Tarantul nie widziałam. W żadną nie wdepnęłam, żadna na talerzu krewetki nie udawała.
Na moje szczęście, bo krewetki jadłam. Mniam były.
Jaja mrówcze - smażone i podawane na tortilli znów mnie ominęły (sezon na nie jest wiosną)
Zdjęć mam mnóstwo - własnych i przegranych od Barańskich i Caltenców. Będę stopniowo wrzucać na Picassę. Nie mam za to szczególnej ochoty na obróbkę, więc będzie minimalna, wycięcie niepotrzebnych osób, wyrównanie i tyle. Wybaczycie mi, mam nadzieję?
Tym razem, oprócz Mexico City i pławieniu się w ocenie (który w tym roku pochłonął 5 osób, które wpadły pod pięcometrową falę), zwiedziliśmy Jukatan. Jukatan jest … przede wszstkim gorący i wilgotny. Bardzo męczący do zwiedzania i bardzo piękny i ciekawy do zwiedzania. Będzie się trzeba wybrać wczesną wiosną.
I głupia jestem, że się nie nauczyłam hiszpanskiego. Nie udało mi się znów pogadać z tzw “aztecką ciotką” Hectora, która o Meksyku wie wszystko i więcej i chętnie opowiada. A jak się rozumie piąte przez dziesiąte, to aż szkoda.
Ale, ale - nie zwiedzanie tylko Mexico City pozwoliło poznać więcej, nie tylko kultury Azteckiej, teraz też piramidy Majów, zobaczyć meksykańską wieś, poznać pradzwiwego Maja (w księgarni). Będe opisywać po kolei i wklejać zdjęcia. Działo się.
Na początek - początek podróży i troszkę rodziny:
![]() |
| Meksyk_09 |




Recent Comments