Napisałam

Za pędzlem Add comments

Skończyłam pisać artykuł. Zgodnie z przewidywaniami, będzie jeden nie dwa. Nie udało się więcej, zupełnie nie udało. Nie wiem, gdzie uciekł mi czas (zapewne na spaniu, bo nie zrobiłam nic tak naprawdę wielkiego i godnego uwagi). Grunt, że jest choć jeden artykuł. Mam też kalkulację wydawniczą do doktoratu. Można będzie powoli podumać nad wydaniem. Konkretniej, zacząć go poprawiać z zabłąkanych literówek i kiklu sformułowań i myśli. Resztę literówek i przecinków wyłapie korekta, mam nadzieję!

Fierko cukierek ma się nieźle. Weterynarz zadowolony z niego. Trzymamy teraz dawkę insuliny przez pół roku, potem może przejdziemy na niższą. Na styczeń kotom obu czyścimy ząbki z kamienia. Małą odchudzamy.

Ja jutro znów oddaję krew do badań, a do lekarza w poniedziałek, dowiem się ile pixeli jest aktualnie w Pixelu. Podejrzewam, że sporo, choć brzucha u mnie nadal nie widać. Pewnie wyskoczy coś po świętach i nie będzie wiadomo – od jedzonka to, czy od dziecia? ;) W sumie taka ciąża to doskonała wymówka do podjadania serniczka, kolejnego kawałka rybki (nie karpia, sandaczyka) i innych smakołyków. Powoli chyba jednek będe musiała porozglądać się za ciążo-ciuszkami. Zapisaliśmy się już do szkoły rodzenia, na kwiecień…ponoć są lekkie problemy z miejscami, jak doniosła znajoma w bardziej zaawansowanej ciąży, więc od razu zgłosiłam się, wpłaciłam wpisowe i już.

Dziś skończyłam pracę na uczleni. Wolne do 4 stycznia. Niedługo wyruszamy w podróż nawiedzać rodziny. Mama się śmieje, żebyśmy zapakowali termos z herbatką, bo takie mrozy akurat przyszły. Do rozważenia. Ale na pewno powinnam pamiętać o jakiś przekąskach.Kusi mnie jeszcze, żeby upiec coś przed świętami i zabrać. Jakieś ciasteczka najchętniej. Nie po to w końcu kupowałam super foremki… Znalazłam przepis na pieprzowe ciasteczka. Wyglądają intrygująco. Może spróbuję. Chociaż nie wiadomo, bo mimo wolnego na uczleni, mam jeszcze kilka rzeczy do skończenia.

Dzięki temu, że Tomek sprezentował mi subskrypcję na last.fm znów odkrywam, jak ja lubię szwedzki metal. Kurcze, co chwilę coś mi sie trafia i jest fajne. I w ogóle nie wiedziałam, że jestem aż tak uzależniona od last.fm. Niemal cały czas sobie gra. Opuściłam się przez to w słuchaniu podcastów.

Acha, ponoć w Krakowie na Rynku pojawiły się Belgijskie Gofry, ktoś próbował?



3 Responses to “Napisałam”

  1. Paweł Says:

    Termos obowiązkowo. W korkach można utknąć na dłużej, no i tankować więcej wachy, szczególnie jak poruszacie się do rodziny między miastami.

    Przypomniał mi się też zwyczaj mocno azjatycki z noszeniem małych termosów wszędzie ze sobą. Co prawda większość tych chińskich termosów trzyma ciepło mniej więcej tak samo dobrze jak butelka pleksi, ale jak wiadomo “każdy Chińczyk ma prawo do termosu” :)

    A w ogóle to pomyślałem sobie, że na taką pogodę Samurai byłby idealny :)

  2. bayushi Says:

    Chińczykom tracycja noszenia termosiku nie przechodzi za granicą, nawet jak urodzili się już nie w Chinach. Obserwacja z Toronto ;) Wszyscy inni chodzili raczje z kubeczkami ze Starbucksa. A termosiki były najdczęściej zwyczajnymi aluminiowymi butelkami – w ramach akji “chronimy środowisko, nie pijemy z plastiku”. Akcja ta jednek działa tylko na Chińczyków i biegaczy :P Zdarzały się jednak też porządne termosiki.

    No, też tak pomyślałam, ale zostałam zakrzyczana przez tatę i Tomka za brak wspomagania kierownicy i koniec końców będę jeździć… Hundaiem i30CW (to tak w ramach małego autka, heheh). Zmieniamy astrę. Zostajemy póki co przy jednym aucie do podziału.

  3. Mo. Says:

    Mam nadzieję, że na opodatkowaną wersję doktoratu nie trzeba będzie czekać latami (jak to bywa z polskim przemysłem wydawniczym), bo ja już usycham z ciekawości.
    Mój na razie jest na etapie wielkiego bum. Może po nim wypłodzi się jakaś boska cząsteczka, a z niej pierwsze słowo, które spłynie na papier (ekran). Ergo: jeszcze jakieś 2 lata zanim przestanę się z weną w chowanego bawić.

Leave a Reply


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.