Projekt

Za pędzlem 4 Comments »

Postanowiłam coś napisać. Taki sobie projekt. Może nie jest tak oszałamiający jak ugotowanie wszystkich przepisów Juli Child przez Julię Powell (http://blogs.salon.com/0001399/) sfilmowanych w Julie and Julia. I w ogóle zaczynać cokolwiek teraz brzmi dość szaleńczo, ale musiałam coś zrobić żeby podleczyć wczorajszego doła. Na razie cisza o co chodzi, ale poproszę o kciuki. Jak się uda to może będzie to ładny krok na drodze wielu zmian na lepsze/ciekawsze. Mam 2000 słów od wczoraj. Może nie będę robić wielkich założeń jak King (10 stron dziennie), ani mniejszych, jak Doctorow (1000 słów dziennie), tylko postaram się utrzymać jakąś regularność (no ok – może 500 słów dziennie?).

Naukowo Azja póki co leży i czeka na czasy lepsze. Z łóżka, pozycji leżącej, ewentualnie z fotela zajmuję się tłumaczeniem. Teraz jeszcze Projekt. Wkrótce Projekt: Pikselka. W niedalekiej przyszłości – wracam do japońskiego. Nie może tak być, że zapominam coraz więcej znaków i że coraz trudniej mi cokolwiek odczytać. No i uznałam, że też powinnam siąść nad doktoratem. Bo chyba jednak jako książka nie powinien być wydany jako rzecz naukowa. Bo rozczaruje. Znudzi tych, co sie zwyczajnie interesują popkulturą i chcą coś się dowiedzieć więcej, ale nie chcą mieć całej historii popkultury na Zachodzie, porównań do Japonii, wyjaśnień filozoficznych, etc. Najlepiej byłoby wydać się podwójnie – w czymś w stylu “zeszyty naukowe”, co chyba przestało istnieć. Tam byłby doktorat, z wszelkimi przypisami, odniesieniami – coś adresowane do środowiska akademickiego i osób, którym są potrzebne informacje co, skąd, dlaczego I wydać się jako luźniejsza książka, która zaciekawi konwentowiczów, fanów, przypadkowych przechodniów. Coś, co ich nie znudzi, nie wkurzy, a jednocześnie dostarczy odrobiny rzetelnej wiedzy.

Dołek okazał się bardzo kreatywny. Czasem jak się dostanie kopa, to dostaje się kopa do działania.

Hameryka

Za pędzlem 4 Comments »

Ech, WO, WO. No i jednak kiedyś muszę sobie do tej nieszczęsnej Ameryki, która nie istnieje pojechać. Jestem w grupie Europejczyków zakochanych (irracjonalnie) w Route 66. Chętnie zobaczyłabym sobie jakieś miasto-widmo, a potem dla równowagi Nowy Jork czy inną metropolię. No i mam poczucie, że czeka mnie doedukowanie się w amerykańskiej popkulturze filmowej i muzycznej.

Pomijając więc sprawy osobiste i zostawanie matką w niedalekiej przyszłości, plany zwiedzania świata stają się coraz bardziej rozległe:

  • Korea (Seul) -> zobaczyć o co chodzi moim koreańskim współpracownikom, gdy mówią o Korei
  • Japonia -> bo tęsknię i ciekawa jestem co się zmieniło. No i na Hokkaido nie byłam. I na Fuji nie weszłam. I mogłabym Sayamę odwiedzić i sensei Kang Min Ja. I może nawet udałoby mi się coś wykaligrafować…
  • Tajwan -> bo ponoć to chińska Japonia albo japońskie Chiny
  • Chiny z naciskiem na Szanghaj -> bo odwiedziłabym Wojtka i Helenę i zobaczyła parę miejsc przy okazji (no, odwiedziłabym też Owca, ale on chyba zdąży przyjechać na dłużej do Pl zanim ja do Sz. zawitam)
  • Chiny, Yunnan – bo najpewniej Bai tam będzie przez najbliższe dwa lata, a dwa lata bez widzenia Bai o zło straszne. Poza tym dzięki Bai tam jest szansa pójść do najlepszej chińskiej restauracji (ze szczurami) i herbaciarni z lokalnymi herbatkami
  • Ameryka – wszerz i wzdłuż, zahaczając o Salt Lake i znajomych
  • Toronto (no może też coś więcej w Kanadzie) -> bo chyba jest miastem marzeń nadal.
  • Toskania -> bo Tomek gra w cholernego Assassin Creed II i jak patrzę na widoki, to aż się tęskni. I nie ważne że we Florencji są zawsze tłumy
  • Meksyk -> bo nadal tam jest dużo do zobaczenia
  • Malezja -> bo wszyscy którzy byli to się zakochali i chciałabym wiedzieć co tę miłość powoduje
  • Tajlandia -> bo jak już sie robiło Festiwal Tajski to chyba warto też “na żywo” zobaczyć

Nadal nie ciągnie mnie do Indii, nieszczególnie do Australii (choć zimą mam tam ochotę wyemigrować), Nowa Zelandia też mi nieco przeszła, ale jakby się nadarzyła okazja, to czemu nie. Zupełnie nie chce mi się do Afryki. Większość Europy też mnie jakoś nie ciągnie, chociaż fajnie byłoby kiedyś zobaczyć Hiszpanię.

Teraz tylko pozostaje nam z Tomkiem usiąść i podumać, jak można plany podróżnicze zrealizować. Zabierając ze sobą Pixelkę. Pomysły?

Chcę mikrofalę!

Za pędzlem 2 Comments »

Czy coś mogło mnie do niej przekonać? Generalnie nie była nigdy potrzebna. Doceniam jednak możliwość podgrzania sobie obiadu, czy mleka. Ale Tomek mi podesłał coś co sprawiło, że chcę! Już natychmiast:

CTA – konferencja

Za pędzlem 2 Comments »

Zapraszam!

Dżem rabarbarowo-pomarańczowy

Kuchnia 1 Comment »

Jejku, prawie miesiąc od ostatniego wpisu, Wyjątkowo zapuściłam bloga. U mnie po prostu różnie. Nadal ciężko się skupić, ogólnie mało nastroju na pisanie około-japońskie.

Będzie więc kuchnia. Dżem zrobiliśmy. RAbarbarowo-pomarańczowy

  • rabarbar (było 5 duuużych łodyg, ale nie ważyłam, więc nie wiem ile kilogranowo), drobno pokrojony
  • 2 pomarańcze – obrane i pokrojone
  • cukier – mniej więcej półtora szklanki
  • agar-agar – półtorej łyżeczki

Do maszyny na program dżem. Pewnie też można tradycyjnie w garnku podsmażać. Wtedy najpierw owoce, żeby się rozpadły i na koniec wmieszać cukier i agar.


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.