Post narzekający, nie ma co czytać, jak się samemu ma nienajlepszy humor ;)
Straszny dzień dziś miałam. Zaplanowanowałam masę rzeczy, zabrałam sie za nie z samego rana i…
Okazało się, że strona CTA i konferencji CTA coś odmawia współpracy. A konkretniej wordpress nie współpracuje z przeglądarką Safari gubi się formatowanie przy zapisywaniu treści.
Co tam, mam jeszcze mozillę. Gubi, ale tylko część formatowania.
A, zawsze mogę ściągnąć Operę -> gubi to samo, co mozi, a jeszcze nie chce wklejać linków.
Poddałam się. Poczekam na pomoc Tomka.
Zabrałam sie za felieton. Zawiesiło mi się neooffice. Tak, że zeżarło felieton, zostawiając jeden akapit. Co jest dziwne, bo zapisuje tekst średnio co zdanie.
Zabrałam się więc za syllabus. O którym dziś sie oficjalnie dowiedziałam, że mam zrobić, co już było wkurzające. Postanowiłam go napisac w googledocs. I co, i zawiesiła się przeglądarka. Musiałam ubić. Na szczęście straty nie były bardzo dotkiliwe, zapisywanie tym razem zadziałało.
Postanowiłam w ramach odstresowania upiec batoniki musli. Jednek nie wszytskie przepisy Nigelli się udają. Niby stwardniały, ale jakoś tak nie do końca, część batoników ma formę prażonego musli, choć przyznam, że całość i tak jest pyszna. Tylko szkoda roboty i prądu.
Nie zabrałam się za naukę.
Dowiedziałam się, że zajęcia , które mam prowadzić mają wyglądać trochę inaczej i mają objąć trochę inne zagadnienia.Niby nie problem, ale czasu mało na przygotowania.
Podsumowując:
Udało mi się:
- zrobić zakupy (tzn jeszcze może się okazać, ze kupiłam stare mięso, ale tego sie jutro dowiem)
- opróżnić zmywarkę nie tłukąc naczyń
- napisać w końcu felieton
- częściowo napisać syllabus
- umówić się na spotkanie z recenzentem
Nie udało:
- skończyć zaplanowanej książki
- uporać się ze stroną konferencji
- przygotować zajęć
- zachować dobrego humoru
- wysłać obiecanych paczek
- zrobić batoników
- napisac choć strony z opowiadań, co sobie obiecuję od początku roku. Stronę dziennie!



February 24th, 2009 at 3:18 am
Milego sledzia w takim razie :) Nie przejmuj sie, sa dni, podczas ktorych nie warto wstawac z lozka - Ty jestes dzielna, bo w ogole wstalas :) Ja to pewnie bym sobie jeszcze palce pokroila w trakcie robienia sniadania…
PS. Burczy mi w brzuchu na samo wspomnienie Nigelli… Chlip…
February 24th, 2009 at 8:54 pm
Ha, bo mnie ten dzień wziął z zaskoczenia. Jak wstałam nic nie zwiastowało takiej katastrofy ;) O…śledzik. W sumie wieki nie jadłam, na pocieszenie powiem.
February 27th, 2009 at 1:13 pm
Ano, taki dzień zdarza się tylko raz na całe życie! (obym się nie mylił :o). Ja też już mam go za sobą.
March 1st, 2009 at 9:28 pm
Dzięki Polku. Mam też nadzieję, że teraz to już tylko lepiej :)