Zamknięte

Za pędzlem Add comments

Nie chce mi się pisać. Meksyk był cudowny, przed nami wizyta w Kanadzie. W najbliższy weekend Polcon (na który nawet nie wiem, czy się cieszę). Nie piszę tego co powinnam (artykuły), więc tym bardziej odkładam pisanie bloga. Nie chce mi się. Przesilenie letnie, czy co?

Bai, dzięki za wzmiankę o “Przekroju”, widzisz, nawet mnie się nie chciało napisać tu o tym.

Podejrzewam, że kiedyś wrócę, zawsze tak jest. Na razie jednek nie chce mi się pisać bloga. Zupełnie. Nic a nic. Nie nie mam żadnego kryzysu. Nadal gotuję po azjatycku, wymyślam nowe przepisy. Robię sobie naturalne kosmetyki, opowiadam o Mex. Pisać mi się tylkno nie chce.

Do zobaczenia kiedyś. Jak czytacie bloga przez rss to się nie wypisujcie ;)

Edit:

Moja Mam zadzwoniła zapytać co się stało, bo wpis jest taki depresyjny. Mam już uspokojona, bo depresji nie mam. No nie chce mi się tylko. Jak to ze mną bywa. Ale tu też wyjaśnię, dla spokoju (mojego i Waszego) Zamiast się czymś zająć, to siedzę i dumam, czym właściwie mam się zająć. Chyba miałam wrażenie, że po tej mojej obronie wszystko samo sobie wskoczy na swoje miejsce i będę miała plan działania. Tymczasem niewiele się tak naprawdę zmieniło. Wyników ze Szwecji nie mam, na UJ nie jest dokładnie tak jakbym chciała. Siedzę i planuję dalej. No i troszkę to zniechęca.



3 Responses to “Zamknięte”

  1. wo Says:

    A gdyby tak jakiś smakowity przepis na krwisty meksykański stek?

  2. baixiaotai Says:

    trzymam kciuki, bedzie dobrze :) Ja na razie tez jakos sie pozbierac nie umiem, ale u mnie to raczej kwestia dola poazjatyckiego…

  3. bayushi Says:

    WO, nie będzie przepisu. Moja Mexykańska rodzina uważa bowiem, że na steki idzie się do argentyńskiej restauracji i oddaje w ręce kucharza. Steki od wysmażonych (ja i Małga – barbarzyńcy) po krwiste (Tomek ratujący honor rodziny) były pyszne.

    Bai, dzięki. Weekendowa wizyta w Łodzi przekonała mnie, że azjatyzacja Polski to tylko kwestia czasu. Ulica przy politechnice jest zapełniona chińsko-wietnamsko-malajskimi barami, jeden miał cudną nazwę “Papu-papu”. Przy wyjeździe znajduje się natomiast duże centrum handlowe z wieeeeelka halą azjatycką.

    PS Po Polconie i spotkaniu z Johnem Wickiem nabrałam takiej energii, że “zamknięte” można chyba uznać za nieaktualne. :)

Leave a Reply


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.