Był sobie Henry Mill Pellatt, którego ojciec przyjechał ze Szkocji do Kanady i pracował sobie z ojcem w banku. Ale mieł wielki dar do obracania wszystkiego w złoto, więc wkrótce oprócz banków, zajął się też przemysłem wszelakim, wpadł na pomysł uelektrycznienia miasta (za co Rada odwdzięczyła mu się poparciem nominacji na Sir Pellatta). Pierwszy wpadł na pomysł czerpania elektryczności z Niagary, wprowadzał lotnictwo. Nowator, mysliciel, bogacz. Oprócz tego wierny poddany królowej, służący w Anglii w Queen’s Own Riffles. Wyposażył i wyszkolił nawet oddział, który wysłano do Anglii.
Oprócz filantropii, biznesu, miał też marzenie. Marzenie nazywało się zamek. Chciał zamieszkać w zamku i głęboko wierzył, że będzie mógł tam kiedyś podjąć Królową, która wcześniej Toronto odwiedziła. Wcześniej, czyli zanim zaczęła się budowa zamku. Bo Sir Pellatt swoje marzenia zwykł realizować. Budowa zaczęła się w 1911 roku, pochłonęła 3.500.000 $. Sir Pellatt mieszkał w zamku ze swoją żoną, ukochaną z czasów dziecięcych, lady Mary, która była aktywną działaczką w szeregach harcerek i uzielała się w wielu innych stowarzyszeniach. Ich bajkowe życie w zamku trwało 10 lat. Lady Mary zmarła, wielki biznesmen popadł w kłopoty. Wielką inwestycję, jaką było wybudowanie elektrowni przy wodospadach przejęło państwo - w końcu energia powinna być darmowa jak powierze, prawda? Dodatkowo do upadku przyczyniła się wojna i krysys finasowy. Człowiek, który u szczytu sławy kontrolował 30% gospodarki Kanady został bankrutem, nie był w stanie utrzymać swojego zamku i zmuszony był przeprowadzić się. Przeprowadzki trwały dość długo, w końcu zakończone zostały zamieszkaniem na prowincji. Zamek zaczął podupadać, w końcu Kiwanis Klub i miasto postanowiły oddać go do użytku pubicznego jako muzeum. Sam sir Henry chyba był zadowolony, był na uroczystym otwarciu, mówił, że dom ten miał dostarczać radości i cieszy się, że dostarczy radości niezliczonym ludziom. Brzmi to wszytsko bajkowo, prawda?
Dziś właśnie zwiedziliśmy ten zamek. Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem. Niesamowita historia, niesamowity zamek. To znaczy wiem, w Europie to my zamków na pęczki mamy i to starszych. Tutaj jednek Casa Loma robi przeogromne wrażenie, marmury z Włoch, najlepsze tkaniny, meble. Dom marzeń niezwykłego człowieka, który do wszystkiego doszedł dzięki własnej pracy i który stracił wszystko przez masę nieszczęśliwych zbiegów okoliczności.



Recent Comments