Kobiety niestałe są

Za pędzlem 7 Comments »

Odtrąbiłam koniec i wróciłam. Polcon na który nie chciało mi się jechać okazał się dokładnie tym, czego mi brakowało. Spotkania z Wickiem (odkryłam, że gdy pisałam notkę Autor wspomniałam o nim, a nawet podałam linka do Wikipedii o nim. Teraz to może lepiej podam linka do Livejournala. John jest strasznie mądrym facetem, jego prelekcje były rewelacyjne. Akurat nie mam w planach pisanie gier RPG, ale kilka osób na pewno skorzysta z jego rad jak to robić. A dla mnie magiczne trzy pytania:

  • O czym jest gra?
  • Jak robi to o czym jest?
  • Jakie zachowania są nagradzane, jakie karane?

to nie tylko kluczowe pytania, które stawia sobie pisarz, ale też przydatna rzecz do recenzowania gier (Wolvie, masz jakąś grę do zrecenzowania prawda? ;) )

Powiedziałam Johnowi, że moja przygoda z RPG zaczęła się od jego Legendy. Okazało się, że przy pisaniu gdzieś tam kołatała mu myśl, że to nie jest tak, że dziewczyny nie chcą grać w RPG tylko, że niekoniecznie chcą grać w D&D. Z Kachiko chce grać każdy. Kto to Kachiko? Google.com :P

Gier pisać mi się nie zachciało, ale prowadzić tak. Co ciekawe, po powrocie do domu, Tomek znalazł mój notes z pewną przygodą do L5K, którą kiedyś prowadziłam. I która, mam nadzieję, nie była kompletną porażką. Ciekawe, gdzie podziały się moje notatki do Wampira: Mrocznych Wieków…

Oprócz czterech prelekcji Wicka, jedyną polskojęzyczną na którą poszliśmy, było spotkanie z Portalem, reprezentowanym jednoosobowo przez Ignacego TrzeWika. Przygotowywana przez nich Rzeczpospolita Odrodzona zapowiada się bardzo ciekawie. W Niemczech władzę przejął komputer i za naszą zachodnią granicą biegają stada cyborgów. W Rosji trzepnęła bomba i Rosjanie zamienili się w skrzyżowanie niedźwiedzia polarnego z czołgiem. A w środku jest sobie Polska. A po drodze Ukraina, Białoruś. I jest Wrocław, który po prelekcji kojarzy mi się dość mocno z klimatami matrixowymi. A Neuroshima sprzedała się w ok. 8 tysiącach egzemplarzy. Wielkie, naprawdę wielkie WOW! I Monastyr nadal się sprzedaje!!!

Na Polconie nie mogło zabraknąć  games roomu. Zagraliśmy w Pandemic, bez Ulma niestety przegraliśmy z grą. Gra nadal fajna, ale nie zakupiliśmy. Chyba jednak mogłaby się znudzić dość szybko, choć przynajmniej byłaby to gra, w którą ja i Tomek nie przegrywamy z moimi rodzicami! Zagraliśmy też w Dominion – mnie gry z dużą ilością kart i kombinowania jakoś nie zachwycają, ale przyznam, że było ciekawie (mimo mojej dramatycznej przegranej). Gra otrzymuje znaczek: “do powtórzenia kiedyś”. I przyznaję, że wykonanie jej to prawdziwy przykład tego, że “ktoś pomyślał i zrobił wygodne pudełko”. Wzbogaciliśmy się natomiast o grę, w którą nie grałam, a którą Tomek zachwycił się na konwencie “Pionek”. Gra ta to DiXitpod linkiem można zobaczyć galerię. I głównie właśnie przez niepokojące, magiczne rysunki na kartach, gra zagościła u nas.  Rozgrywka polega na tym, że losuje się kartę, mówi z czym ona kojarzy i odkłada. Gracze dokładają karty, które kojarzą im się z tym, co powiedziała pierwsza osoba. Karty sie tasuje i następuje zgadywanie, która karta była tą pierwszą. Jak nikt nie zgadnie to niedobrze, bo znaczy, że za dziwne skojarzenia. Źle jednak też, jak się zgadnie za szybko. To chyba najprawdziwsza “gra wyobraźni”.

Ja w ramach pisarskich wyzwań, postanowiłam wylosować kartę i napisać jakieś opowiadanko z nią związane. Wczoraj powstały aż dwa opowiadania. Styl rysunków bardzo przypomina mi Anię, mieszkającą aktualnie na Lubelszczyznie. Rysunki Ani są w podobnej kolorystyce, podobna jest kreska. Jednak rysunki Ani są cieplejsze, radosne. Niektóre karty tutaj są bardzo depresyjne. Taka baśniowość braci Ponurych (Grimm).

Łódź to nie tylko Polcon. To też aktualne miejsce zamieszkania POlka. Udało się zobaczyć, pogadać przy piwku i herbatce. Znów posłuchałam opowieści o kilku ludziach, którzy żyją zupełnie inaczej niż ja, zupełnie niemal bajkowo. Uwielbiam rozmowy z POlkiem. Dodają wiary w siebie. Serio! Udało mi się nawet błysnąc genialnym pomysłem i prawdopodobnie na płycie POlka będzie grafika, króra wskoczyła mi do głowy. Podzieliłam się nią z POlkiem, POlek z grafikiem i już widziałam projekt. POlku, życzę jak nakwiększej ilości szczęśliwych emocji przy nagrywaniu płyty!

Piszę więc znów. Bloga – o stekach nie będzie za wiele, za to o niedzielnej pieczeni na śniadanie już tak. Przepis też mam, ale nie testowany jeszcze. Piszę troszkę opowiadanek. Może kiedyś w końcu z nich powstanie jakiś blog. Zabiorę się też w końcu za artykuł. Zniechęcenie zniknęło. Nie wiem nadal jednak czy jedziemy do Szwecji i czy malować mieszkanie, czy na razie sprawę zostawić. I zła jestem, bo mieszkamy na najdalszym końcu Krakowa (licząc od Ikei) i dlatego katalogi Ikei docierają do nas grubo po terminie wydania, albo wcale. A ja mam ochotę pooglądać, co mają cieawego!

Wróciła mi kreatywność. Hurra! :)

Zamknięte

Za pędzlem 3 Comments »

Nie chce mi się pisać. Meksyk był cudowny, przed nami wizyta w Kanadzie. W najbliższy weekend Polcon (na który nawet nie wiem, czy się cieszę). Nie piszę tego co powinnam (artykuły), więc tym bardziej odkładam pisanie bloga. Nie chce mi się. Przesilenie letnie, czy co?

Bai, dzięki za wzmiankę o “Przekroju”, widzisz, nawet mnie się nie chciało napisać tu o tym.

Podejrzewam, że kiedyś wrócę, zawsze tak jest. Na razie jednek nie chce mi się pisać bloga. Zupełnie. Nic a nic. Nie nie mam żadnego kryzysu. Nadal gotuję po azjatycku, wymyślam nowe przepisy. Robię sobie naturalne kosmetyki, opowiadam o Mex. Pisać mi się tylkno nie chce.

Do zobaczenia kiedyś. Jak czytacie bloga przez rss to się nie wypisujcie ;)

Edit:

Moja Mam zadzwoniła zapytać co się stało, bo wpis jest taki depresyjny. Mam już uspokojona, bo depresji nie mam. No nie chce mi się tylko. Jak to ze mną bywa. Ale tu też wyjaśnię, dla spokoju (mojego i Waszego) Zamiast się czymś zająć, to siedzę i dumam, czym właściwie mam się zająć. Chyba miałam wrażenie, że po tej mojej obronie wszystko samo sobie wskoczy na swoje miejsce i będę miała plan działania. Tymczasem niewiele się tak naprawdę zmieniło. Wyników ze Szwecji nie mam, na UJ nie jest dokładnie tak jakbym chciała. Siedzę i planuję dalej. No i troszkę to zniechęca.

Nóżka, paluszek, przedramię?

Za pędzlem No Comments »

Pisałam o kanibalistycznej uczcie w Japonii z nietypową “zastawą” wypchaną mięskiem.

A teraz wyczytałam o modzie na ludzkie mięsko w Japonii. Coś mi się wydaje, że ten artykuł jest prowokacją, ale jeśli ktoś koniecznie chce przetestować ludzinę, myślę, że może się zwrócić do autora i poprosić o adresy tych elitarnych restauracji.

Oferta na razie ograniczona, można zjeść ryż smażony (w tłuszczu zdobywanym podczas liposukcji), można zjeść palec, etc. Mięso nie pochodzi od martwych, jest wynikiem koniecznych zabiegów medycznych – amputacja. I pewnie jeszcze jest zgodne z normami ISO. I tak błeeee.

W sumie przyszła mi mroczna myśl do głowy, jak już ktoś zgromadził zapas tłuszczu, to może się odessać i mieć na czym smażyć, a nie dorzucać dodatkowy tłuszcz w organizm. Jednym słowem – pomysł na opowiadanko grozy. Które może kiedyś napiszę.

Ainu wierzyli, że zjedzenie mięsa człowieka przynosi śmierć magiczną, a więc groźniejszą niż zwykła (Ainu Folklore), buddyjska Japonia też mięso uważała za raczej błe, więc moda zdecydowanie po-zachodnio-horrorowa.

Lag

Ale Meksyk, Za pędzlem 5 Comments »

Miałam pisać, a tu proszę. Jet lag mnie dopadł. Zjawisko wcześniej znałam teoretycznie. Czytałam, że jest, że zdarza się po lotach. Nigdy mnie nie dopadało. Zazwyczaj mierzyłam się ze zwykłym zmęczeniem po podróży. Obudzić się niby normalnie obudziłam, ale cały dzień przebolała mnie głowa i mój żołądek działa zdecydowanie w czasie meksykańskim. A od jutra praca, choć i tak mam nieźle, nie muszę wstawać jak Tomek.

A Gaiman pisał, że jet lag to tak naprawdę problem z duszą. Dusza człowieka może poruszać się z jakąś określoną prędkością – wolniej niż samolot. I lag to objaw, że dusza nas nie dogoniła. Mam nadzieję, że już niedługo mnie dopędzi i nie porwało jej nic nad Atlantykiem. Chyba, że postanowiła zwiedzić Nowy Jork… Mam nadzieję, że zdjęcia zrobiła ;)

Ja zdjęcia wrzucam stopniowo na Picassę, opisuję, etc. W katalogu Meksyk więcej zdjęć. Niestety wykorzystałam dostępne miejsce i hmm…chyba na stałe wyemigruję na Facebook, albo w końcu założę sobie konto na Flickr. No albo po prostu miejsca dokupię. Ale jak już coś mam kupować, to może zwyczajnie już iWeb, będzie prościej z wrzucaniem. Dylematy, dylematy.

Powróconam

Ale Meksyk No Comments »

Tarantul nie widziałam. W żadną nie wdepnęłam, żadna na talerzu krewetki nie udawała.

Na moje szczęście, bo krewetki jadłam. Mniam były.

Jaja mrówcze – smażone i podawane na tortilli znów mnie ominęły (sezon na nie jest wiosną)

Zdjęć mam mnóstwo – własnych i przegranych od Barańskich i Caltenców. Będę stopniowo wrzucać na Picassę. Nie mam za to szczególnej ochoty na obróbkę, więc będzie minimalna, wycięcie niepotrzebnych osób, wyrównanie i tyle. Wybaczycie mi, mam nadzieję?

Tym razem, oprócz Mexico City i pławieniu się w ocenie (który w tym roku pochłonął 5 osób, które wpadły pod pięcometrową falę), zwiedziliśmy Jukatan. Jukatan jest … przede wszstkim gorący i wilgotny. Bardzo męczący do zwiedzania i bardzo piękny i ciekawy do zwiedzania. Będzie się trzeba wybrać wczesną wiosną.

I głupia jestem, że się nie nauczyłam hiszpanskiego. Nie udało mi się znów pogadać z tzw “aztecką ciotką” Hectora, która o Meksyku wie wszystko i więcej i chętnie opowiada. A jak się rozumie piąte przez dziesiąte, to aż szkoda.

Ale, ale – nie zwiedzanie tylko Mexico City pozwoliło poznać więcej, nie tylko kultury Azteckiej, teraz też piramidy Majów, zobaczyć meksykańską wieś, poznać pradzwiwego Maja (w księgarni). Będe opisywać po kolei i wklejać zdjęcia. Działo się.

Na początek – początek podróży i troszkę rodziny:

Meksyk_09

Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.