Nanimo i brak integracji

Jianada Add comments

Zwiedzaliśmy z Leigh i Erin Destylarnię. To dzielnica(?) galerii, restauracji, rzeźb, klubów utworzona w starej fabryce. Pod sufitem wiszą różne sprzęty. Jest tam też wielka hala, w której akurat odbywała się premiera najnowszego Halo – nie wstąpiliśmy. Są tam też cukiernie i am pierwszy raz usłyszeliśmy o nanaimo, tradycyjnym kanadyjskim batoniku.

Po weselu Agi jakoś rozmawialiśmy z jej rodziną i okazało się, że nikt nie wie, co to nanaimo jest. Ślub był polski, z polską orkiestrą, wiekszością gości Polaków. I tak pomyślelismy z Tomkiem, że to chyba jednek brak integracji. Dwa i pół tygodnia w Toronto i wiemy więcej o tym mieście niż ci, co mieszkają tam ponad 20 lat. Nawet już wiemy, że co tydzień wysyłany jest wielki kontener z polskiej dzielnicy – najwygodniejszy i naszybszy sposób przesyłania paczek. No ok, to akurat wiemy od mieszkających tam Polaków ;)

A nanaimo to batonik pochodzący z miasta Nanaimo. Tradycja jego wytwarzania nie jest oszałamiająco długa, bo baton pochodzi z 1950 roku, kiedy to gospodyni domowa wysłała przepis na wymyśloną przez siebie słodycz na konkurs. Batonik zachwcił jury i zachyca dalej, rozprzestrzeniając się po Stanach. Jest słodki, lekko zamulający, ale pyszny. Podstawowy przepis TU. Jedliśmy kilka wersji, urzekła mnie taka posypana malutkimi M&M’Sami. Acha, Leigh od razu powiedziała, że nie znosi nanaimo, więc nie była to jakaś straszna pro kanadyjska propaganda. Wiedziała, że jest takim “narodowym ciastem”, ale ostrzegła, że niekoniecznie musi nam smakować. Smakowało



Leave a Reply


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.