Hameryka

Za pędzlem Add comments

Ech, WO, WO. No i jednak kiedyś muszę sobie do tej nieszczęsnej Ameryki, która nie istnieje pojechać. Jestem w grupie Europejczyków zakochanych (irracjonalnie) w Route 66. Chętnie zobaczyłabym sobie jakieś miasto-widmo, a potem dla równowagi Nowy Jork czy inną metropolię. No i mam poczucie, że czeka mnie doedukowanie się w amerykańskiej popkulturze filmowej i muzycznej.

Pomijając więc sprawy osobiste i zostawanie matką w niedalekiej przyszłości, plany zwiedzania świata stają się coraz bardziej rozległe:

  • Korea (Seul) -> zobaczyć o co chodzi moim koreańskim współpracownikom, gdy mówią o Korei
  • Japonia -> bo tęsknię i ciekawa jestem co się zmieniło. No i na Hokkaido nie byłam. I na Fuji nie weszłam. I mogłabym Sayamę odwiedzić i sensei Kang Min Ja. I może nawet udałoby mi się coś wykaligrafować…
  • Tajwan -> bo ponoć to chińska Japonia albo japońskie Chiny
  • Chiny z naciskiem na Szanghaj -> bo odwiedziłabym Wojtka i Helenę i zobaczyła parę miejsc przy okazji (no, odwiedziłabym też Owca, ale on chyba zdąży przyjechać na dłużej do Pl zanim ja do Sz. zawitam)
  • Chiny, Yunnan – bo najpewniej Bai tam będzie przez najbliższe dwa lata, a dwa lata bez widzenia Bai o zło straszne. Poza tym dzięki Bai tam jest szansa pójść do najlepszej chińskiej restauracji (ze szczurami) i herbaciarni z lokalnymi herbatkami
  • Ameryka – wszerz i wzdłuż, zahaczając o Salt Lake i znajomych
  • Toronto (no może też coś więcej w Kanadzie) -> bo chyba jest miastem marzeń nadal.
  • Toskania -> bo Tomek gra w cholernego Assassin Creed II i jak patrzę na widoki, to aż się tęskni. I nie ważne że we Florencji są zawsze tłumy
  • Meksyk -> bo nadal tam jest dużo do zobaczenia
  • Malezja -> bo wszyscy którzy byli to się zakochali i chciałabym wiedzieć co tę miłość powoduje
  • Tajlandia -> bo jak już sie robiło Festiwal Tajski to chyba warto też “na żywo” zobaczyć

Nadal nie ciągnie mnie do Indii, nieszczególnie do Australii (choć zimą mam tam ochotę wyemigrować), Nowa Zelandia też mi nieco przeszła, ale jakby się nadarzyła okazja, to czemu nie. Zupełnie nie chce mi się do Afryki. Większość Europy też mnie jakoś nie ciągnie, chociaż fajnie byłoby kiedyś zobaczyć Hiszpanię.

Teraz tylko pozostaje nam z Tomkiem usiąść i podumać, jak można plany podróżnicze zrealizować. Zabierając ze sobą Pixelkę. Pomysły?



4 Responses to “Hameryka”

  1. e-katka Says:

    Pixelke w chuste zamotacie, albo w nosidelko i bedziecie sie delektowac we trojke pieknymi widokami :) Poza tym w duzych samolotach na niektorych dalszych trasach sa specjalne miejscowki z lozeczkiem/poleczka do spania dla maluchow.
    A mnie sie marzy w Hameryce Wielki Kanion, ale majac jakis wybor pewnie ze wzgledow ekonomicznych trzyosobowe podroze zawsze beda sie odbywac w jednym kierunku, na co wlasciwie trudno mi narzekac, bo wszystkiego w Nipponie jeszcze nie widzielismy :)

  2. bayushi Says:

    Dziś właśnie mnie odwiedziła znajoma z dziecią w chuście. Chusta jednak świetnie wpływa na mobilność. Bardzo dobry wynalazek. Nosidła ponoć lepsze na większe dzieci, ale zobaczymy. Taka chusta po złożeniu prawie miejsca nie zajmuje.
    O, nie wiedziałam z samolotami, jakoś nigdy nie zgłębiłam tematu.
    A co do podróży – ze względów ekonomicznych to w sumie wszystkie są w sferze marzeń (w chwili obecnej baaardzo odległych), ale co tam. Miło sobie podumać o zwiedzaniu świata. Coś się na pewno uda zrealizować kiedyś! :)

  3. Wojtek Says:

    Bayushi – o proszę, człowiek sobie spokojnie sączy herbatkę a tu nagle jak grom z jasnego nieba “Pixelka”. Hmm, a co z Pixelem? Ok, ok – rozumiem, że to później :-)

    Co do planów podróży – nie powiem, rozległe. I dlaczego Szanghaj tak nisko? Jakby nie było, to w Chinach nie dość że najwięcej do zobaczenia byś miała, to jeszcze i do spotkania największą grupę znajomych :-)

  4. bayushi Says:

    W trakcie któregoś USG Pixel okazał się być dziewczynką i został przemianowany na Pixelkę. Choć znajoma straszy, że jeszcze czasem się może coś pozmieniać. Ale już chyba nie. Lekarz wyglądał na przekonanego jak tłumaczył co i jak.

    Nie jest nisko! Jest najwyżej pod kątem odwiedzania znajomych! Korea i Tajwan to tak żeby zerknąć na nie i może kiedyś wracać. A Japonia sentymentalnie. A potem zaraz Szanghaj! Moja ostatnia miłość, czyli Toronto znacznie niżej.
    I pewnie jednak tak naprawdę zaczniemy od Chin ;) Bo plany są rozległe, ale to jednak bardziej plany marzeń. Zobaczymy, jak będzie szła realizacja. Po drodze niestety codzienność. Chyba, że na jakiejś loterii wygramy, co może być trudne, jak się nie gra ;)

Leave a Reply


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.