Marudu marudu

Aka chan, Za pędzlem Add comments

Denerwuje mnie obecność witamin wszędzie i we wszystkim. Generalnie nigdy nie brałam dodatkowo witamin, starałam się jeść zdrowo. Teraz lekarza kazał, więc łykam. Głównie o ten kwas foliowy chodzi, bo dobre dla dziecia. I odkrywam, że witaminy są wszędzie. Nie, nie mam na myśli warzyw. Płatki śniadaniowe z wiataminami, kaszka z witaminami, herbata ziołowa z witaminami. Czy naprawdę trzeba to dosypywać do wszytskiego? I czy ja się teraz na przykład nie przewitaminiam? Znajoma Dunka (Szwedka) jeszcze w Japonii mówiła, że w Danii (Szwecji) nie wolno dodawać witamin do produktów żywnościowych, żeby ludzie dokładnie wiedzieli ile witamin przyswajają. Poproszę też tak u nas. I jeszcze wysłuchałam z podcastu Nutrition Diva o przeantybiotykowaniu mięsa. Ponoć w Stanach jest to normą, ale można kupować mięso zwierząt, które nie przyjmowały standardowo w paszy antybiotyków. Jak jest w Polsce? Pojęcia nie mam. Bez sensuuuu…

Marudu 2. Zima wróciła. Niby fajnie, ale ślisko. Ani to taki przyjemny puszysty śnieżek, ani ciepło. Nie lubię, nie lubię. W związku z pogodą cisnienie na zewnątrz niziutkie, moje ciśnienie, sprawdzane ostatnio u rodziców także. Wciśnięta się w podłogę czuję. Niby mogę kawę pić w ciąży, ale wypiłam już 3 dość mocne herbaty.

Z nie-marudu. Kimchi własnie sobie się maceruje w solance. No ok, protokimchi. Sama kapusta pekińska. Pasta będzie robiona wieczorkiem. Myślałam jeszcze o zrobieniu testowo kimchi z marchewki, bądź kalafiorków (mam nowe przepisy), ale jakoś Tomek nieprzekonany. Na razie więc kimchi tradycyjne. I niech mi nie ściemniają, że jedzenie ostrego nasila w ciąży zgagę. Jedzenie ostrego bardzo pozytywnie wpływa na moje poczucie humoru, energii, etc.

Nie mam za to ochoty na słodycze szczególnej. Nie było dokładki sernika. Zamiast sernika zjadłam pasztet. Nie, żebym w ogóle słodyczy nie jadła, ale zdecydowanie smaczniejsze są wyroby z mięsa. I mówię to ja, dotychczas prawie-wegetarianka.

Juro koniec roku. Nie chce mi sie robić noworocznych postanowień. Chciałabym tylko spokojnie popracować, skończyć wszytskie rozgrzebane rzeczy, wypełnić wszelkie zobowiązania i przygotować się na nadejście tornada/chaosu/pogromu w postaci dziecia. Ambicje jakoś sobie zasnęły. Może to właściwie dobrze. Za o nadal ciężko ogodzić mi się z mniejszą ilościąsprzątania w domu, na które nie mam siły. Dom mi nie lśni – zgroza!! Może w nowym roku coś z tym zrobię ;)

Edit do postanowień po wczorajszej rozmowie z Bai – wiecej spotkań ze znajomymi. Przynajmniej do czasów dziecia, bo potem nie mam pojęcia jak będzie. Ale mam wrażenie, że spotkań mało było. Więc teraz więcej.

Szampan Piccolo został zakupiony. Smak truskawkowy, składa się z ponad 10% z soków owocowych – truskawka i wiśnia i…wody. Najlepsze przebicie cenowe na wodzie z sokiem. Ale ma przynajmniej korek, którym można strzelić. Czy jest pijalne, to się okaże.



2 Responses to “Marudu marudu”

  1. baixiaotai Says:

    Marudu witaminowe: witamin dodawanych sztucznie w wiekszosci i tak nie trawimy, wiec sie nie przejmuj.
    Marudu jedzeniowe: Twoj organizm sam mowi, czego Ci trzeba – tego sie trzymaj, przy tym pozostan i ciesz sie, ze masz smaki – to one sa dowodem na to, ze “dziecko wie lepiej”.
    Marudu zimowe: Nie wyprowadzaj sie do Kanady, tam bedzie gorzej :)
    Marudu cisnieniowe: trzeba wiecej sie ruszac, i Ty i ja.
    Marudu spotkaniowe: Zapraszam do mnie na jutrzejszy wieczor, jesli czas macie, ale wybor jedzenia bedzie niewielki, bo tylko domowe zapasy…
    Piccolo sjudzestszyn: jest to ohydztwo i trzymajcie sie od tego z daleka.
    Wszystko inne: …a ze wszystkim innym na pewno sobie doskonale poradzisz :)

  2. bayushi Says:

    Ale za dużo tej chemii we wszystkim. Denerwuje mnie to ;)
    Pixelkowi może faktycznie białka brakować, z moją dotychczasową dietą. W ramach witamin wartościowych, oprócz kiełków, zasiałam mnóstwo kiełków – fasolka mung (moja ulubiona), lucerna, rzodkiewka. Mam jeszcze sezam, nie wiem, czemu jest dobry, ale nigdy wcześniej nie jadłam.
    Dziś nie damy rady, jesteśmy umówieni. Ale będziemy pracować nad kolejną datą ;)
    Piccolo – nawet da się przeżyć. Za późno przeczytałam ostrzeżenie, ale w sumie nawet nie było źle. No i korek faktycznie strzelił. Choć pieniło się toto jak płyn do zmywania!
    I Kochana! Naj naj naj! Poradzę. W końcu mam cudnych Przyjaciół, którzy zawsze potrafią pocieszyć, albo dać kopa, jak trzeba :)

Leave a Reply


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.