Hanami

Czytam, oglądam, słucham, gram, Za pędzlem No Comments »

Najbardziej dołujący film roku.

Niestety również jeden z piękniejszych filmów roku.

Trochę trwało, zanim obejrzałam to niemieckie dzieło polecane przez większość znajomych, czasem w połączeniu z prośbą o interpretację, lub udzielenie odpowiedzi: “czy Japonia tak wygląda?”. Odpowiadając na to pytanie – nie włóczyłam się za wiele po dzielnicach uciesz, nie byłam w dodatku białym facetem z wypchanym portfelem, ale z tego, co zaobserwowałam to tak właśnie to wygląda. Tak też wyglądają bezdomni, rozmowy na ulicach, pociągi. Jest chaos, hałas, zagubienie. Pokazane to zostało cudownie. Tylko, że w tym momencie filmu ja już wyłam jak bóbr, bo tak strasznie było mi źle z powodu wszystkiego, co działo się wcześniej.

Znajomy, który film nam pożyczył, mówił, że dawno nie widział filmu z tak pozytywnym przesłaniem, że mąż w końcu zrozumiał pasję żony, że naprawdę zrozumiał, poznał, pokochał.

Owszem, to prawda. Ale ten pozytyw był jak dla mnie otoczony taką chmurą negatywności, depresji, smutku, zagubienia, wyobcowania, braku miłości, że nie wytrzymałam.

Nie obejrzę drugi raz. Nie chcę. Ale jednocześnie, jak ktoś spyta, czy warto, powiem, że tak, że trzeba nawet. A potem pójść na gorącą czekoladę z przyjaciółmi.

Miejskie Legendy

Za pędzlem No Comments »

W Kanadzie jeszcze, w jakimś antykwariacie, zobaczyłam najcudowniejszą rzecz – stała sobie na półce książka “The Vanishing Hitchhiker: American Urban Legends and Their Meanings”. Książka kultowa dla wszystkich, którzy cokolwiek robią z legendami miejskimi. STAŁA NA PÓŁCE W ANTYKWARIACIE! Za jakieś grosze. Taa, w ogóle dużo książek tam stało, o których tutaj można sobie pomarzyć i zapłacić 3x tyle za ściąganie zza oceanu. Cytując znajomego “i jak tu uprawiać naukę w Polsce, Wasz gabinet jest jedynym miejscem, gdzie da radę.” Nasz gabinet został bowiem wyposażony w zapasy książek przez Korea Foundation. Akurat o miejskich legendach nie mamy nic, ale za to całkiem sporo o religii, mitach i o kuchni ;)

Z drugiej jednak strony, jak już zna się podstawowe tematy miejskich legend, łatwo jest je samemu wytropić, czy to w filmach, czy rewelacjach opowiadanych przez znajomych. Dodatkowo, różowa macka dba o to, żebyśmy nie zapomnieli o rewelacjach z Japonii. Ostatnio Tomek podrzucił mi legendy miejskie z ery Meiji. Czego się bano? Bano się cywilizacji zachodu, więc “zlegendowano” czy może “zduchowano” rzeczy, które z tym zachodem wiązano – pociągi, elektryczność, itd. Zapraszam do LEKTURKI, a jak komuś mało, to TU wszystkie wpisy z tagiem “urban legends”

Julie/Julia

Za pędzlem No Comments »

Karolka, kiedy mnie odwiedziła i została na obiedzie, kazała koniecznie obejrzeć ten film. Wiecie doskonale, że do kuchni i kucharzenia mam słabość wielką i jak coś nie wychodzi, to robi się z tego życiowa porażka. Ale okazuje się, że można inaczej. Muszę skądś DVD zdobyć. Julie and Julia jest genialnym filmem. Smaczku mu dodaje, że obie Julie to prawdziwe postacie. Jedne nauczyła Amerykę gotować, druga pokazała, że gotowanie porządkuje życie, pisanie bloga o jedzeniu może być niezłą karierą ;)

Książkę “Mastering the Art of French Cooking” też chyba chcę. Chociaż chyba bardziej kolekcjonersko niż z jakiejś potrzeby, bo chyba do kuchni francuskiej mnie nigdy nie ciągnęło.

W ramach odpoczywania, podczytuję: http://blogs.salon.com/0001399/2002/09/04.html

I założyłam sobie nowego bloga. Niedługo się pochwalę. W każdym razie, postanowiłam wyrzucić siebie ciążową stąd. Za dużo miejsca aka-chan zajmuje, a to nie jego/jej blog. Wszystkie ciążo-rozterki wylatują. Tu wraca Japonia, filmy, gry, gotowanie. A jeśli będzie długo pusto, to znaczy, że zupełnie mi mózg zaciążyło.

Jeśli ktoś ma ochotę uczestniczyć w moich schizach i rozterkach związanych z aka-chan: TU

Ło

Za pędzlem No Comments »

Przy okazji robienia wpisu zaglądnęłam na statystyki. Bardzo mo miło, że mam tak dużo odwiedzin i urzekło mnie dziś, jak ktoś do mnie trafił.

Ponoć wyświetlam się po wpisaniu: “ale zaje bardzo fajnie blog” :)

I ktoś szukał przepisu na kimchi. To sie pochwalę. Dostałam wczoraj od Jiny rzodkiewkowe kimchi. To chyba najlepsze kimchi w moim życiu! Wraz ze słowami Koreanki, że ja to jestem jednek niezwykła. Miło.

L4

Aka chan, Za pędzlem No Comments »

Od wczoraj. Potencjalnie od tygodnia. Bo wtedy zaniepokojona objawami bolących pleców, brzucha, etc, udałam się do lekarza.No i lekarz uznał, że leżeć. Pozolił pojechać, przeprowadzić egzamin poprawkowy, załatwić kilka rzeczy i kazał się pokazać zanim zacznę semestr.

Efekt – odwołany monograf, gorączkowe szukanie zastępstw. Mam wypoczywać i więcej leżeć. Nie bardzo to do mnie docierało, ale okazuje się, że faktycznie po dniu biegania, załatwiania jest średnio i chce się leżeć.

Szczęściara ze mnie i tak, bo leżenie moje nie jest 100%. Mogę spokojnie podejść po jakies zakupy, coś sobie ugotować, zjeść. Nie musi mi mąż kłaść kanapek i termosu przy łóżku.

Z dzieciem/dziecią też ok, problemem się okazują moje kości, chrząstki, plecy. Niefajnie, bo cała impreza może się skończyć cesarką.

Mam wieej czasu. Na czytanie, pisanie. Ale chwilowo nie chce mi się ani jednego, ani drugiego. Nawet grać coś nie bardzo. Bioshock okazał się dla mnie nudny, a minigierki są be. 3N, czyli Ninety-Nine Nights, jak grałam ostatnio wydawało mi się obłędnie fajową rozwalanką, a teraz jakoś nie mogę sie uporać z drugą misją. I za leniwa jestem, żeby odłączyć Xboxa, a podłączyć poczciwą PS2 i pograć w Silenta lub Residenta. A Homecoming nadal nie mamy. Shattered Memories dopiero będzie, ale to też na PS2. I w ogóle, po raz pierwszy mam wrażenie posiadania nie tej konsoli, co trzeba. Pograłabym w Heavy Rain. Strasznie. Strasznie. Choć może tak mi sie tylko wydaje, bo mam ten czas, a jedyne w co gram to durna Mafia na Facebooku.

A dzieć od wczoraj posiada karton różu od ciotki O, z którego córcia K. już wyrosła. Miejmy nadzieję, że nasza dziecia jednek będzie dziewczynką, bo chyba troszkę głupio chłopcu zafundować sukienkę? Chociaż, może zostanie słynnym pisarzem, jak Lovecraft :P

Tomek mnie goni do pisania, ale ja to chyba mało wytrwała jestem, bo wszelkie pianie kończy się na pomysłach i szkicach. Cud, że udało mi się napisać doktorat. Który teraz będe niedo redagowała pod wydanie. Przynajmniej na to mam czas. I na tłumaczenie. I na napisanie jakiegoś artykuliku.

Planuję też sobie odkurzanie kanji. I ponowne zaprzyjaźnianie z gramatyką japońską. ;)


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.