Mam plan

Za pędzlem Add comments

Wygrywam te naście milionów w Totka. Kupuję mieskzanie w Krakowie, na tyle duże, żeby wmieścić tam biblioteczkę i domek w górach. Może jakieś mieszkanie na wynajem, coby się potem utrzymywać, albo wpłacam odpowiednią ilość na lokatę. Z resztą pieniędzy ruszamy z Tomkiem w świat - zaczynając od Japonii z intensywnym kursem japońskiego. Potem Azja, Nowa Zelandia, wielka podróż po Stanach.

Ponieważ i tak nie da się wydać na to tych nastu milionów całą resztę wpłacam na konta rodziny i znajomych.

I nawet z tymi milionami dom i mieszkanie urządzam meblami z Ikea, bo je uwielbiam!

No i może zakupie sobie autko Toyote RAV.

A jak już wrócę będe pracować na umowę o dzieło na różnych uczelniach prowadząc wyłącznie zajęcia na których się znam i będą to najlepsze zajęcia z możliwych. ;) I będę pisać książki opisujące to całe zwiedzanie świata.

Prawda, że ten plan brzmi bardzo logicznie i sensownie? Nie wiem tylko jak przeskoczyć początkowy czynnik losowy…



12 Responses to “Mam plan”

  1. e-katka Says:

    Bardzo dobry plan:) Slyszalam, ze ma byc 18 mln? Trzeba by chyba szybko otworzyc konta w kilku bankach, zeby jakas zorganizowana grupa nie zechciala uszczknac czesci tego “szczescia” ;) Ja bym z checia w miejsce domu w gorach kupila jakis nieduzy, na ktorejs z japonskich wysepek.

  2. Mo. Says:

    Mieszkanie nie musi być aż takie wielkie, żeby się biblioteczka zmieściła. Trzeba tylko umieć zrezygnować z połowy przestrzeni życiowej ;). Ja właśnie skończyłam remont i w najbliższym czasie zacznę przyozdabiać mieszkanie książkami :D. Ale 18mln by się i tak by się przydało. Choćby właśnie po to żeby móc robić to co się lubi…

  3. bayushi Says:

    Tak podobno. :) O tak! Domek na japońskiej wysepce też! Chociaż pewnie nawet ucieszyłoby mnie mieszkanie w niedużej tokijskiej przestrzeni. Coraz bardziej tęskni mi się za tą Japonią. Coraz więcej języka zapominam. Przydałoby się trochę powłóczyć po Kioto, a jak pomyślę, że niedługo będzie można ogladać momiji to aż mnie coś w żołądku ściska, że mnie tam nie ma.

  4. bayushi Says:

    Mo, nie musi, zgadzam się, ale fajnie jak jest. Jak można sobie urządzić osobną biblioteczkę z biurkiem i fotelem do czytania i nie zastanawiać co będzie, jak rodzice przyjadą na obiad, albo jak bardzo trzeba będzie zmniejszyć łóżko. Chciałabym takie mieszkanie, które byłoby na tyle duże, żeby dało się połączyć sypialnię, biblitekę, pokój gościnny i mieć jakiś zapasić miejsca. Ale jednocześnie na tyle mały, żeby nie stać się niewolnikiem urządzania i sprzątania.

    Gratuluję skończenia remonto. U mnie będzie wkrótce malowanie i nieco urządzania. Kończenie urządzania kuchni (dokształcam się w kwestii okapów) oraz pkoju dziennego, który jest jadalnią, kącikiem wypoczynkowym i biblioteczką jednocześnie.

  5. Mo. Says:

    No ja mam taką właśnię biblioteczkę: regały na wszystkich ścianach pod sufit, blat pod oknem, fotel, mały stoliczek i bonusowo barek. Wszystko w drewnie (lub pseudo drewnie), trochę tynku strukturalnego, panele, w przyszłości mały dywanik i klasyczne firanki. Nic tylko się zamknąć tam na zawsze :). Ale… well, cała reszta pokoi to marzenie, bo mieszkanie jest 2 pokojowe :DDDD. Więc został tylko salon (a właściwie salono-sypialnia). Jedyne z przedpokoju udało mi się jeszcze zrobić galerię (poświęconą Plakatom z “pewnego” teatru). A nadchodzącego remontu nie zazdroszczę. Brrrr. Zgroza. Ja mam już dość na dłuuuugie lata :). Hehehehe.Z drugiej strony, ta radość po zakończeniu i to całe urządzanie, ech, miodzio ^_^.

  6. Mo. Says:

    Argh, przez Ciebie zagrałam dziś w totka ;D. Hehehehe.

  7. bayushi Says:

    Ojej, to musi być śliczna biblioteczka. I przedpokokój. Mnie po 5 latach mieszkania (z przerwami na jakieś Japonie i inne) udało się tak naprawdę urządzić sypialnię marzeń. I kącik na przymowanie znajomych ;) Pora zabrać się za resztę. Zwłaszcza, że niemalowane ściany jakieś brudne.
    Ha, sprawdziłam - wyników jeszcze nie ma, więc przez chwile jeszcze można czuć się milionerem :]

  8. baixiaotai Says:

    Ty i tak jestes do przodu, ja nie kupuje losow, czyli odpadam w przedbiegach :D Trzymam za Ciebie kciuki :) Jak juz wyjedziecie na wycieczke, to moge sie zajac kotami :)

  9. bayushi Says:

    Zwyczajne chamstowo ze strony maszyny losującej. Wyobraźcie sobie, że nic nie wygrałam. Nawet trzech trafień nie miałam. Pozostaje jednak wrócić do pracy. Zapłaciłam tak zwany “podatek od nadziei”. Czy może raczej od “głupoty”? ;)

  10. msh Says:

    kiedyś obliczyłam, że kupując losy na każde losowanie lotka wydaje się rocznie niecałe 300zł. To mało jak na szansę wygrania milionów, nie?;)

    Ale ja i tak o połowie zapominam, i raczej kupuję zdrapki. Milionów się tam nie wygrywa (mój rekord to 10zł) ale zdrapywanie jest fajne;)

  11. e-katka Says:

    Do momiji to w okolicach Kioto jeszcze troche, poki co cieple pozne lato, choc temperatura juz ponizej 30 stopni. Rano daje sie odczuc lekki powiew jesieni, w sklepach pierwsze dekoracje halloweenowe i cieplejsze ubrania na wieszakach. Dzisiaj widzialam dziewczyne w dlugich botkach jesiennych, ale dla mnie to jeszcze pora letnich sandalow. pozdrawiam slonecznie z Nary

  12. bayushi Says:

    Faktycznie! Momiji jakoś w grudniu były. Pamiętam, że w listopadzie jeszcze nosiłam jedynie cieniutkie sweterki i bardzo zastanawiałam czemu w sklepach pojawiają się wełniane skarpety i bielizna polarowa. A potem przyszła zima i zrozumiałam.. ;)
    Pogłaskaj jelonki z Nary ode mnie!

    msh - ale to chyba jeszcze było w czasach przed podwyżką cen losów i losowań 3x w tygodniu? A teraz znów los ma być droższy. Może też co jakiś czas pozdrapuję coś.

Leave a Reply


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.