Rocznica i cochinita pibil

Ale Meksyk, Kuchnia, Za pędzlem Add comments

Nie wybuchu wojny.

Wczoraj była. Rocznica ślubu. Jesteśmy 7 lat małżeństwem, parą nawet dłużej. Ojojo. Ponieważ w ramach świętowania byliśmy sobie w Łodzi w przemiłym hoteliku Focus (no i na konwencie oczywiście), wczoraj więc “oraniczyliśmy się do kolacji przy świecach. A na kolację było mapo doufu (przepis TU, wraz z kilkoma innymi). I uśmialiśmy się niezmiernie, bo danie to w Chinach jest daniem mało wyszukanym, czymś co się je na ulicy. Dla nas jednak rarytas. Bo nie zawsze da się dobre tofu kupić ;) Tak więc poświętowaliśmy chińszczyzną w połączeniu z włoskim winem i tortem firmy, której PRowcy powinni zawisnąć na drzewach za tą chwytliwą i krótką nazwę: Conditorei Coppenrath & Wiese. Szczerze mówiąc, było to moje pierwsze spotkanie z ich wyrobami. I przyznam, że udane. Przynajmniej jeśli chodzi o smak Orange-Chardonnay.

No i tak jedzeniowo znów powspominałam Meksyk. To, że tam jada się obiad na śniadanie chyba rok temu pisałam. Dla porządku – na obiad jada się mniejszy obiad, a na kolację zupę. Ponieważ nie wszyscy mają czas na gotowanie rano, często śniadania je się poza domem. I często raczej około 10-11. Podejrzewam, że część osób pije kawę, idzie do pracy, potem ucieka na śniadanie i wraca. Gotuje się jednak na pewno na niedzielę.

W Meridzie (Jukatan) odwiedzialiśmy rodzinę taty Hectora. Zostaliśmy zaproszeni na śniadanie. Śniadanie zaczęło się od owoców. Po nich podano pieczeń. Pieczeń rozpływała się w ustach, bo jak się okazało piecze się ją od sobotniego wieczora. Pieczeń nazywa się cochinita pibil i jest tradycyjnym jukatańskim daniem. Serwuje się z tortillą z mąki kukurydzianej i sałatką ze słodkiej cebuli. Popijać można napojem ryżowym. Przepis na to cudo, prawie identyczny z moją książką kucharską TU. Niestety nie ma u nas liści kukurydzy do zawinięcia, ale podobno w folii aluminiowej też można. Długie pieczenie sprawia, że mięso można porwać na włókna i zawinąć w tortillę i zjeść z apetytem. Dania tego pewnie sama nie zrobię. Niby piecze się samo, ale i tak trzeba pilnować.

Nie przekonuje mnie nawet posiadanie mąki kukurydzianej do tortilli. Tak, szmuglowałam mąkę. Bałam się przez moment, że jednak zostanę poproszona o wyjaśnienie, co robi kilogram proszku w mojej walizce. W końcu, kto wozi przez ocean mąkę… Przemyt na szczęście się udał i w końcu mogę zjeść w domu kukurydziane tortille, które są według mnie o wiele lepsze niż pszenne. Mąkę co prawda da się w Polsce kupić, ale z takim przebiciem ceny, że postanowiłam odpuścić.



2 Responses to “Rocznica i cochinita pibil”

  1. baixiaotai Says:

    …ja maki ryzowej tez nie mam :(

  2. bayushi Says:

    Nie przemycałaś? Trzeba będzie złożyć zamówienie u tych co za “wielkim murem” :)
    Zapomniałam napisać – Janusz obdarował mnie masą paczuszek zawierających potwory morskie i wszelkie. Dziękuję za paczkę! Nie miałam pojęcia, że czekała na mnie w IK, więc podziękowania spóźnione.
    Do potworów się nie dobrałam, niektórych się troszkę boję ;)

Leave a Reply


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.