O japońskich geisha tomy już chyba napisano i chyba nikomu wyjaśniać nie trzeba, że geisha to nie prostytutka, a wyrażenie “kobieta do towarzystwa” w Japonii oczywiście ma znaczenie, że “towarzyszy” - śpiewa, tańczy, rozmawia, potrafi w go ograć i generalnie można tylko wykształcenia artystycznego pozazdrościć.
Wykształcenie plus konieczność odpowiedniego wyglądania to ogromna inwestycja, ogromne koszty. Towarzystwo geisha nie było (i nie jest tanie). Alternatywą współczesną stały się hostessy. Niby też do pogadania, ale…
Co jednak, jak sie chce pooglądać klasyczny taniec, a nie ma pieniędzy na wieczór z geisha? Hostessa przecież nie zatańczy. Na ratunek spieszą japońscy projektanci aplikacji na iPona. Oprócz gier, klawiszy, zaserwowali też swoim klientom tańczącą geisha. Czy kolejnym krokiem będą maiko? I będzie można dobrać im kimono do pory roku? Tak, to dopiero byłby gadżet!!
Super Mario Bros chyba nie wymaga przedstawiania. Taka sobie gierka, a właściwie seria gierek. Planformówek. Nie lubię, ale pomogło odzyskać równowagę po kanibalach. Wszystko, co popularne w Japonii, doczeka się chyba przerobienia na jedzenie.
A sztuka bento podba mi się bardzo. Poza tym bento smaczne jest. Tylko takie pracochłonne. :(
Japońskie poczucie “humoru” chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Poczucie grozy też. No bo do licha, co można pomyśleć, jak się natyka na takie rysuneczki:
Na pierwszym obrazku, specjalna oferta dla tych, którzy chcą się poczuć, jak Hannibal. Sztuczne ciało wypchane różnościami pokrytymi czerwonym sosikiem, coby się coś czerwonego wylewało przy krojeniu. No po prostu pycha. O niczym innym nie marzymy, jak kolacji ze znajomymi połączonej z krojeniem głołej baby (nie wiem, czy jest wersja z gołym facetem).
Na drugim, nieco mniej creepy, choć i tak dość dziwacznie - chlebek. Chlebek w kształcie głowy. Ale może też być w kształcie stopy, czy innej części ludzkiego ciała.
Smacznego :P
W sumie, po zastanowieniu, to mogą być ciekawe gadżety na jakąś Halloween imprezę, ale nie wiem, czy chciałabym w niej uczestniczyć. Jednak chyba bliżej mi do emo, mimo wszystko.
A tak naprawdę to szukałam jakiś ciekawych inspiracji, żeby siąść i napisać drugą część na temat grozy do Engarde. Tylko, że na widok “kanibalistycznego bankietu”, zachciało mi się dla równowagi pooglądać czegoś o sztuce herbaty. Równowaga. Zen. Om. Ying-yang. Cokolwiek.
Polek zagadnął mnie o jedną z kategorii estetycznych, a ja jakoś po tym zamiast wrócić do pracy, zaczęłam sobie przeglądać internet. I natknęłam się na coś cudownego. Proste, ale cudowne. Pasuje pod wabi-sabi? ;)
To cudo to ołówki zrobione z róznych rodzajów czekolady. Takie i inne cudowności można zleźć na stronie firmy Nendo. Nendo to dzieło Japończyka urodzonego w Toronto w Kanadzie.
Trudno się zdecydować, czy po czymś takim chciałoby się do Japonii czy może do Kanady. Dostanie jednek takiego podarunku byłoby bardzo kłopotliwe. Bo jak tu coś tak ładnego zjeść?
Tak, jestem gadżeciarzem. Nie, wcale nie chcę iPhona. iPodaToucha też nie, bo nowe nano chromatic są bardzij kawaii. Ale jak iPhone+Japonia, to zaczynam piskać. Pi, pi, pi…
Recent Comments