Kupowanie ubrań i inne spostrzeżenia

Jianada Add comments

Jest największą męczarnią… Mało kobieca jestem pod tym względem. Wolę chyba spędzić czas w księgarni, albo bawiąc się elektroniką. W efekcie nadal nie mam zimowej kurtki i kozaczków. I w sumie tą kurtkę/płaszczyk odwlekam, bo nie bardzo wiem, co kupić. Najlepiej coś luźnego, coby brzuch tam upchnąć, ale nie lubię luźnych płaszczyków, więc czekam sobie.

Poza tym nie lubię kupowania ubrań w Polsce. Są drogie i zazwyczaj wcale nie takie super i nie takie idealne. Przypadki, gdy kupiłam pasujące spodnie, nie trzeba było ich skracać, lub zwężać mogę policzyć na palcach jednej ręki. Smutne. Ciekawe, że w innych krajach udaje mi się kupić ubranka pasujące i nie zbankrutować. Kupowałam coś w Meksyku, kupowałam w Kanadzie (jak byłam w Japonii też udało mi się kupić ubrania na mnie, choć fakt, były opisane jako XXL, lub nawet, zgroza – XXXL).

W Kanadzie jest tak dużo ras, że sklepy muszą po prostu dostarczyć ubrań wszystkim – od Afrykanek z bardzo rozłożystymi biodrami, po mikro-Azjatki, z wszelkimi innymi wariantami po drodze. Znalezienie ubrań jest więc rzeczą prostą i całkiem przyjemną. W sklepie znajdują się półki dla “pań krótkonóżek” ;) Mogę więc bez problemu kupić spodnie na mój wzrost i jeszcze okazuje się, że jednek jestem raczej szczupła niż przeciętna. Miło prawda? ;) Cenowo jest też przyjemnie. Owszczem, można wejść do sklepu Diora, czy innych, ale można też kupić wiele rzeczy taniej. “Moimi” sklepami zostały Suzy Shier i Stitches. Oba sklepy, oprócz zwykłych salonów rozrzuconych po całym centrum i centrach handlowych, mają także outlety. A outlet kanadyjski zdecydowanie różni się od polskiego. To przeogromne hale ubraniowe wypchane ubrankami w cenach – no na przykłąd 2 dolary (kanadyjskie) za bluzeczkę. Można obkupić się i tanio i modnie. Wadą jest, że w większości outletów nie da się przymierzyć ubrań. Ale przecież te same ubranka można pooglądać, pomierzyć w salonach, a potem jechać i kupować. Dla zainteresowanych, ulica outletowa to Orfus Road. Mieści sie tam też liceum, po godzinach zajęć outlety są wypełnione młodzieżą.

A jak już o kupowaniu mowa. Czy trzeba wybierać się specjalnie na zakupy? Nie trzeba, bo jak pracuje się w centrum i ma się przerwę lunchową, to schodzi się do podziemnego miasteczka PATH i tam, oprócz masy jedzenia znajdują się też wszystkie ważne sklepy (moje ulubione też), fryzjerzy, kosmetyczni, dentyści, poczty. Mnóstwo ludzi korzysta z tego miasteczka. Kosmetyczki malują paznokcie, dentyści naprawiają zęby, wysyła się paczki, listy i oczywiście ogląda, mierzy, kupuje ubranka. Szybko, bez specjalnej wybrawy poszukiwawczej. A potem zjada jakiś lunch – sushi, tajszczyznę, chińszczyznę, koreańszczyznę, hinduskie, sałatki (w większości miejsc samemu się je komponuje) , bajgle z zupą, ewentualnie kawałek czy dwa pizzy. Potem łapie się kawę i wraca do biura. Nie zauważyłam w PATH typowych fast foodów. To znaczy te wszystkie jedzeniownie są fast, ale zdrowe. No i nie ma prawie grubych, czy otyłych ludzi na ulicach. Jedzenie raczej jest zdrowe, masa ludzi biega, chodzi na fitness.

I tylko cały czas się zastanawiam, na ile faktycznie Tornto jest tak przyjemne, na ile to są złudzenia osoby, która była tam na wakacjach…

A wczoraj w Toronto była 105 parada Mikołajów. Reakcje ludzi na Twitterze były skrajne – od zachwytów nad wspaniałością parady, po przekleństwa osób, które wyjeżdżały/wracały do miasta. TU strona oficjalna parady.

Torontianie klną na korki straszliwie. No owszem, korki są. Tzn, może nie koniecznie korki, ale ruch jest duży. A taksówkarze to przeważnie hindusi ;)



Leave a Reply


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.