Duchy i Taoiści

Czytam, oglądam, słucham, gram No Comments »

Planszówka, którą Tomek dostał od swojej idealnej żony ;p dość długo czekała. Jakoś się nie mogliśmy do niej zabrać. Dziś nam się udało. Wygląda ślicznie, dostarczyła nam mnóstwo radości, ale prawdą jest co piszą ludzie w różnych komentarzach - gra jest trudna! Graliśmy na dwie osoby, na najłatwiejszym poziomie trudności i udało nam się wygrać raz. Mamy nadzieję sprawdzić działanie gry na cztery osoby, bo pewnie też jest dużo zabawy i może troszkę łatwiej?

O co chodzi? Otóż jest się taoistami, którzy strzegą wioski przed duchami. Duchów jest dużo, niektóre bardzo ciężko pokonać. W “Ghost Stories” gra się przeciwko grze, tak jak było w “Arkham Horror” - chyba nadal mojej ulubionej i w “Shadows Over Camelot” - nadal najbardziej znienawidzona. “Duchy” chyba trudnościowo są bardziej podobne do SoC, ale bardziej wciągają Klimatem oraz grafikami na kartach. Nietrudno zgadnąć, co mam właśnie na tapecie na Maku. ;)

Trudność gry troszkę też nam podbijała instrukcja, ma kilka niejasnych zasad, trzeba było się konsultować na forach dyskusyjnych. Ale dajemy jej szansę. Podoba się.

Przed nami jeszcze jeden planszówkowy prezent - Keltis. Czeka na swoją kolejkę. Niestety pewnie poczeka jeszcze troszkę. Za dużo rzeczy do zrobienia.

Kujon chce piwa

Za pędzlem 5 Comments »

Siedzę i śmieję się. Jak głupia. I przestać nie mogę. A wszytsko przez naukę języków! Zaczęło się niewinnie.

Od wyrażenia “to dla mnie chińszczyzna”, czyli “kompletnie nic nie rozumiem”. Po angielsku mówi się “to dla mnie greka” –> LINK

No i się zaczęło, co mówią Japończycy? W skrócie też, że chińszczyzna, ale stosują coś w stylu onomatopei naśladujących mówienie po chińsku:

ちんぷんかんぷん (chin pun kan pun), a właściwie to dla mnie chińszczyzna z być na końcu ->ちんぷんかんぷんだ (chinpunkanpun da), ewentualnie: nie rozumiem tej chińszczyzny -> ちんぷんかんぷんでちっともわからない (chinpunkanpun de chittomo wakaranai)

Dla nas i Japończyków chińszczyzna, dla Anglików greka, a japońszczyzna w języku perskim. Dla Chińczyków natomiast sprawa się komplikuje, bo jak mówią o piśmie, mówią, że to dla nich pismo z nieba, a jak chodzi im o mowę, to “ptasi świetgot” jest. –>LINK

A jak już strona Omniglot (moja ulubiona), to dochodzimy do sedna głupawki, czyli przykładowych zdań z różnych podręczników do nauki języków. I tutaj, wyobraźnia nie zna granic, ale motywem przewodnik jest…OWCA. Normalnie “przygoda z owcą”, że sobie do Murakamiego nawiążę. Choć może bardziej to nowozelandzki horror o owcach. Sami zobaczcie:

Kim była ta owca, którą widziałem zeszłej nocy?

To nie była owca, to była moja żona. (Gaelic-Szkocja)

Chcemy zobaczyć twoje owce i krowy (niemiecki)

Owca zjadła moją kanapkę (walijski)

Ciekawe są też:

Gdzie jest najbliższa ambasada Timoru Wschodniego (portugalski - po co to komu?)

Nikt nie interesuje się współczesną poezją na tej wyspie (polski, tak - polski! Zdanie, które powinien znac każdy obcokrajowiec przyjeżdżający do Polski!)

Czemu się śmiejesz, czy mój węgierski jest aż tak zły (za poczucie humoru i dystansu do własnego języka)

Czy jesteś zadowolony z aktualnej chińskiej polityki ekonomicznej (bez komentarza)

I moje ulubione, przez które prawie zaplułam monitor:

Si hoc legere scis, nimium eruditionis habes.

(jak potrafisz to przeczytać, to jesteś kujon! No dobrze, powinno być, jesteś zbyt dobrze wykształcony ;))

Więcej TU

A teraz:

Pionta Guinnes le do thoil. (Gaelic Irlandia) Dajcie mi Guinnesa! ;)

Do głosowania!

Za pędzlem No Comments »

Zagapiłam się. Od wczoraj dokładnie można głosować na mój blog w konkursie na Blog Roku.

Oto zasady:

Mój numer bloga to: H00780 (H-zero-zero-siedem-osiem-zero)

Trzeba wysłać SMS na numer 7144. W treści SMS konieczne jest podanie numeru bloga (H00780), na który chcemy oddać swój głos. Nadal - H00780 :)

(Uwaga! W treści SMSa należy umieścić jedynie numer bloga, nie należy umieszczać w niej żadnych dodatkowych znaków ani spacji.) Koszt SMSa to 1,22 zł brutto (1 zł + 22% VAT).

Ważne, termin mija 22 stycznia 2009, o godzina 12!

W głosowaniu może wziąć udział dowolna osoba, przy zastosowaniu zasady, że z jednego numeru telefonu można oddać jeden głos na dany blog. Ponowne zagłosowanie na ten sam blog nie jest możliwe. Można jednak głosować – z wykorzystaniem tego samego numeru telefonu – na inne blogi biorące udział w Konkursie.

(Tak, można, nawet trzeba jednocześnie zagłosować na mnie, na Wojtka i Pawła i jeszcze inne osoby! ;))

Dziękuję wszystkim, którzy skuszą się na zagłosowanie. Będzie mi miło bardzo. :) I na pewno da mi kopniaka, żeby dalej pisać i pisać coraz lepiej.

I jeszcze:

“Wszystkie osoby głosujące w II i III etapie Konkursu mają szansę na wygranie jednego z 10 aparatów fotograficznych Casio Exilim EX-Z80 o wartości 499 zł każdy. Szczegółowe zasady przyznawania nagród zostały opisane w Regulaminie „Nagrody dla głosujących”.”

A jak wygram skuter, to obiecuję, że dam się przejechać ;)

Kotatsu

Za pędzlem 4 Comments »

Kotatsu (炬燵) to stolik z kocykiem pod którym znajduje się grzejniczek. Takie dziwne urządzenie, które ma zapewnić ciepło. Wszystko miło i fajnie, ale i tak po plecach ciągnie, bo kotatsu grzeje nogi. Ale skoro można marznąć mniej, to czemu nie. Ot japońska myśl, zamiast ocieplić budynki styropianem i jednak pomyśleć nad ogrzewaniem innym niż klimatyzator z opcją ciepłego nawiewu. Tak, do dziś mam dreszcze na myśl o zimie w Japonii.

Dziś jednak bardzo ciepło myślę o kotatsu, bo wczoraj wieczorem padło ogrzewanie w bloku i naprawione zostało dosłownie parę minut temu. Na szczęście budynek jest porządnie ocieplany, a okna nawet szczelne. Jednak i tak wstawanie dziś było lekkim szokiem. Laptop nie grzeje. Niestety

Moje kotatsu zapewne wyglądałoby podobnie jak to na Wikipedii. Z fotelem do pracy:

Nie-japończyk

Czytam, oglądam, słucham, gram 6 Comments »

Od wczoraj takie coś stoi w okolicach telewizora. I mruga zachęcająco.

Tomek poszedł do pracy. Gadamy  na GG i w końcu:

Tomek: “no bo może w końcu zdecydujmy, co z konsolą…” (wahaliśmy się troszkę nad Wii)

ja (niezwykle mądrze): “No trzeba kupić, chyba”

Przerwa…

ja: “Bo fajny ten Fallout”

Tomek (równie inteligentnie): “Noooo…”

ja: “No i ten Wiedźmin niedługo. I Silent….”

Tomek: “W sumie w końcu same fajne gry wychodzą. No i jeszcze w tyle nie graliśmy. To co, może pojadę po pracy”

ja: “Ale jak to?”

Tomek: “No, pojadę, zobaczę.”

Wrócił z konsolą. I stadkiem gier. Fakt, że większość pożyczył od Wolviego…

W ten sposób po raz pierwszy mamy konsolę, która nie jest Sony.

A pada do  PS2 nie ma, Ultima właśnie napisała, że nie mają chwilowo. Czy ktoś wie, gdzie kupić? Bo ja tu mam Residenta 4 i Kuon do przejścia do licha!

Jasne, konsole kupuje się pod kątem gier. PS2 pojawiła się przez genialne Silent Hill, Project Zero. Myślałam, że kolejna konsola też będzie przez jakąś japońską grę. A tu nie. Owszem było kilka gier, w które i ja i Tomek chcieliśmy pograć, ale jakoś zawsze nam przechodziło. Pożyczało się konsole, grało i jakoś przechodziło. Do momentu Fallouta. Ja chcę jeszcze!

I pomyśleć, że do czasu wydania Neuroshimy byłam przekonana, że nie lubię klimatu post apokalipsy. W poprzednie części próbowałam grać, ale niestety były one dla mnie już jakoś za kanciaste, żeby wciągnął mnie klimat. I te cholerne szczury! Tak, wiem, część moich znajomych zaraz mi za te bluźnierstwa wirtualnego kopniaka wymierzy. ;) Ale próbowałam.

A Lego Indiana Jones, jak gra się w dwie osoby jest świetną rozrywką. Chyba zweryfikuję swój niepochlebny pogląd na temat platformówek i platformówkopodobnych rzeczy. Ale to Indiana Jones w końcu. I Lego. Ma to coś w sobie.

I chyba mamy na razie spokój święty, dopóki nie pojawi się w Europie najnowsza część Project Zero na Wii. Bo jak nie grać w Project Zero?

(tak sobie właśnie skojarzyłam, że tą kategorie bloga powinnam chyba nazwać: czytam, słucham, oglądam, gram.)


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.