Żyję, aczkolwiek niechętnie…

Za pędzlem Add comments

Taki tekst znajoma ma w statusie na gmailu. A ja zbieram baty mailowe, że nie piszę nic na blogu. Tylko, kochani naprawdę nie ma co pisać. Krążę między uczelnią, gabinetami profesorów, dziekanatem. Mam drugą recenzję, więc godzina 0 zbliża się nieubłaganie. Snuję plany co zrobię “po”. Pomaluję mieszkanie. Pójdę na całodzienne zakupy. Na kawę z książką. ;)

Zła jestem, bo pewnie nie uda mi się zobaczyć “Koraliny” w kinie. Jak grali częściej, byłam zbyt zajęta, a teraz grają już o zupełnie dziecięcych porach. Bu! Pocieszam sie gapieniem na te cudowne plakaty TU i TU Ale to właściwie rzecz z gatunku “must have”, więc pewnie zakupi się DVD.

Cieszę się jednak, bo w końcu jest słońce i pogoda przypomina wiosnę. Jedynym kłopotem jest brak ubrań, ale nadrobię w weekend może ;) Cieszę się, bo jednak Rodzice przyjadą do Krk, więc spędzimy więcej czasu razem, niż gdybyśmy my jechali do nich. No i w końcu porządnie posprzątam, bo ostatnio tak średnio to sprzątanie wyglądało. ;)

Zezłościł mnie Resident 4. Tomek zakupił pada do PS2, wiec dokopałam sie do gry. Kompletnie nie pamiętam, co ja tam ostatnio zrobiłam, ale chciałam sobie postrzelać. I okazało się, że postać mam prawie spłukaną z naboi, leczniczych ziółek, a tkwię przed jakimś niewidzialnym bossem. Błe. Nie chce mi się myśleć, kombinować. Wolałabym radośnie do czegoś postrzelać i się zrelaksować. Chyba zacznę RE jeszcze raz. Albo poczekam na 5, którą kupię po obronie. Nie wcześniej ;) Zdecydowanie nie. Oj, ale sobie pogram, jak już się obronię!

No i tyle u mnie. Głównie plany. Zajęcia chyba są ok, studenci nie uciekają z krzykiem, ja też nie. Poza zajęciami zajmuję się troszkę Koreą, ale głównie siedzę w książkach, z których część nigdy nie powinna się ukazać, a już na pewno być lekturą obowiązkową. Przynajmniej takie mam odczucia. Może też za stara jestem na takie uczenie się. No i troszkę się wszystkim stresuję. Piję meliskę. Meliska dobra. Tylko chyba mało pomaga.

I planuję się zacząć więcej ruszać, bo mnie dopadł lekki problem z kręgosłupem. Skończyło się na rehabilitacyjnych masażach i traktowaniu prądem. W ramach ruszania - badminton w niedzielę. I wielkie sprzątanie w sobotę. O! A póki co - przygotować zajęcia i czytać dalej…



2 Responses to “Żyję, aczkolwiek niechętnie…”

  1. Apolinary Says:

    Byliśmy w kinie na Koralinie i obejrzeliśmy film w 3D, z okularami! :o)

    Ja tam się nie skarżę, ze nie piszesz, bo to oznacza, że masz coś lepszego do roboty. Miło wiedzieć, że ruszyła Ci kariera zawodowa z kopyta. A nawet dwie kariery :o)

    Jeśli chodzi o ruch, polecam centrum sportowe z siłownią. Policzą Ci wszystko, zmierzą wszystkie współczynniki i pulsy, dadzą odpowiednie ćwiczenia i dawaj :o) Ciekawie, bo różne fajne urządzenia mają. Byłem dzisiaj pierwszy raz i się podjarałem :o)

  2. bayushi Says:

    O, brzmi jak z filmów. chodziłam kiedyś na siłownię, ale nic mi nie zmierzyli. Może to i lepiej w sumie ;)
    Ja to chyba jednak raczej pływanie i bieganie. Choć taki atlas na którym się jednocześnie ćwiczy prawie wszystko jest fajny. Poszukam. Na razie z braku czasu, muszę mieć blisko do wszelkich aktywności :]

    Pozarażałam znajomych pitu-pitu. Ostatnio przeżyłam szok, jak znajoma zaczęła mi cytować fragmenty z “pietruszki pięciopalczastej” ;)

    Ojej, ale fajnie z taką Koraliną. Ojojo. Ściskam!

Leave a Reply


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.