Magia?

Za pędzlem Add comments

Ta cała magia “bycia w ciąży”, mistyczne doświadczenia, etc jest mocno przereklamowana! Takie jest moje zdanie i całkowicie się z nim zgadzam!

No bo tak, wczoraj sąsiad mnie denerwował, dziś na dzwięk wiertarki rano dostałam ataku histerii i zaczęłam ryczeć w łóżku. Co mnie wkurzyło, bo stwierdziłam, że nie ma to racjonalnego wyjaśnienia. Wstałam, wzięłam prysznic, ugotowałam owsiankę na pocieszenie. Troszkę pomogło.

Ponieważ sąsiad nadal wiercił, a dzieci drugiego znów zaczęły grać na RockBand uznałam, że nie mam co siadać do wykładów. Postanowiłam dołączyć się do hałasu i odkurzyć.  Po odkurzeniu kawałka mieszkania padłam z mdłościami na łóżko i stwierdziłam, że wymiotowanie błe i nie chcę.

Zdecydowałam sie więc (po raz pierwszy) przeprowadzić poważną dyskuję z Pixelem(Pixelką). Zapowiedziałam, że ma matkę pedantkę i jak nie posprzątam, to znów zacznę ryczeć, że jest bałagan. Albo porządki, albo wariowanie. Małe uznało najwyraźniej, że lepsza matka pedantka niż matka wariatka i nie dość, że mieszkanie odkurzyłam, to jeszcze podłogi na mokro umyłam. ;) Grzeczne dziecko.

W międzyczasie sąsiad przestał wiercić i stukać - swoją drogą - co wymaga ciągłego stukania prawie półtorej godziny? Podłogę zrywa czy co? Ja jednak nadal jakiegoś nadmiaru sił w sobie nie widzę. Wczoraj padłam po całym dniu ślęczenia nad jedymi zajęciami (musze jeszcze pójść na ksero), dziś powinnam kolejne, trudniejsze, opracować ale mi się nie chce. Jestem zmęczona, niewyspana jakoś, brzuch mi z lekka się przewraca, jestem zła i mam ochotę komuś przylać. Mistycyzm, magia. PMS do kwadratu mam. A najbardziej denerwuje mnie, że niby dociera do mnie, że tak, w ciąży - bywa. Można się czuć zmęczonym, etc. Ale mój mózg nie przswaja, jak mogę być zmęczona nic nie robiąc. ;) I od wszystkiego nie pojechałam na comiesięczne badanie krwi. Diagnostyka niby jutro czynna, chyba będzie trzeba skoczyć przed śniadaniem…

Zaczęłam sie też poważnie zastanawiać nad jogą. Bo może warto. Zapisują od 14 tygodnia, wiec mam jeszcze troszkę czasu. Może to jakoś zrelaksuje.



7 Responses to “Magia?”

  1. Tubster Says:

    Czesc, z przerwami czytam Twoj blog od przynajmniej roku jesli nie dluzej. Z powodow rodzinnych jest mi sympatyczny. Nie natknalem sie nigdy na glupstwa odnosnie Japonii, wiec nie bylo potrzeby zabierac glosu. Teraz jednak jest mowa o dzieciach, domkach, pracy z domu, przyszlosci itp. Otoz jezeli masz jakiekolwiek szanse emigracji do Kanady lub gdziekolwiek indziej to sie nie zastanawiaj. Jezeli poczekac, to aby uzyskac dobre miejsce na tamtejszej uczelni. Pomysl o Pixelu albo Pixelce (po angielsku nie robi roznicy). Ja mam za soba rozterki i proby od roku 1985, teraz mieszkam w UK i staram sie, zeby syn mial inne problemy.
    Serdecznosci
    ktub

  2. bayushi Says:

    Witaj ktub :)
    Dziękuję za wsparcie. My zbieramy się tak od kilku lat, raz Kanada była już bardzo poważna, ale niestety jednak tamtejszy HR oprotestował zatrudnienie Tomka, proponująci Irlandię, do której nas nie ciągnęło. W tym roku starałam sie o postdoca w Szwecji. Nie dastałam się, ale w sumie tak myślę, że jedyną zaletą Szwecji była bliskość rodziny i że jednak ciągnie nas do Kanady. Przeraża, że daleko od rodziny, znajomych.
    Ale maz rację, wolimy, żeby nasz dzieć wychowywał się w kraju, w języku, który zapewni mu nieco lepszy start niz PL. Że będzie mieć dostęp do bibliotek, książek, rewelacyjnych muzeów. No i kontakt od dziecka z przeróżnymi kulturami.
    Zobaczymy, co będzie, ale naprawdę, bardzo dziekuję za komentarz!

  3. Tubster Says:

    Czesc, sprobuje znakow polskich bo inaczej wygląda pretensjonalnie. Odnośnie rodziny i znajomych których brak: oczywiście to indywidualne, ale może Was zbliżyc. My z żoną mieszkaliśmy w J. kiedy nawet telefonowanie do Polski było trudne, a powszechnego Internetu jeszcze nie było, i nas to mocno zbliżyło. Ale znam i odwrotne przypadki.
    Kolosalną i potwierdzoną próbą czasu zaletą mieszkania z dala od rodziny była możliwość wychowania potomka po swojemu, z dala od teściowych i Instytutu Matki i Dziecka, z niewielką pomocą instrukcji obsługi autorstwa doktora Spocka.
    Rodzina jeśli kocha to przyjedzie, znajomi nowi powiększają krąg dopełniając starych. Carpe diem.
    Serdeczności
    ktub

  4. Tubster Says:

    PS: zamiast ‘carpe diem’ stosowniejsze byłoby ‘Gambatte!’

  5. bayushi Says:

    Dojrzewamy coraz bardziej. Ostatnio przez kłopoty z dostaniem się do lekarza. Tzn nie chcemy teraz fundować sobie przeprowadzki, choć część znajomych podejrzewała, że wyniesiemy się gdzieś, gdzie obowiazuje prawo ziemi, żeby dzieciowi już jakieś obywatelstwo fajne sprawić ;) Troszkę to byłoby jednak szalone, zwłaszcza, że troszkę zobowiązań z pracą jeszcze mamy, ale przglądamy strony z pracą. :)
    Dziękujemy!

  6. Tubster Says:

    Rozpisałem się w odpowiedzi, w rezultacie zawieszajac komputer. W skrócie zatem: spróbujcie Australii, miałem za sąsiadów małżeństwo lekarzy z Litwy którzy z AU już jako obywatele British Commonwealth przyjechali do UK na parę lat. Teraz przeczekują recesję tamże, sąsiedni dom wynajmując. Australia ma dobry system punktowy, jako staruch się nie łapię, poza tym tam nudno ale jako odskocznia się kwalifikuje. Serdeczności.

  7. bayushi Says:

    Ha, kiedyś już o mało w Nowej Zelandii nie wylądowaliśmy. ;)
    Ale raczej skupiamy się na Toronto. Na Kanadę w punktach się łapiemy nie mając tam pracy znalezionej. I raczej bardziej tam nas ciągnie. Australia może kiedyś, wakacyjnie :)

Leave a Reply


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.