Syndrom wicia gniazda?

Za pędzlem 3 Comments »

Zajęcia się skończyły, szybko przygotowałam pytania na egzamin, dzięki czemu chyba nie należały do najtrudniejszych, i rzuciłam sie w wir zajęć domowych. Zawsze to lubiłam, teraz lubię jeszcze bardziej.

Przeżyliśmy remont. Malowanie, przemeblowywanie. Żyjemy nadal w kartonach, bo czekamy na regały. Koty średnio zadowolone ze zmian, ale chyba powoli się przyzwyczajają.Powoli my też ogarniamy, porządkujemy, myjemy, czyścimy. Domek lśni.

Mnie znów naszło na eko, tak, zamówienie z mazideł.com ma coś z tym wspólnego. Znów mnie kuszą kosmetyki naturalne, ale też kusi zakupienie jakiś eko proszków, tabletek do zmywarki, etc. Pewnie przejdzie, bo ceny skutecznie odstraszają :( Póki co skupię się na nie pakowaniu chemii w nas i w dziecia, a środowisko będzie musiało poczekać i zadowolić się segregowaniem śmieci, pułkaniem i czyszczeniem domu octem i olejkiem sosnowym, zamiast cifów, ajaxów, etc. Kusi mnie zakupienie proszku Biały Jeleń, chwalą się, że są bez fosforanów i są troszkę tańsi niż proszki, które używam.

Dodatkowo, przez remont i kilka dni bez gotowania, naszło mnie na zrobienie jakiegoś fajnego obiadu, upieczenie ciasta, chleba. Zrealizowałam wczoraj – chleb wyszedł świetny – pszenno-żytni. Dostałam jeszcze od K. zakwas, który sobie własnie rośnie i jutro zrobię pierwszy raz w życiu chleb na zakwasie. Trzymać kciuki. I w ogóle wpadłam w nastrój sprzątalniczo, gotowalniczo, wypiekowy. Egzaminy leżą na Kampusie niepoprawione, dziś wieczorem po nie podjedziemy. Wcale mi się nie chce. Wolałabym coś jeszcze upiec, posprzątać, poukładać. Na razie rosną sobie kiełki, a ja przymierzam się d kolejnego przepisu z moje wypieki. Będe modyfikować. Podgotuję te cytryny, ale całość zrobię w maszynie, zagęszczając agarem. Wczoraj upiekłam sernik, chciałam zużyć jakoś świąteczne pierniczki, kilka zostało i niezjedzone crinkles. I wynalazłam przepis taki: SERNIK. Zrobiłam rybkę na obiad.

Niestety mój organizm bardzo zbuntowany. Fakt, remontem daliśmy sobie w kość ostro. Bolą mnie plecy od kilku dni. Wczoraj było jakieś apogeum, ledwo się ruszałam, ale też mozliwe, że zbyt dużo działałam :( Dziś, po leżeniu wieczornym z termoforkiem, lepiej. Za to chyba rozciąga się jeszcze brzuch i mnie w nocy bolał. Wrrr, wrrr, wrrrr! Dziś będzie więc obiad basic – makaron, pesto ze słoika i suszone pmidory. A ja zbieram siły. Tzn i tak udało mi się wyprać dwie pełne pralki, heheh ;)

W ramach porządkowania zamówiłam worki próżniowe. W końcu upakuję w nie pościel, zapasowe poszewki, koce. Może też po zimie czapki, szaliki.

Dzieć otrzymał kolejnego słodziusiego pajacyka od cioci K. wyszperanego w Bidze. Malusi jest, więc mam nadzieję, że dzieć się też malusi urodzi (byle powyżej 2 kg;)) i troszkę ponosi. A dzieć najpewniej jest dziewczynką. Tomek straszy, że jak dorośnie, wygoni mnie z kuchni. Jak to?!!!


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.