I ja i dzieć nie lubimy sesji. Wiem, że muszę egzaminować, ale nie lubię. Mam wyrzuty sumienia stawiając złe oceny. Ale czasem na prawdę brak słów na niektóre osoby. Nie chodzi o nieuczenie bynajmniej, ale o krętactwo, wymyślanie, cudowanie, podejście “należy mi się”. W końcu nie tak dawno studiowałam i jednak masa rzeczy by nie przeszła. Choć i tak szczęściara jestem zajęciowo.
Zastanawia mnie pewna rzecz. Bo tak. Wiadomość o mojej ciąży jest już dość powszechna. I co jakiś czas ktoś z dalszych znajomych mówi, że ślicznie wyglądam. O co chodzi? Czy to obowiązkowy komentarz do kobiety w ciąży? A przedtem to nie byłam śliczna? :P Brzuszek coraz bardziej widać. W obcisłych sweterkach :P W kurtce nic a nic. W spodnie niektóre jednak się nie dopinam. Jutro USG. Od czwartku malowanie domu. I meblowanie. Na razie biblioteczką! Połowa salonu będzie śliczniunią biblioteczką. TAKĄ Tzn żadną z tego linku, ale tymi meblami. Podobają nam się strasznie strasznie i tak chcemy. Dzięki temu będzie miejsce w szafach na dziecio-pierdołki. No i przestawimy już nasze łóżko w sypialni pod kątem wstawienia tam łóżeczka. Pomalutku, powolutku.
A jak już będzie po malowaniu i sesji i sprawdzeniu egzaminów, to sobie pogram w Silenta! Oj, ale sobie pogram. Już się doczekać nie mogę. I może jeszcze Residenta. A co!
Zrobię jeszcze jeden wpis, jakbym znów miała na miesiąc zamilknąć ;)
Malujemy i remontujemy. Najpewniej od 28 stycznia. Dziś miotałam się i porządkowałam. Zarośliśmy papierami, papiórkami, masą książek, z których część jest zupełnie zbędna…
Skończyły się już niemal zajęcia na uczleni. W poniedziałek ostatnie. Na jedych wpisy i ustalenia i ostatnie kolokwia, na drugich “zerówka”. Czyli właściwie koniec. Przygotowałam zagadnienia na wszystko, dla piszących egzamin w poniedziałek mam gotowe pytania. Pójdzie, mam nadzieję, szybko. Gorzej z kolejnymi. Egzamin 1 lutego dla I licencjatu. Duuużo ich. Dużo sprawdzania będzie. Dużo wpisywania w index. Wykładowcy też nie lubią sesji. Wolę dydaktykę chyba. Choć w tym roku troszkę dała mi w kość. Masa, masa przygotowań.
Drugi semestr będzie pod tym względem luźniejszy. Oddałam część ćwiczeń, zostaję z popkulturą, ale tym razem po angielsku i kilkoma godzinami orientalizmu. Za to w końcu będę musiała powalczyć w wydawaniem doktoratu i tłumaczeniem. Zostawiłam to i teraz straszy po nocach.
Niedługo będzie też Wieliczka, 14 lutego dokładnie. Wieliczka - Chiński Nowy Rok. W Kopalni. CTA w składzie: Tomek, ja, Beatka i Piterek i możliwe, że Aga i Krzychu, będzie origamić. Resztę imprezy obstawia IK, a konkretniej Bai i Gosia. Fajowo będzie, więc już zapraszam!
Jest OK, choć nadal z lekka anemicznie. Widać tak mam. Nie mieszczę się już w niektóre spodnie, mam pas ciążowy. Dzięki K. mam masę spodni, więc powinnam jakoś dać radę, ale kusi mnie zakupienie czegoś naprawdę ślicznego… No żeby jednek czuć się ładnie, a nie grubawo. Bo tak mniej więcej teraz wyglądam. Brzuch jest taki, że niekoniecznie trzeba go za ciążę brać. W kurtce nie widać nic, więc mowy nie ma, żeby ktoś miejsca ustąpił. Choć ponoć, jak widać, też ustępowania zdarza się w przedziale od “nigdy” do “czasami”.
Znalazłam fajowy gadżet - słuchanie muzyki z dzieckiem: LINK
Zamówiliśmy też tak zwane Migusie.
Mamy dwa pierwsze body dzięki K. No i powoli się kręci…
Chwaliłam się na FaceBooku, to tutaj też mogę. Zrobiłam CRINKLES z przepisu na blogu: “Moje wypieki”, które zostały nazwanie Kulkami Ordoneza. Ci, co znają moje zamiłowanie do Reverta, zapewne domyślą się dlaczego. Końcowa faza produkcji wyglądała tak:
Obiad. Zimno i nie chciało mi się wyjść, postanowiłam więc wykorzystać rzeczy, które były w domu.
I wyszło cudowne danie i pomyślałam, że muszę się podzielić. I wtedy uświadomiłam sobie, że jednak nasz dom pod względem kuchennym normalny nie jest. Bo obiad był złożony. Azjatycki. Koreańsko - chińskawy. I uświadomiłam sobie, że raczej ciężko w każdym domu znaleźć składniki na ten obiad, ale jeśli ktoś będzie miał kiedyś ochotę spróbować, to bardzo polecam!
Danie najłatwiejesze:
dobry, gotowany ryż (bez soli, ugotowany na lekko kleiście)
Składniki na II część (przepis od znajomej Koreanki):
kimchi kapuściane
cukier oliwa
Wykonanie:
Rozgrzać patelnię, olej, na to pokrojone kimchi, smażyć około 5 min, można troszkę podlać wodą lub wodą z kimchi. Posłodzić łyżką cukry, zmniejszyć ogień i przesmażać jeszcze z 5 min.
Składniki na III część:
tofu
brukselka
imbir
ząbek czosnku
sos sojowy
sos ostrygowy
panko lub bułka tarta
pieprz
olej
Wykonanie:
Tofu pokroić w kostkę i przelać wrzątkiem
Przygotować marynatę: sos sojowy, troszkę utartego imbiru, zgnieciony czosnek, pieprz
Wrzucić tofu do marynaty
Zostawić na jakieś 10 min
Rozgrzać olej na patelni
Posypać tofu panko i na rozgrzaną patelnię
Smażyć aż się zrumieni
Wrzucić na sito do odsączenia
Patelnię w razie potrzeby przemyć
Znów rozgrzac olej
Wrzucić brukselkę (z mrożonki, bez rozmrażania)
Podlać odrobiną wody
Smażyć aż zmięknie
Wrzucić tofu
Dodać sos ostrygowy w zalezności od upodobań.
Podawanie:
Ryż w małych miseczkach dla każdego
Na środek stołu w miskach oba dania
I nakładamy sobie na ryż
Jest pycha i znów nie zrobiłam zdjecia całości, bo zaczęliśmy zajadać.
Przepisów na kimchi w sieci jest mnóstwo. Nasze ma już ponad tydzień i jest bardzo, bardzo pikantne.
Recent Comments