżeczka. Pomalutku, powolutku.

A jak już będzie po malowaniu i sesji i sprawdzeniu egzaminów, to sobie pogram w Silenta! Oj, ale sobie pogram. Już się doczekać nie mogę. I może jeszcze Residenta. A co!

A ciążowo

Aka chan 9 Comments »

Jest OK, choć nadal z lekka anemicznie. Widać tak mam. Nie mieszczę się już w niektóre spodnie, mam pas ciążowy. Dzięki K. mam masę spodni, więc powinnam jakoś dać radę, ale kusi mnie zakupienie czegoś naprawdę ślicznego… No żeby jednek czuć się ładnie, a nie grubawo. Bo tak mniej więcej teraz wyglądam. Brzuch jest taki, że niekoniecznie trzeba go za ciążę brać. W kurtce nie widać nic, więc mowy nie ma, żeby ktoś miejsca ustąpił. Choć ponoć, jak widać, też ustępowania zdarza się w przedziale od “nigdy” do “czasami”.

Znalazłam fajowy gadżet – słuchanie muzyki z dzieckiem: LINK

Zamówiliśmy też tak zwane Migusie.

Mamy dwa pierwsze body dzięki K. No i powoli się kręci…

Marudu marudu

Aka chan, Za pędzlem 2 Comments »

Denerwuje mnie obecność witamin wszędzie i we wszystkim. Generalnie nigdy nie brałam dodatkowo witamin, starałam się jeść zdrowo. Teraz lekarza kazał, więc łykam. Głównie o ten kwas foliowy chodzi, bo dobre dla dziecia. I odkrywam, że witaminy są wszędzie. Nie, nie mam na myśli warzyw. Płatki śniadaniowe z wiataminami, kaszka z witaminami, herbata ziołowa z witaminami. Czy naprawdę trzeba to dosypywać do wszytskiego? I czy ja się teraz na przykład nie przewitaminiam? Znajoma Dunka (Szwedka) jeszcze w Japonii mówiła, że w Danii (Szwecji) nie wolno dodawać witamin do produktów żywnościowych, żeby ludzie dokładnie wiedzieli ile witamin przyswajają. Poproszę też tak u nas. I jeszcze wysłuchałam z podcastu Nutrition Diva o przeantybiotykowaniu mięsa. Ponoć w Stanach jest to normą, ale można kupować mięso zwierząt, które nie przyjmowały standardowo w paszy antybiotyków. Jak jest w Polsce? Pojęcia nie mam. Bez sensuuuu…

Marudu 2. Zima wróciła. Niby fajnie, ale ślisko. Ani to taki przyjemny puszysty śnieżek, ani ciepło. Nie lubię, nie lubię. W związku z pogodą cisnienie na zewnątrz niziutkie, moje ciśnienie, sprawdzane ostatnio u rodziców także. Wciśnięta się w podłogę czuję. Niby mogę kawę pić w ciąży, ale wypiłam już 3 dość mocne herbaty.

Z nie-marudu. Kimchi własnie sobie się maceruje w solance. No ok, protokimchi. Sama kapusta pekińska. Pasta będzie robiona wieczorkiem. Myślałam jeszcze o zrobieniu testowo kimchi z marchewki, bądź kalafiorków (mam nowe przepisy), ale jakoś Tomek nieprzekonany. Na razie więc kimchi tradycyjne. I niech mi nie ściemniają, że jedzenie ostrego nasila w ciąży zgagę. Jedzenie ostrego bardzo pozytywnie wpływa na moje poczucie humoru, energii, etc.

Nie mam za to ochoty na słodycze szczególnej. Nie było dokładki sernika. Zamiast sernika zjadłam pasztet. Nie, żebym w ogóle słodyczy nie jadła, ale zdecydowanie smaczniejsze są wyroby z mięsa. I mówię to ja, dotychczas prawie-wegetarianka.

Juro koniec roku. Nie chce mi sie robić noworocznych postanowień. Chciałabym tylko spokojnie popracować, skończyć wszytskie rozgrzebane rzeczy, wypełnić wszelkie zobowiązania i przygotować się na nadejście tornada/chaosu/pogromu w postaci dziecia. Ambicje jakoś sobie zasnęły. Może to właściwie dobrze. Za o nadal ciężko ogodzić mi się z mniejszą ilościąsprzątania w domu, na które nie mam siły. Dom mi nie lśni – zgroza!! Może w nowym roku coś z tym zrobię ;)

Edit do postanowień po wczorajszej rozmowie z Bai – wiecej spotkań ze znajomymi. Przynajmniej do czasów dziecia, bo potem nie mam pojęcia jak będzie. Ale mam wrażenie, że spotkań mało było. Więc teraz więcej.

Szampan Piccolo został zakupiony. Smak truskawkowy, składa się z ponad 10% z soków owocowych – truskawka i wiśnia i…wody. Najlepsze przebicie cenowe na wodzie z sokiem. Ale ma przynajmniej korek, którym można strzelić. Czy jest pijalne, to się okaże.

Świętecznie

Aka chan, Za pędzlem 2 Comments »

Co prawda nie odkurzone i wcale nie tak czysto, ale jakoś świątecznie. Za oknem śnieżek (choć ja bym tam mogła mieć choinkę na plaży – taki piasek wygląda prawie jak śnieg). A na last.fm znalazłam świąteczne radio i sobie słucham pioseneczek około gwiazdkowych.

Dałam znów z siebie ściągnąć dziś nieco krwi w ramach badań. Wykazałam sie ponadto nieprzęciętnym “mózgiem ciążowym”, zapominalstwem, bo zapomniałam skierowania na badania. Na szczęście pamiętałam mniej więcej co mam zrobić. Nie pamiętałam, który wskaźnik toxo, więc zrobiłam oba i byłam przekonana, że mam pełną morfologię. No cóż Toxo IgM, morfo – podstawowa, więc nieco za badania przepłaciłam. Ale w sumie lepiej więcej niż mniej, prawda?

Odkryłam kolejny ciążo przesąd. Choć to juz bardziej porodo-przesąd. Otóż, łatwość porodu ma być związana z wielkością stopy. Z moim 36/37 mam przechlapane. No i ciekawa jestem, co na to Azjatki :P Zwłaszcza cudem jest, że w Chinach w okresie krępowania stóp rodziły się w ogóle jakiekolwiek dzieci.

Odkryłam też, że Emilka będzie w Polsce (ale też w Pradze i Bratysławie). Pojechałabym… Tylko pewnie się nie uda.

Strasznie zawieszony dziś mam dzień. Niby wyspana, ale zupełnie bezmyślna. Cała moja inteligencja wyczerpała sie na artykuł najwyraźniej. Udało mi się w niego przemycić troszkę fajnych rzeczy – np. grupy krwi postaci z Final Fantasy VII i RE (Leon jest A :P) oraz fukubukuro i kwestię wyprzątania starych rzeczy przed Nowym Rokiem. Mam nadzieję tylko, że kupy się to wszystko trzyma.


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.