Pisarsko

Czytam, oglądam, słucham, gram, Za pędzlem Add comments

W sierpniowej “Fantastyce” znalazła się recenzja książki, którą dostałam od mojego koreańskiego kolegi z pracy. Książka to: Kim Youngha, “Wampir i inne opowiadania”. Przeczytałam. Opowiadania są przeróżne, wszystkie łączy jednek dość specyficzny klimat, którego nie znalazłam w żadnej książce zachodniej. Czytając, miałam podejrzenia, że Kima Youngha będzie się porównywać do… Murakamiego. I tak jest  w “Fantastyce”. I według mnie niesłusznie. Przynajmniej nie dlatego, że “łączy ich podobna tematyka, że często są współbohaterami soich powieści”. Łączy ich ten inny, nieobecny na “Zachodzie” klimat. To nie zbliżony język, nie tematyka. Tylko właśnie co? Recenzent ma jednak przechlapane – już widzę komentarze pod recenzją taką, jak moja: “łączy ich coś nieuchwytnego, jest to nieopisywalne”. Lepszym recenzentem byłby mój tata, któremu “Wampir” zdecydowanie się nie podobał. Stwierdził, że takie bzdury (miał na myśli opowieść z windą), to każdy może napisać. Na tym opowiadaniu jednak najlepiej widać klimat – fabuła azjatycka niekoniecznie musi zmierzać do jakiegoś celu, można zapomnieć o rozwinięciu, punkcie kulminacyjnym i zakończeniu. Fabuła sobie płynie, wznosi, opada. Czasem zdarzenia są sprzeczne, niezrozumiałe, bezsenowne. Nie onie jednek chodzi. Chodzi o klimat, to on jest głównym bohaterem.

Pamiętacie spór “Ring” amerykański i “Ringu” japoński? Japońskiemu zarzucano, że jest niezrozumiały, że nie wiadomo o co chodzi. Amerykański pokazywał dokładnie, czemu dziewczynka zaczęła wychodzić ze studni. Te same zarzuty i dyskusje toczyły się przy “Grudge”. Japońskie horrory skupiły się na klimacie grozy, nastrojach, klimat był ważniejszy od fabuły, od spójnej historii. W wersjach amerykańskich było dokładnie na odwrót.

Wczoraj, ściągnęłam z półeczki książki o prezentacjach, pora w koncu napisać artykuł. Na półeczce tej leżała też, troszkę zapomniana Sei Shounagon. No i otwarłam sobie na chybił trafił i taki mi się opis trafił:

I love white, purple, and black clouds, and rain clouds when they are driven by the wind. It is charming at dawn to see the dark clouds gradually turn white.[…]

It is moving to see a thin wisp of cloud across a very bright moon.

Tłumaczenie – Morris oczywiście. “Makura no soushi” mogłaby być używana przy medytacji. Te opisy są takimi uspokajaczami. Można siedzieć i wyobrażać sobie te płynące chmury.

Mój plan na dziś jest jednak mało medytacyjny – czekają meble do ustawienia w biurze na kampusie. Będzie sięc przesuwanie mebli, ustawianie biurek, rozpakowywanie pudeł książek i innych z kartonów. Doktor (właściwie doktorzy, bo więcej nas będzie) przy pracy.



2 Responses to “Pisarsko”

  1. Monika Says:

    mmm… Faktycznie – Azjaci (zarowno pisarze, jak i rezyserzy) mają wrodzoną zdolnosc do tworzenia “klimatu”. I to jest caly urok.
    A to, ze Korea i Japonia leza w Azji jest najbardziej bezzsensownym wytlumaczeniem przy probie porownywnie czegokolwiek. W tym przypadku pani Kim i Murakamiego.

    Takie moje male piec zlotych. ;]

    Z ciekawosci zajrze do ksiazki. Z tego co sprawdzilam tlumaczeniem zajela sie pani Choi. W takim razie powinno byc milo. :]

  2. bayushi Says:

    Witam na blogu :)

    Zgadzam się w pełni w powyższym: “A to, ze Korea i Japonia leza w Azji jest najbardziej bezzsensownym wytlumaczeniem przy probie porownywnie czegokolwiek.” Podwójnie, bo cały czas takie porównania się radośnie pojawiają. A ponieważ Murakami jako pierwszy zaistniał szerzej u nas, to pewnie każdy pisarz teraz będzie “prawie jak Murakami”. Niestety.

    Książkę polecam, czyta się miło całość, choć kilka opowiadań nie podobało mi się zupełnie, a kilka dla odmiany było cudownych. I mam nadzieję, że pojawi się więcej prozy z Korei do poczytania. Bo coraz bardziej mnie ten kraj intryguje.

Leave a Reply


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.