Japońskie poczucie “humoru” chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Poczucie grozy też. No bo do licha, co można pomyśleć, jak się natyka na takie rysuneczki:

http://www.weirdasianews.com/2006/11/08/japanese-banquet-of-cannibalism/

http://www.geekologie.com/2008/05/wtf_thats_gross_bread_head_bak.php
Na pierwszym obrazku, specjalna oferta dla tych, którzy chcą się poczuć, jak Hannibal. Sztuczne ciało wypchane różnościami pokrytymi czerwonym sosikiem, coby się coś czerwonego wylewało przy krojeniu. No po prostu pycha. O niczym innym nie marzymy, jak kolacji ze znajomymi połączonej z krojeniem głołej baby (nie wiem, czy jest wersja z gołym facetem).
Na drugim, nieco mniej creepy, choć i tak dość dziwacznie - chlebek. Chlebek w kształcie głowy. Ale może też być w kształcie stopy, czy innej części ludzkiego ciała.
Smacznego :P
W sumie, po zastanowieniu, to mogą być ciekawe gadżety na jakąś Halloween imprezę, ale nie wiem, czy chciałabym w niej uczestniczyć. Jednak chyba bliżej mi do emo, mimo wszystko.
A tak naprawdę to szukałam jakiś ciekawych inspiracji, żeby siąść i napisać drugą część na temat grozy do Engarde. Tylko, że na widok “kanibalistycznego bankietu”, zachciało mi się dla równowagi pooglądać czegoś o sztuce herbaty. Równowaga. Zen. Om. Ying-yang. Cokolwiek.



January 9th, 2009 at 8:27 am
:D oni sa nawet bardziej kopnieci od CHinczykow! :D
January 9th, 2009 at 9:20 am
Zastanawia mnie z czego to wynika - im większe wymagania w życiu codziennym i większe uporządkowanie, tym odreagowuje się bardziej?
August 7th, 2009 at 10:37 am
[...] o kanibalistycznej uczcie w Japonii z nietypową “zastawą” wypchaną [...]