Rosół, rosół i co dalej?

Kuchnia No Comments »

Dokonałam dziś przełomowego odkrycia, które zainspirowało mnie do odkopania bloga. Niestety odkrycie nie ma żadnego związku z Japonią. Cóż, moja rzeczywistość ostatnio jest mało japońska – sprowadza się bardziej do zupek i pieluch. A konkretnie do jednej zupy – rosołu. Matki wszelakie, czy wasze dzieci też mają tak, że jak się zafiksują na jakąś zupę, to głodne będą a innej nie tkną? Moje mają. Swojego czasu była pomidorowa, ogórkowa, ale od dłuższego czasu w kuchni króluje rosół. A ja zostaję z wygotowanym mięsem, którego żal wyrzucić (choć ponoć jak się rosół długo gotuje, to można wyrzucać, bo już nic odżywczego ani w mięsie ani w warzywach nie ma). Kilka razy oszukałam i zrobiłam rosół warzywny (i sałatke później), no ale że dzieci ogólnie słabo-jedzące to uznałam, że nie będę wegetarianizować na siłę i gotuję na mięsiwie. I co dalej. Były pierożki, naleśniki, pasztet, zapiekanka. Ale ile można?

A dziś, olśniło mnie. Czemu nie zrobić czegoś bardziej orientalnego.

No i zrobiłam – Rosołowe po tajsku

Składniki:

  • Rosołowe (wołowina)
  • Jarmuż
  • Cebula
  • Czerwone curry
  • Wiśniówka (niekoniecznie lub coś innego słodkiego)
  • Ocet jabłkowy (lub inny)
  • czosnek
  • oliwa
  • opcjonalnie ostra papryka, sól, pieprz
Mięso mielimy, bo wygotowane mięso jest takie sobie, prawda? Marynujemy w paście curry, czosnku, oliwie, occie, wiśniówce, czyli do miski wrzucamy i wlewamy co powyżej, mieszamy i wrzucamy do lodówki na mimimum dwie godziny, można na noc.
Jarmuż płuczemy, wycinamy łodygi i zalewamy na chwilkę wrzątkiem. Drobno (lub grubo) siekamy. Cebulę kroimy.
Jarmuż i cebulę smażymy na rozgrzanej oliwie (najlepiej w woku). Dorzucamy zamarynowane mięsiwo. Dosmaczamy według gustu – ja doostrzyłam.
Całość podajemy z gotowanym ryżem. Albo makaronem. Albo jemy solo ;)
I własnie się zorientowałam, że w tym zachwycie nad własnym geniuszem, zapomniałam o zdjęciach. Hm. No cóż. Następnym razem. Jarmuż jeszcze chwilę będzie. A jak nie, można użyć szpinak. A w zasadzie można pominąć, ale tutaj przeważał dodatek wartości odżywczych ;) I ładnie wygląda taka pulpa z zielonymi kawałkami.
W zasadzie danie nadaje się też jako nadzienie do pierożków gotowanych lub smażonych, sajgonek, czy manów. No po prostu rosół ocean możliwości.
Nie, nie da się zrobić w wersji wegetariańskiej. Tzn da, można sejtan dać zamiast mięsa lub poczciwe tofu. Ale nie jest to wtedy pomysł na gospodarowanie resztkami.
(A moja rzeczywistość japońska jest ściśle związana z pracą uczelnianą. Korektuje się mój doktorat i chyba nastąpi wydanie go – w każdym razie umowa z wydawnictwem jest. Po latach… I zaraz wysyłam tekst do publikacji. Więc dzieje się też, ale nie na tyle ekscytująco by pisać. Albo stara już jestem, starsza niż wyglądam)

Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.