Bo odkryłam, że nie mam ani grosza w portfelu, a do bankomatu mam dalej niż do sklepu (sklep pozwala płacić kartą od 20zł). A jakoś nie czułam się na siłach na dalsze chodzenie. Rano w sumie nawet wahałam się czy nie pojechać po jakieś ubranko, ale koniec końców zostałam w łóżku, próbując przygotować wykład. Niestety przygotowania nie zostały jeszcze skończone, ale też troszkę czasu mam.
I w takim to nastroju zabrałam się za dumanie nad obiadem.
Miałam resztę sosu knorra ze słoika z wczoraj (francuski chyba - z winem)
Miałam paprykę, cebulę, paczkę kaszy perłowej, resztki selera naciowego, soczewicy.
No i wymyśliłam Wega-zapiekankę:
- ugotować woreczek kaszy
- ugotować filiżankę soczewicy zielonej (czerwona się może za bardzo rozpaść)
- pokroić cebulkę i paprykę i seler naciowy i przesmażyć na patelni w odrobienie oliwy
- wrzucić wszystko do żaroodpornego naczynia, wymieszać
- przyprawiłam - przyprawą do duszonych warzyw kamisu chyba oraz świeżą bazylią
- zalałam mniej niż połową słoika sosu Knorra, ale myślę, że lepiej nawet sprawdziłby się jakiś grecki jogurt i starty ser
- zapiekałam przez jakieś pół godziny
I podałam ze szczątkową wersją sałatki Nigelli (bo mi została w lodówce przyprawa Tom Yum) składającą się z reszty kapusty pekińskiej, zblanszowanych brokułów i fasolki zielonej - mrożonych, po połowie paczki, odrobiny kiełków rzodkiewki.
Sałatka w oryginale jest poszerzona o mini kolby kukurydzy i surowe pieczarki, pochodzi z książki Nigella Ekspresowa
No i wyszedł fajny, pożywny i smakowity obiadek.



March 6th, 2010 at 4:13 am
Bede w niedziele probował Twoje danie z kimchi. Zakupionym u Chinczyka w Birmingham tydzień wcześniej, musze sie spieszyć zanim wybuchnie - nawet trzymane w lodówce pracuje nad sobą.
Nie wiem jak uploadować (niezręczne, wiem) zdjęcia na blog - przesłałbym zdjęcie tofu z katsuobushi, które kiedyś w ciasnym egoizmie przygotowałem i pożarłem kiedy moja Żona bawiła za granicą (znaczy w Polsce). Tę prostą przekąskę polubiłem od pierwszego wejrzenia, które miało miejsce 36 lat temu w stołówce uniwersytetu Hosei.
Pozdrawiam
March 6th, 2010 at 10:38 am
OOo, smacznego.
Można wrzucić zdjęcie na jakąś stronę zdjęciową flickr.com, fotosik.pl, albo przy koncie mailowym na gmailu na picassę. A potem linka. Ciekawa jestem, jak będzie smakowało :)
Mmm świeże, rozpadające się po dotknięciu łyżeczką tofu. Jedna z potraw, które są zupełnie niedostępne w Polsce, no chyba, że zdecyduję się sama tofu robić.