Kuchisake Onna

Japonia No Comments »

Uwielbiam horror pod każdą postacią. A Japonia jest przecudnym źródłem opowieści grozy i miejskich legend. Popkultura zaś cudnie te legendy przyjmuje, przerabia i wyrzuca dalej w świat.

Nadrabiałam sobie ostatnio oglądanie seriali i postanowiłam w końcu zapoznać się z Constantinem serialowym. Na dzień dobry “kupili mnie” akcentem i gestami głównego bohatera, więc już wiedziałam, że wsiąknę. Ale moja miłość do serialu została przypieczętowana odcinkiem z Kuchisake Onną – czyli Japonką z rozcietymi ustami.

Kuchiasake-onna z legendy była młodą i niezwykle piękną kobietą, która wyszła za mąż za samuraja. Wkrótce okazało się, że jej małżonek cierpi na chorobliwą wręcz zazdrość i życie dziewczyny zamieniło się w koszmar. Nie ufał jej i na każdym kroku podejrzewał o zdradę. Pewnego dnia w przypływie szału rozpruł jej usta od ucha do ucha, krzycząc: “I kto teraz powie, że jesteś piękna?” Duch kobiety  błąka się ulicami japońskich miast i zaczepia przechodniów. Pojawia się zawsze w białej chirurgicznej masce zasłaniającej oszpeconą twarz. Napotkanej osobie zadaje pytanie: “Czy ja jestem piękna?” (Watashi kirei?)(*) . Typową odpowiedzią jest potwierdzenie. Wtedy zjawa ściąga maskę, ukazując pokaleczoną twarz i ponownie pyta się, czy jest piękna. Tych, którzy w przerażeniu zaczynają uciekać, co zazwyczaj następuje,  Kuchisake dogania i, w zależności od wersji, rozcina usta lub po prostu morduje. Co ciekawe przed Kuchisake Onną można się obronić, należy odwrócić jej uwagę, odpowiadając pytaniem – “A czy ja jestem piękna” albo przepraszając, że spieszy się na umówione spotkanie. Zakłopotany duch usuwa się w cień. Zakłopotanie to przecież jedna ze stereotypowych cech Japończyków.

Co z tej legendy zostało w Constantinie? Jest Japonka, modelka, oszpecona przez zazdrosną rywalkę, jest maska chirurgiczna i zaczepianie ludzi. I jest mój ukochany motyw – wprawienie ducha w zakłopotanie. Uwielbiam tę cechę japońskich opowieści – na każdą paskudę jest jakiś sposób. A ten jest tak wspaniale wpisany z japońską kulturę, że aż szkoda go nie wykorzystać.

Niestety sama postać Kuchisake Onny jest straszliwie wyeksploatowana przez popkulturę i filmy jej poświęcone zdecydowanie nie należą do czołówki horroru.

(*) Watashi kirei, można też przetłumaczyć czy jestem pocięta, od czasownika kiru (切る) – ciąć. Piękna to kirei (きれい), czasem pisane też kanji (綺麗)

Muzyka japońska

Japonia No Comments »

Dawno temu czytałam artykuł o tym dlaczego Japończycy nie umieją grać jazzu. Nie pamiętam tytułu, ale idea była taka, że Japończyk uczy się przez naśladownictwo, co jest wynikiem długotrwałej tradycji i uczenia poprzez związek mistrz-uczeń. Jazz natomiast to nie naśladownictwo, ale improwizacja, a Japończycy nie umieją improwizować. Grają cudnie Szopena, bo są jasne zasady. Muzyka popularna w Japonii też w zasadzie nie była długo zbyt odkrywcza. Mówiąc prosto z mostu, w zasadzie nie trzeba umieć śpiewać żeby być muzykiem. Chociaż może nie muzykiem – IDOLEM. Wykreowaną przez agencję gwiazdą estrady. Wyjątki są też oczywiście.

Moim, zeszłorocznym już, odkryciem jest BABY METAL. Najpierw dziewczęta zobaczyłam i uznałam za jakiś kolejny przejaw Gothic Lolitek, wpisałam w nurt visual kei  – w sumie też w nim coraz więcej kategorii i w zasadzie może bym zapomniała, gdyby nie to, że jedna z moich studentek podesłała mi ich teledysk. Ciężko opisać moje pierwsze wrażenie. Było porażające. Spodziewałam się, że wygląd wyglądem, ale że w wersji dźwiękowej będzie to raczej coś bardziej popowego. Tymczasem muzyka brzmiała sobie całkiem miła, tzn oczywiście jeśli komuś odpowiada metal. Bo jest to zdecydowanie metal. Przynajmniej jeśli chodzi o instrumenty. Jeśli chodzi o śpiew. To jest śpiew japoński. I naprawdę nie wiem jak inaczej go opisać. W każdym razie, jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji…Panie i Panowie…

Baby Metal!

Megitsune

Bardzo podoba mi się tutaj wykorzystanie masek i tradycyjnych strojów. Niektórzy wiedzą, że kitsune po prostu uwielbiam.

Inny teledysk – tematyka przemocy szkolnej Ijime:

Ijime, Dame, Zettai

A tutaj moje pierwsze spotkanie:

Gimme chocolate

Miłego wieczoru, poranka, południa, czy też innej pory dnia, w której dotrzecie do dzisiejszego wpisu.

Kolejny powrót

Za pędzlem 4 Comments »

Witajcie!

Jeśli jeszcze macie mój blog w jakimś rss, to może zajrzycie, a może komuś się przypomni, że był taki sobie blog niejakiej bayushi i przypadkiem tu zawędruje.

Chyba Wam wszystkim należy się wyjaśnienie, przeprosiny, cokolwiek. Zmieniło mi się w moim życiu dużo. W czasie kiedy prowadziłam regularnie tego bloga i wcześniejszego (nikki.blox.pl), moje życie kręciło się wokół doktoratu, później pracy na uczleni, grantów. Ciekawostki wiec naturalnie wrzucałam też tutaj.

Później do mojego życia dołączyły dwie małe (teraz już nieco większe) istoty – Laura i Bruno. Odpłynęłam w kierunku macierzyństwa dość mocno. Co prawda miałam bardzo ambitny plan połączyć pracę i dzieci, ale w trakcie realizacji odkryłam, że da się działać na 100% więc nie da się być 100% fajną mamą i 100% naukowcem. Zwłaszcza, że dzieci okazały się bardzo wymagające, nie tylko dlatego, że byłam nadmierną idealistką, ale też dlatego, że dopadły nas kłopoty alergiczne i kilka innych. Odkrawałam więc po kawałeczku życie zawodowe, rodzinnego się za bardzo nie dało, ale też kroiłam. Ponieważ nie chciałam śmiecić na blogu (mimo kategorii aka-chan, czyli dziecko), założyłam blogi dzieciowe, ale jednak chyba nie jestem stworzona do pisania o macierzyństwie. Ono po prostu jest. Za dużo mi w nim praktyki, codziennych zmagań, zmartwień. Wolę czytać co u innych matek zdecydowanie.

W końcu się nieco ze wszystkim pogubiłam, a w międzyczasie wplątałam w inne kłopoty, których rozwiązanie też zabierało i zabiera nieco czasu i nerwów. Skończyło się to dość niewesoło. Aktualnie chyba udało mi się zwalczyć depresję. Choroba ta zabrała mi prawie 2 lata radości. Najgorsze jest to, że długo jej nie zauważałam, wycofując się po trochu.Straciłam zainteresowanie wieloma rzeczami – czytaniem, spotkaniami z ludźmi, filmami, grami. Nie miałam wiec pomysłów o czym tu pisać. Bo właściwie, choć działo się mnóstwo, to dla mnie nie działo się nic. Oberwało się wszystkim – mojej rodzinie zwłaszcza.

Mam nadzieję, że to wszystko już przeszłość. Również przeszłością jest mój etat na uczelni. Jednak okazało się, że przerwa na dzieci i brak pełnego zaangażowania ma swoje skutki. Uczę na umowę o dzieło. Nadal uwielbiam uczyć, spotykam przewspaniałych studentów, którzy nadal podrzucają mi masę ciekawostek do poczytania, pogrania, pooglądania. Cieszę się, że nawzajem się inspirujemy, bo dokładnie tak rozumiem studia – nie wykłady z katedry, ale wspólne uczenie. Przecież wiadomo, że nie wiem wszystkiego, po co udawać?

A dla tych, co czekali na publikację moją – jest! Z opóźnieniem piszę, bo ukazała się, kieedy jeszcze chorowałam i nie bardzo miałam okazję się cieszyć. Nadrabiam więc.

Nakładem wydawnictwa Universitas, z którym się przecudnie współpracuje ukazała sie nieco wygładzona moja rozprawa doktorska:

książka

“Książka Doroty Barańskej pokazuje, że pojęcia zła i dobra są kluczowymi elementami obecnymi nie tylko w japońskim folklorze, ale w całej kulturze popularnej od rozrywki ludowej poprzez animację do gier video. Stawia tezę, że kultura rozrywkowa jest niezwykle silnie związana z religiami Japonii, czerpie z buddyzmu, shinto, magii. I choć samo nawiązanie nie jest niczym niezwykłym, niezwykła jest drobiazgowość w przedstawianiu elementów tradycyjnych w nowej formie. Dzięki niej kultura popularna Japonii staje się źródłem do badań nie tylko nad samą kulturą, ale też nad religią, społeczeństwem, moralnością.”

Są też jej recenzje:

Dziękuję tym, którzy poświęcili czas na przeczytanie i skrobnięcie paru słów. Jeśli ktoś ma ochotę ocenić , to można też na GoodReads, gdzie mam bardzo jeszcze surowy profil autorski.

Piszę dalej. Bloguję też. I mieszkam pod Krakowem. Uciekliśmy rodzinnie z miasta smogu i mieszkamy przy lesie. Psa nie mamy ;)

Tak wiec, witajcie ponownie, witajcie po raz pierwszy. W nowej epoce. Jak zaczynałam pisać blogi, nikt nie słyszał o Facebooku (albo niewiele słyszał), teraz zastanawiam się czy bayushi.eu nie powinna mieć również strony tam. Pomyślę.

Acha, w znacznej mierze do powrotu przyczynił się kurs online na który się zapisałam Kreatorka 2015. Zapisałam się już pod koniec edycji, wiec jeszcze mam co nadrabiać. Ale w zasadzie na początku, kiedy miałam zapisać sukcesy z 2014 i zaczęłam rozmyślać nad nimi, to myślami podryfowałam do bloga. I tak się mi wszystko na nowo poukładało.


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.