Jak ktoś nie widział jeszcze i ma zamiar - nie czytać. Bo zdradzam zakończenie.
Uwielbiam Tarantino. Troszkę rozczarował mnie artykuł w DF. Było co prawda o przyjaźni QT z Takeshi Miike i jego pracy w wypożyczalni, ale jakoś nie zaplątało się tam nic o fascynacji QT filmami z Hong Kongu, Chin (na temat Triad, bandytów, policjantów i złodziei) oraz japońskich filmów o yakuza. Było o “Wściekłych psach”, ale nic o “Mieście w ogniu“, które jest pierwowzorem opowieści. Ale nie o tym miało być. Dlaczego QT jest geniuszem? Zrobił film, w którym ani jedna scena nie jest zbędna! Gdzie napięcie budowane jest od pierwszej sceny, kóra zresztą jest świetna. Film, który jest ilustrowany doskonale dobraną muzyką (jak zwykle! I tak, to jest komplement). Krew się leje, jest momentami brutalnie, jest momentami zabawnie i jest poważnie. Ale trzeba się nazywać Tarantino, żeby móc wogóle porwać się na taki pomysł i nie przejmować się II-wojennym tabu. I pokazać w filmie zakończony sukcesem zamach na Hitlera! I nie tylko. Ciekawe czy czekają nas teraz komedie wojenne, w których Hitler ginie?
Mam ochotę jeszcze raz pójść do kina i jeszcze obejrzeć sobie “Jackie Brown”. Po raz kolejny. I oczywiście “Wściekłe psy”. Ostatnio odświeżyłam sobie “Miasto w ogniu” i też mam wielką ochotę na azjatycką filmografię. I na Kitano (wczesnego). Może jakoś przeżyję koniec 2 sezonu “True Blood” ;)



Recent Comments