Problem nie jest problemem

Za pędzlem Add comments

Tomek mi dziś podesłał fragment z Godina za blogiem Biznes bez stresu.

Przeklejam, bo takie słowa warte są cytowania, rozpowszechniania, podumania nad nimi i wprowadzania w życie. Bez stresu, z pomysłem osiągamy swój cel:

40 lat temu Richard Branson, późniejszy założyciel linii lotniczych Virgin Air, znalazł się w podobnej sytuacji w porcie lotniczym gdzieś na Karaibach. Właśnie odwołano jego lot, jedyny lot tego dnia. Zamiast szaleć ze złości, jak ważny był ten lot, jak bardzo pokrzyżowane zostały jego plany, na jak cienkim włosku zawisła jego kariera, młody Branson udał się do biura lotów czarterowych, żeby zorientować się, jaka jest cena wynajęcia samolotu do Puerto Rico.

Następnie pożyczył przenośną tablicę i napisał na niej: “Lot na Wyspy Dziewicze, cena biletu $39.” Wrócił do swojej bramki i sprzedał wystarczającą liczbę miejsc, żeby pokryć koszt tego czarteru. I zdążył wrócić do domu na czas. Przy okazji w jego głowie pozostał zarodek idei, która wykiełkowała wiele lat później w postaci linii lotniczych VIrgin. Czy nie chciałbyś zatrudniać właśnie takich ludzi?



8 Responses to “Problem nie jest problemem”

  1. Paweł Says:

    Problem polega na tym, że w Eurosojuzie, najpierw musiałby założyć spółkę zamierzającą działać w pośrednictwie sprzedaży biletów, utrzymywać minimalny kapitał zakładowy i posiadać odpowiednie ubezpieczenie. Gdy już założyłby spółkę musiałby się postarać o odpowiednie certyfikaty i licencje, a także zacząć odprowadzać podatki i prowadzić pełną księgowość. Oczywiście osobno, wystarać się o pozwolenie na sprzedaż bezpośrednią na lotnisku, z którym mógłby się udać złożyć wniosek do zarządu lotniska.

    Oczywiście, w EU wszystko by działo się szybko i potrzeba by na każdy proces kilka dni, lub udania się w kilka okienek. Może okresy przejściowe i czas potrzebny na przyjęcie kontrolerów i inspektorów z różnych dbających o nas klientów takiej firmy urzędów i inspektoratów.

    Po tym owocnym procesie, cena jednego miejsca w samolocie czarterowym mogłaby być porównywalna z wynajęciem mniej więcej pół samolotu i pan Branson, z jego całym talentem, szybko przekalkulowałby wizytę w najbliższym hotelu.

    W całym tym hipotetycznym wydarzeniu, mogącym się zdarzyć na terenie państwa-federacji objętej Traktatem-Lizbońskim, zapewne przeoczyłem tony dodatkowych obostrzeń, podatków, opłat i zezwoleń. Niech Żyje Związek Socjalistycznych Republik Europejskich!

  2. bayushi Says:

    I tak nie powstałaby sieć lotnicza ;) A swoją drogą, dobrze, że nie zakładał stowarzyszenia, bo jeszcze musiałby wymyślić statut. I nie czynił tego w Polsce, bo koszty druku, papieru pewnie też byłyby przytłaczające.

    Ale nie o to chodzi, pesymisto! Sama idea jest fajna. Jak znaleźć wyjście z sytuacji niby bez wyjścia, jak nie stracić głowy, jak rozwiązać problem. I to jest fajne.

  3. Wojtek Says:

    Paweł - hehe, rozłożyłeś mnie na łopatki :-)

    Bayushi - takie książki fajnie się czyta, ja akurat przy pozycjach amerykańskich włączam tryb ‘krytyczny’ - np. ten fragment:

    “Przy okazji w jego głowie pozostał zarodek idei, która wykiełkowała wiele lat później w postaci linii lotniczych Virgin”

    odczytałbym tak:

    “Przy okazji w jego głowie pozostał zarodek idei, która narodziła się po wielu latach bicia głową w mur i przebijania się przez kolejne przepisy, regulacje i certyfiakty, żeby tylko powstała linia lotnicza Virgin”.

    :-)

  4. bayushi Says:

    Ha, własnie rozmawiamy z Tomkiem na temat firm w Stanach. czywiście przepisy u nich rózne, ale np. jak opiera sie firmę na funduszach i firma bankrutuje - no trudno, stało się, założyciel nie odpowiada majątkiem. Więc na pewno zachęca to do bycia aktywnym.
    Dwa - Amerykanie narzekają na czasochłonność zakładania firmy - godzina przy okienku (i nic poza tym!) wydaje im się niepotrzebną biurokracją.
    Zakładanie CTA trwało 9 miesięcy ;)

  5. Paweł Says:

    U nas też istnieje taka forma prowadzenia działalności. To spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Problem polega na tym, że pełna księgowość jest dosyć kosztowna i na pewno nie jest to opcja dla każdego przedsiębiorcy.

  6. bayushi Says:

    Właśnie o zoo wiem, zastanawiam się tylko, czy można mieć ograniczoną odpowiedzialność w przypadku jednoosobowej firmy, nie spółki? Jakby co, kiedyś się przebiję przez ustawę, na razie nie chce mi się.

  7. Paweł Says:

    W prawie handlowym jest taka forma jak jednoosobowa spółka z o.o.

    Bardzo przyjemne rozwiązanie, nie jest wiele tańsze od rozbudowanej wielo-członkowej (pardon za słownictwo ;) ) siostry.

    Także ta forma najpierw powstaje jako forma “w organizacji”. Dotyczą jej też dosyć wysokie koszty pełnej księgowości i koszty każdych zmian statutowych etc.

    Dzięki p. Pawlakowi jednak, minimalny kapitał zakładowy to zaledwie 5000PLN (Wcześniej 50 000). Tak więc jak się ktoś uprze to stary Tarpan po remoncie, za flaszkę w stacji diagnostycznej podejdzie jako “kapitał zakładowy” ;)

  8. bayushi Says:

    O, dzięki! Jak kiedyś zachce mi się firmy. :)

Leave a Reply


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.