Pisać

Czytam, oglądam, słucham, gram, Za pędzlem 4 Comments »

Piszę od zawsze. Pierwszy wiersz napisałam jakoś w podstawówce, pamiętam, że zaczynał się od słów:

nasza kotka

czarna psotka…

I zaginął. Prawdopodobnie nie jest to wielką stratą dla naszej cywilizacji.

W liceum zapisałam prawie dwa zeszyty wierszy i krótkich opowiadań. Jeden z wierszy moja kochana licealna przyjaciółka, która wtedy uczyła sie grać na gitarze, przerobiła na piosenkę. Nie przepadło, ale jest mocno licealne a ja posiadam wystarczająco mocno wyrobiony zmysł krytyczny.

Wtedy też pojawiło się w moim życiu haiku. Haiku mnie chyba popsuło, bo sprawiło, że nie lubię pisać nic długiego. Mój promotor śmiał się, że najchętniej napisałabym doktorat w tabelkach i generalnie jestem “mistrzem krótkiej formy”. Krótkie opowiadania mi wychodzą. Problemem z nimi jest to, że są za krótkie. Nie są typowymi shortami. Są po prostu za szybko poprowadzone.

Ale w końcu napisałam długą pracę, napisałam parę artykułów, wypoczęłam i tak znów się zbieram do dalszego pisania. Na pierwszy ogień idzie kilka zaległych naukowych rzeczy, ale dokopię się też do rozgrzebanych opowiadań. Chyba trzeba pisać codziennie, choć te parę zdań, akapitów. Po co tu o tym piszę? W ramach postanowień – pisać regularne. Nic odkrywczego, w kółko o tym Mur opowiada w ISBW

Ostatnio nawet znalazłam http://polishwords.com.pl.  o pisaniu TU 

I jeszcze TU

Jak się okazuje, pisać. Nawet o rzeczach oczywistych, tak jak te powyżej. Nie dość, że poradnik, to jeszcze przykład. 

A tak właściwie, odkryłam, że bardzo lubię pisać, jak mam określoną ilość znaków, czy stron. Pisanie po konferencjach, czy pisanie do Engarde, bardzo mi odpowiadały, bo wiedziałam, że ilość tekstu jest ograniczona i muszę przekazać kilka tez i tyle. 

W ramach niepisania (miałam pisać, ale stwierdziłam, że może później), poszłam popatrzeć wczoraj na Fable II. W sumie, Tomek też chciał tylko włączyć grę i zobaczyć. Skończyło się na masakrycznym braku snu. Jejuniu. Ale to śliczne jest. Coś czuję, że nadal będę miała przeszkadzacza pisarskiego, zwłaszcza, że obiecałam sobie skończyć też Koun – japoński horror, który skończyłam jak na razie po fazie pierwszej. O Kuonie napiszę coś więcej na pewno. Bo gra jest niesamowicie japońska i chyba rozumiem dlaczego nie zdobyła popularności na zachodzie. Fabuła i duchy za bardzo przypominają Project Zero, cała reszta, niekoniecznie musi wciągać kogoś, kto nie jest wielbicielem starożytnej Japonii. Mnie zachwyciły nawiązania historyczne, postaci z wygolonymi brwiami i namazanymi, zamiast nich, kreskami, stroje inspirowane znacznie bardziej tymi z Heian niż kimono. Cudne.

Zapomniałam też dodać, że w ramach głupawki podczas imprezki podoktoratowej zostałam mianowana KKdsMAwMZW (Krajowy Konsultant ds Morderstw Azjatów w Małych Zbiornikach Wodnych). Chodzi o te wszelkie morderstwa w studniach, duchy wychodzące z jeziorek i tym podobne sprawy. Będę wyjaśniać, czy morderstwo miało charakter rytuału, czy raczej powinno się kierować sprawę do kryminologów i budować portret seryjnego mordercy. Mianowania dokonał znajomy pracujący w kryminalistyce, wiec chyba się liczy, prawda?

 

Yum, yum

Czytam, oglądam, słucham, gram 2 Comments »

W końcu obejrzane. THE HUNT FOR GOLLUM:

Filmy mają się nieźle. Tylko w kinach ich nie wyświetlają. Pora się przerzucić całkiem na seriale. Dollhouse jest świetny! Chyba zresztą zostałam fanką SF, którego dość długo nie lubiłam. Ale to Joss Whedon. Ten od absolutnie boskiego Firefly i równie boskiej Buffy. Gra tam Eliza Dushku, Faith z Buffy. I jest naprawdę niezła. Wciela się w bardzo wiele ról. Zresztą jej Faith też strasznie lubiłam.
<spoiler>A sam serial wpisuje się idealnie w moje marzenia z dzieciństwa: “jak byłoby cudnie, gdyby nie trzeba się uczyć i można było sobie wgrać wiedzę z dyskietek”. W tym zakresie wyprzedziłam Matrixa. A pomysł, choć już się w filmach pojawiał w Dollhouse jest milutko odświeżony.</spoiler>
Trailer:

Za pędzlem 2 Comments »

Miało być regularnie, to może niech będzie kolejny wpis.

O graniu i grach. Najpierw taka ciekawostka – ludzie wolą grać niż iść do kina. W sumie nie dziwię się. Ostatnim filmem w kinie na który naprawdę chciałam iść byli Strażnicy. Na Wolverina wyciągnęli nas znajomi i wynudziłam się okropnie. I bynajmniej nie dlatego, że nie lubię Rosomaka. Jakoś tak bez napięcia przeszło. Fabuła wyglądała jakby odhaczała kolejne punkty życiorysu, które trzeba pokazać. Zmarnowany potencjał. Ale miał być link – TU

Pisząc w doktoracie o grach konsolowych, tłumaczyłam rzeczy oczywiste, jak na przykład to, że gry nie są dla dzieci. Wtedy powoływałam się na TED i wystąpienie Davida Perry, Will videogames become better than life, który powoływał sie na różne badania stwierdzające wzrost wieku graczy (prognozą na rok 2008 było, że średnia wieku to 30 lat, a gry najczęściej kupują osoby w wieku 37 lat). Tendencja wzrostu wieku jest zachowana. Podnosi sie średnia wieku, starzeją sie gracze. Czym więc zajmuje sie młode pokolenie, skoro średnia cały czas rośnie? W sumie sama chciałabym wiedzieć. ;) Ktoś ma jakieś pomysły?

O, w kinie mi się jeszcze Transformers podobali, też w tym samym składzie oglądani co Wolverine. Więcej zabawy było. Może dlatego, że mieliśmy znacznie mniej oczekiwań? A jak transformersi, to ja poproszę takie USB. Pi!!! Cudowny piesek, prawda?

W klimacie gier, pisania scenariuszy, etc etc, Komix podesłał mi kilka horrorowych inspiracji związanych z wszelkimi ghost town. Zdjecia fajne, opisy złe. Ale można poszukać po nazwach w googlu więcej zdjęć.A w wiki więcej opisów. Miłego. TUTAJ

I na koniec, tak sobie o popkulturze tekst wkleję. A właściwie popkultura a RPG. Dla szukających definicji czym ta popkultura jest i czemu jest fajna :P TEKST

I pobiegnę się miotać dalej. Jak mi się coś przypomni, to jeszcze będzie jeden wpis…

 

Dr, dr, dr

Za pędzlem 7 Comments »

Po kolejnej długiej przerwie… Jestem doktorem, dziś właśnie mija tydzień od obrony, jutro będzie tydzień od momentu, kiedy Rada Wydziału to przegłosowała. Trochę pewnie potrwa zanim dostanę dyplom. Na pewno niedługo będę mieć potwierdzenie. 

Nie dotarło to do mnie jeszcze, nie zrealizowałam też nic z postanowień, co to będę robić PO. No dobrze, udało się skończyć Residenta i nawet w międzyczasie wzięłam udział w podcaście na ten temat.

Poza tym cały czas pojawiają się nowe rzeczy do zrobienia/załatwienia, nadrabiam też zaległości, które trafiły na dalsze pozycje 2Do listy. Teraz mają priorytet. Oczywiście, nie jest źle, udaje się w końcu spotykać ze znajomymi. 

Teraz intensywnie trwają negocjacje o pracę. Licho wie, jak to będzie tak naprawdę, ale raczej jakoś będzie. Spadła mi chyba umiejętność pisarska. Dawno nic nie pisałam. A tu przede mną dwa artykuły i pora zająć się wydawaniem doktoratu. Demony japońskiej popkultury ujrzą światło dzienne. Jeszcze nie jestem pewna w którym z dwóch wydawnictw i ile potrwają poprawki, korekty, ale wszystko na dobrej drodze.

Mam nadzieję, że będę się tu regularnie pojawiać. Na razie przymierzam się do zaplanowanych wielkich porządków, które miałyby też objąć porządki w walających się kablach. I mój sklep marzeń nazywa się BlueLounge. Ulubiony z tego powodu, i z tego, i jeszcze tego.

A skoro już wystąpiłam w Taipei, to równie dobrze mogłam w NY:

 

 

RE 5

Za pędzlem 5 Comments »

Jest cudny. Nie obniżyliśmy poziomu trudności i jakoś poszło. Zombie z piłą za nami. Mam nadzieję, że nie ma ich więcej, bo to bardzo nerwowa akcja była. Jejku! Ale się cudnie gra dwuosobowo. :)

A między graniem, pozuję do zdjęć i można mnie zobaczyć w Taipei:

A dziś z okazji wolnego i pięknej pogody, wybraliśmy się jeszcze na spacer. Jutro myjemy rowery, montujemy bagażnik na autku i może do Niepołomic. Albo na zakupy. Albo jeszcze coś. A wieczorem, chyba przygotowywanie zajęć. Nie można ciągle grać ;)

I w końcu powinnam też mieć czas na pisanie. Na razie się znów rozkręcam. Powoli. 


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.