| |
Nov 19
Czyli Tropiciel Przesądów. Jak się dowiedziałam o byciu w ciąży, to zaczęłam różne rzeczy związane z tematyką podczytywać. Tak, żeby dowiedzieć się, czego mogę się spodziewać, co mogę jeść, czego nie powinnam. Przezornie nie piję herbatki chińskiej z pięciu kwiatków, bo ziółka chińskie z zasady są podejrzane. Żeń szeń jest be. Herbatka zielona jest ok, ale w ilościach rozsądnych, czyli tak jak czarna, herbata. Na herbatę jednek generalnie ochoty nie mam. Wychodzi na to, że mój organizm bardzo sprytnie sam mówi, czego chce. Nie dopomina się za to o mięso, a chyba powinien, bo wyniki krwi zbliżają mi się do lekko anemicznych. Widok mięsa tymaczasem jest obrzydliwy, a zapach jeszcze gorszy. Własnie odkryłam, że pisanie o mięsie też sprawia, że mi niedobrze. Koniec tematu.
W każdym razie, każda literatura, obok wiedzy rzetelnej (brzmiącej sensownie) serwuje też w ramach rozrywki, ciekawostki informacje o przesądach. I przesądy ciążowe mnie fascynują nieziemsko. Zresztą ja chyba w ogóle jestem fascynatką przesądów, w końcu częściowo o przesądach japońskich w doktoracie pisałam.
A ciążo przesądów jest cała masa. Najczęściej związane z płcią dziecka. Apetyt na słodkie - dziewczynka, na mięso - chłopiec. Wychodzi, że teraz będzie dziewczynka, ale jakiś czas temu nie mogłam patrzeć na słodycze i jadłam wyłącznie mięsne rzeczy. Nigdzie nie ma nic na temat niezwykłego apetytu na nabiał. Jednek sery, serki uwielbiam od dziecka, więc nie znastąpił tu jakiś wzrost. Czy jednek znaczy to, że urodzę krowę? Odnośnie płci dziecka wróży sie też z kształtu brzucha i brzydnięcia matki. Brzydnie - będzie córka, ładnieje - będzie chłopiec. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy zbrzydłam, czy wyładniałam. Na razie zeszczuplałam. Najbardziej niezwykłą wróżbą płci było jednek dla mnie wróżenie z piętek (kromek) chleba. Jak się ma ochotę na piętki to będzie chłopak, jak obrzydzają - to dziewczynka. Ciekawa jestem skąd to się wzięło. Zwłaszcza, że znam inny piętkowy przesąd - jedzenie piętek ma sprawić, że biust urośnie.
A jeszcze można sobie płeć dziecka wyliczyć z chińskiego kaledarza. Skomplikowane to dla mnie o tyle, że nie wiem, cyz liczyć rocznikami, czy faktycznie latami, jako, że dzieć sie pojawił tak na przełomie troszkę. Po drugie, w tradycji chińskiej, dziecko jak się rodzi ma już rok, bo liczy sie lata od poczęcia, nie od narodzin. Uwzględniając wszelkie warianty - raz wychodzi mi chłopiec, raz dziewczynka :D
Podczas zwiedzania Krakowa z Karolką, powiedziała mi ona, że kiedyś miała zajęcia na których analizowali różne przesądy. I ktoś przyszedł na zajęcia mówiąc że spotkał sie z przesądem właśnie w autobusie. Stała kobieta w ciąży, jakos tak nikt się nie zorientował, a nagle zorientowało się kilka osób i jednocześnie wstało ustąpić miejsca. Oczywiście zwróciło to uwagę reszty pasażerów i jedne kobieta podsumowała, że ustępują, bo nikt nie chce, żeby mu się myszy śniły… Okazało się to straszną zagadką.
A dziś, szukając, czy mogę jeść gałkę muszkatałową i surową szynkę, znalazłam!
“…po świecie krążą też przesądy, które nakazują wyjątkowe traktowanie kobiet w ciąży. Pani Alina pamięta ten przesąd jeszcze sprzed wojny. Mówiło się, że kobiecie w ciąży nie można niczego odmówić, bo to czego nie chcieliśmy dać i tak zjedzą myszy. Dzięki temu przesądowi Grażyna dostała od swojej babci pierścionek. - Niczego nieświadoma zachwyciłam się nim, a babcia zdjęła pierścionek z palca i poprosiła bym go wzięła. Nie chciałam. Nalegała. Końcu stanowczym głosem powiedziała „weź, bo mi się myszy w domu zalęgną” - wspomina Grażyna.” LINK
Oczywiście obok myszy, chleba jest cała masa przesądów związanych ze zdrowiem(?). Ma się zgagę, jak…dziecko ma włosy, jak sie rodzi łyse - zgaga ma nie występować. Noszenie korali, przechodzenie pod sznurem sprawi, że dziecko sie pępowiną owinie. Jak się jedzie tyłem do kierunku jazdy, to źle, bo się dziecko ułoży pośladkami.
No i oczywiście przesądy nakazujące się pozbyć kota z domu. Tymczasem nasze koty mają sie nieźle. Fierko w końcu zareagował na insulinę i chyba udało się go ustabilizować. MaKota trafiła na przegląd. Mamy jej zrobić badanie krwi z próbami wątrobowymi. Ale póki co, jedyne co jej dolega to grubość. Ma się ruszać i być na diecie.
Nov 17
Ktoś, Tomek mówi, że raczej coś i tym cosiem był wirus, komputer zomnie, usiłował włamać mi się na bloga. A już tak się poczułam dumna, że mam tyle odwiedzin i tak popularna jestem, że się ktoś do mnie włamuje. Ale po raz kolejny urzekła mnie/nas szybkość reakcji firmy, gdzie jest mój blog. Szybka reakcja blokująca i równie szybkie odblokowanie po zgłoszeniu się do nich. Miło tak.
Na Katedrze minął Dzień Tajwanu. ET i KW pewnie troszkę odpoczną. :) Ja miałam dziś równocześnie raczej dzień koreański, a wcześniej japoński na dyżurze, ale miło bardzo było. Bo Bai była! Hurra!
Nov 16
Jest największą męczarnią… Mało kobieca jestem pod tym względem. Wolę chyba spędzić czas w księgarni, albo bawiąc się elektroniką. W efekcie nadal nie mam zimowej kurtki i kozaczków. I w sumie tą kurtkę/płaszczyk odwlekam, bo nie bardzo wiem, co kupić. Najlepiej coś luźnego, coby brzuch tam upchnąć, ale nie lubię luźnych płaszczyków, więc czekam sobie.
Poza tym nie lubię kupowania ubrań w Polsce. Są drogie i zazwyczaj wcale nie takie super i nie takie idealne. Przypadki, gdy kupiłam pasujące spodnie, nie trzeba było ich skracać, lub zwężać mogę policzyć na palcach jednej ręki. Smutne. Ciekawe, że w innych krajach udaje mi się kupić ubranka pasujące i nie zbankrutować. Kupowałam coś w Meksyku, kupowałam w Kanadzie (jak byłam w Japonii też udało mi się kupić ubrania na mnie, choć fakt, były opisane jako XXL, lub nawet, zgroza - XXXL).
W Kanadzie jest tak dużo ras, że sklepy muszą po prostu dostarczyć ubrań wszystkim - od Afrykanek z bardzo rozłożystymi biodrami, po mikro-Azjatki, z wszelkimi innymi wariantami po drodze. Znalezienie ubrań jest więc rzeczą prostą i całkiem przyjemną. W sklepie znajdują się półki dla “pań krótkonóżek” ;) Mogę więc bez problemu kupić spodnie na mój wzrost i jeszcze okazuje się, że jednek jestem raczej szczupła niż przeciętna. Miło prawda? ;) Cenowo jest też przyjemnie. Owszczem, można wejść do sklepu Diora, czy innych, ale można też kupić wiele rzeczy taniej. “Moimi” sklepami zostały Suzy Shier i Stitches. Oba sklepy, oprócz zwykłych salonów rozrzuconych po całym centrum i centrach handlowych, mają także outlety. A outlet kanadyjski zdecydowanie różni się od polskiego. To przeogromne hale ubraniowe wypchane ubrankami w cenach - no na przykłąd 2 dolary (kanadyjskie) za bluzeczkę. Można obkupić się i tanio i modnie. Wadą jest, że w większości outletów nie da się przymierzyć ubrań. Ale przecież te same ubranka można pooglądać, pomierzyć w salonach, a potem jechać i kupować. Dla zainteresowanych, ulica outletowa to Orfus Road. Mieści sie tam też liceum, po godzinach zajęć outlety są wypełnione młodzieżą.
A jak już o kupowaniu mowa. Czy trzeba wybierać się specjalnie na zakupy? Nie trzeba, bo jak pracuje się w centrum i ma się przerwę lunchową, to schodzi się do podziemnego miasteczka PATH i tam, oprócz masy jedzenia znajdują się też wszystkie ważne sklepy (moje ulubione też), fryzjerzy, kosmetyczni, dentyści, poczty. Mnóstwo ludzi korzysta z tego miasteczka. Kosmetyczki malują paznokcie, dentyści naprawiają zęby, wysyła się paczki, listy i oczywiście ogląda, mierzy, kupuje ubranka. Szybko, bez specjalnej wybrawy poszukiwawczej. A potem zjada jakiś lunch - sushi, tajszczyznę, chińszczyznę, koreańszczyznę, hinduskie, sałatki (w większości miejsc samemu się je komponuje) , bajgle z zupą, ewentualnie kawałek czy dwa pizzy. Potem łapie się kawę i wraca do biura. Nie zauważyłam w PATH typowych fast foodów. To znaczy te wszystkie jedzeniownie są fast, ale zdrowe. No i nie ma prawie grubych, czy otyłych ludzi na ulicach. Jedzenie raczej jest zdrowe, masa ludzi biega, chodzi na fitness.
I tylko cały czas się zastanawiam, na ile faktycznie Tornto jest tak przyjemne, na ile to są złudzenia osoby, która była tam na wakacjach…
A wczoraj w Toronto była 105 parada Mikołajów. Reakcje ludzi na Twitterze były skrajne - od zachwytów nad wspaniałością parady, po przekleństwa osób, które wyjeżdżały/wracały do miasta. TU strona oficjalna parady.
Torontianie klną na korki straszliwie. No owszem, korki są. Tzn, może nie koniecznie korki, ale ruch jest duży. A taksówkarze to przeważnie hindusi ;)
Nov 13
Ta cała magia “bycia w ciąży”, mistyczne doświadczenia, etc jest mocno przereklamowana! Takie jest moje zdanie i całkowicie się z nim zgadzam!
No bo tak, wczoraj sąsiad mnie denerwował, dziś na dzwięk wiertarki rano dostałam ataku histerii i zaczęłam ryczeć w łóżku. Co mnie wkurzyło, bo stwierdziłam, że nie ma to racjonalnego wyjaśnienia. Wstałam, wzięłam prysznic, ugotowałam owsiankę na pocieszenie. Troszkę pomogło.
Ponieważ sąsiad nadal wiercił, a dzieci drugiego znów zaczęły grać na RockBand uznałam, że nie mam co siadać do wykładów. Postanowiłam dołączyć się do hałasu i odkurzyć. Po odkurzeniu kawałka mieszkania padłam z mdłościami na łóżko i stwierdziłam, że wymiotowanie błe i nie chcę.
Zdecydowałam sie więc (po raz pierwszy) przeprowadzić poważną dyskuję z Pixelem(Pixelką). Zapowiedziałam, że ma matkę pedantkę i jak nie posprzątam, to znów zacznę ryczeć, że jest bałagan. Albo porządki, albo wariowanie. Małe uznało najwyraźniej, że lepsza matka pedantka niż matka wariatka i nie dość, że mieszkanie odkurzyłam, to jeszcze podłogi na mokro umyłam. ;) Grzeczne dziecko.
W międzyczasie sąsiad przestał wiercić i stukać - swoją drogą - co wymaga ciągłego stukania prawie półtorej godziny? Podłogę zrywa czy co? Ja jednak nadal jakiegoś nadmiaru sił w sobie nie widzę. Wczoraj padłam po całym dniu ślęczenia nad jedymi zajęciami (musze jeszcze pójść na ksero), dziś powinnam kolejne, trudniejsze, opracować ale mi się nie chce. Jestem zmęczona, niewyspana jakoś, brzuch mi z lekka się przewraca, jestem zła i mam ochotę komuś przylać. Mistycyzm, magia. PMS do kwadratu mam. A najbardziej denerwuje mnie, że niby dociera do mnie, że tak, w ciąży - bywa. Można się czuć zmęczonym, etc. Ale mój mózg nie przswaja, jak mogę być zmęczona nic nie robiąc. ;) I od wszystkiego nie pojechałam na comiesięczne badanie krwi. Diagnostyka niby jutro czynna, chyba będzie trzeba skoczyć przed śniadaniem…
Zaczęłam sie też poważnie zastanawiać nad jogą. Bo może warto. Zapisują od 14 tygodnia, wiec mam jeszcze troszkę czasu. Może to jakoś zrelaksuje.
Nov 12
Czemu sąsiedzi zawsze zaczynają coś wiercić i stukać w momencie gdy zabieram się za pracowanie? Praca w domu jest fajna, nie wymaga ode mnie wyjścia w taką paskudną pogodnę, jak wczoraj czy dziś. Jednek, gdy jest dużo pracy, czasem traci się granicę między domem, a pracą. Teraz moja praca to głównie przygotowywanie zajęć i tłumaczenie. Nie jest tak źle. W czasach korekt połączonych z pisaniem doktoratu i zdawania egzaminów czasem naprawdę dom był mało domowy, a bardzo pracowy.
Staram się teraz jakoś dzielić pracę i dom. Cała praca odbywa się w pokoju zwanym gabinetem. Chwilowo jeszcze taki pokój jest. Nie zabieram pracy do sypialni, kuchni. No chyba, że leżę chora i coś dziabię w łóżku. Niedługo (no za jakieś dwa lata) będzie jednek trzeba podumać o zamianie gabinetu na pokój dla dziecka.
I coraz bardziej znów dumamy nad domkiem. Domek. Z ogródkiem. Z gabinetem. Z jadaniem weekendowych śniadań latem na werandzie. Przede wszystkim - domek bez sąsiadów, którzy uparcie wiercą mi nad głową! I naprawdę nie mogę się skupić na wykładzie, bo mi wszytsko brzęczy… Pójdę chyba po składniki na ciasto jakieś i upiekę, Może przestaną.
Kiedyś w sumie nie miałam kłopotu, pracowałam w nocy więcej. Teraz Pixel domaga się spania około 21, więc padam grzecznie do łóżeczka. W nocy jednak jest ciszej.
A jak się ma domek z ogródkiem i mieszka gdzieś poza miastem, można też zbierać mlecze i robić miód. Zafascynował mnie przepis na “miszkowy miód”
Zafascynował mnie też blog - Troszkę inna cukiernia. Inna, bo z myślą o córce autorki, alergiczce. Przepisy bez mleka, jaj. Mnóstwo przepisów z płatkami kwiatów (tam też wyszukałam przepis na miód).
Tylko w sumie…zimą taki dmek jest bez sensu. Odśnieżać trzeba. Dogrzewać. Ale za to nadal nie ma sąsiadów ;)
Biiiiiiii, brrrrrrruuuuuummmmmmmmmm, brrrrrrrrrrr, rrrrrrrr, piiiiii, stuk, stuk, piiiiiiii, stuk, stuk, stuk - takie dźwięki mi nad głową przeszkadzają.
|
|
Recent Comments