Czemu sąsiedzi zawsze zaczynają coś wiercić i stukać w momencie gdy zabieram się za pracowanie? Praca w domu jest fajna, nie wymaga ode mnie wyjścia w taką paskudną pogodnę, jak wczoraj czy dziś. Jednek, gdy jest dużo pracy, czasem traci się granicę między domem, a pracą. Teraz moja praca to głównie przygotowywanie zajęć i tłumaczenie. Nie jest tak źle. W czasach korekt połączonych z pisaniem doktoratu i zdawania egzaminów czasem naprawdę dom był mało domowy, a bardzo pracowy.
Staram się teraz jakoś dzielić pracę i dom. Cała praca odbywa się w pokoju zwanym gabinetem. Chwilowo jeszcze taki pokój jest. Nie zabieram pracy do sypialni, kuchni. No chyba, że leżę chora i coś dziabię w łóżku. Niedługo (no za jakieś dwa lata) będzie jednek trzeba podumać o zamianie gabinetu na pokój dla dziecka.
I coraz bardziej znów dumamy nad domkiem. Domek. Z ogródkiem. Z gabinetem. Z jadaniem weekendowych śniadań latem na werandzie. Przede wszystkim - domek bez sąsiadów, którzy uparcie wiercą mi nad głową! I naprawdę nie mogę się skupić na wykładzie, bo mi wszytsko brzęczy… Pójdę chyba po składniki na ciasto jakieś i upiekę, Może przestaną.
Kiedyś w sumie nie miałam kłopotu, pracowałam w nocy więcej. Teraz Pixel domaga się spania około 21, więc padam grzecznie do łóżeczka. W nocy jednak jest ciszej.
A jak się ma domek z ogródkiem i mieszka gdzieś poza miastem, można też zbierać mlecze i robić miód. Zafascynował mnie przepis na “miszkowy miód”
Zafascynował mnie też blog - Troszkę inna cukiernia. Inna, bo z myślą o córce autorki, alergiczce. Przepisy bez mleka, jaj. Mnóstwo przepisów z płatkami kwiatów (tam też wyszukałam przepis na miód).
Tylko w sumie…zimą taki dmek jest bez sensu. Odśnieżać trzeba. Dogrzewać. Ale za to nadal nie ma sąsiadów ;)
Biiiiiiii, brrrrrrruuuuuummmmmmmmmm, brrrrrrrrrrr, rrrrrrrr, piiiiii, stuk, stuk, piiiiiiii, stuk, stuk, stuk - takie dźwięki mi nad głową przeszkadzają.



November 12th, 2009 at 12:31 pm
Bardzo długo mieszkałam w domku pod miastem. I ma to swoje dobre i złe strony, jak wszystko. Teraz odreagowuję w centrum miasta - przez całe liceum niemal nie odwiedzali mnie znajomi, bo pół h jazdy autobusem, który jeździł co 40-50 minut wydawało się wszystkim zbyt wielką wyprawą. Pojechanie do teatru, na koncert, na spotkanie do knajpy - też wyprawa, szczególnie, że ostatni autobus wracał na moją wieś przed 22, a potem mogiła. Z punktu widzenia licealisty to straszna sytuacja;)
Ale są też wszystkie zalety o jakich piszesz. Co do zimy - też jest fajnie. Gdzie w mieście tak naprawdę ulepisz bałwana? Gdzie w mieście ustroisz sobie drzewko przed domem na święta? No i teraz, gdy zimą przyjeżdżam do rodziców, wstaję rano, dreptam do kuchni po coś do picia i natykam się na widok ośnieżonego ogrodu za oknem to zawsze staję jak wryta. magia:) a odśnieżać akurat zawsze lubiłam:)
November 12th, 2009 at 12:45 pm
Ano dokładnie. Ja w sumie z małego miasteczka i zawsze (mimo, że nie byłam szalenie rozrywkowa) brakowało mi pubów, kina (w moim miastku zamknęli), kawiarni. Wydaje mi się, że taki licealista zadowolony byłby z mieszkania w Krakowie. Może posiedzieć dłużej, bo najwyżej wróci taksówką. Może bez problemu wybrać się do kina. Za to dzieciak zdecydowanie bardziej ucieszy się z domku.
Myślimy intensywnie nad opcją Niepołomice. Busiki właściwie niemal co 10 minut, jedzie sie jakieś pół godzinki. Nie taka znów wyprawa, zważywsze, że na uczlenię dojazd zajmuje mi około godziny.
Z bałwanem i choinką - prawda. I można jeszcze mieć kominek i siedzieć przy nim z kakao. Bo ja jednak zimę wolę za oknem doświadczać ;)
November 13th, 2009 at 1:58 pm
A ja zarówno dzięki dogrzewaniu, jak i przyszłemu odśnieżaniu mam i będę miał dużo zdrowego ruchu. Ot, wczoraj np. musiałem zanieść ze 150 kg drewna na strych. Ja noszę, naprawiam i będę odśnieżał, Karolina sprząta i przy sprzątaniu takiego domu też sporo zdrowego ruchu ma. A potem herbatka i kominek :o) Jak dla mnie - same zalety. Dbanie o dom też postrzegam jako zaletę i fajne zajęcie. Zupełnie inne niż dbanie o mieszkanie :o)
November 13th, 2009 at 2:23 pm
Po wpisie zadzwoniła moja mama i stwierdziła, że właściwie dom jest lepszy. Bo strasznie jej się nic nie chce, ale musi wyjść liście zamieść, kwiatki jakieś podlać, w ogródku troszkę uporządkować. I stwierdziła, że ma dzieki domkowi mnóstwo ruchu, a tak pewnie by siedziała. I że czasem za dużo tego sprzątania, ale jest ruch i jest fajnie. :)
Tak więc zdecydowanie coś w tym jest. Chociaż też ogromną różnicę dostrzegłam w dbaniu o własne mieszkanko, a mieszkanka wynajmowane… ;)