Ucząc się

Za pędzlem 3 Comments »

Trafiłam na cytat pewien:

“Czy żywi, czy martwi powinniście uważać niebo i ziemię za miejsce waszego zamieszkania”

Ten fragmencik ma obrazować nauczanie japońskiego zen, które zostało też przyjęte przez sekty shintoistyczne. Chodzi o to, że zbawienie, Budda to nie czas przyszły tylko tu i teraz. Że świat absolutu to ten sam świat co świat zjawisk, że to tu i teraz.

Tylko, że mnie teraz się ten cytat kojarzy z daniem “zielonego światła” duchom japońskim do włóczenia się po świecie. A macie niebo, macie ziemię, idźcie gdzie chcecie! I nie ma sie co dziwić, że potem im się po wyspach to całe tałatajstwo pałęta. Jakby zamknęli w zaświatach, byłby spokój. 

Dziękuję :)

Za pędzlem 2 Comments »

Moja przygoda z Blogiem Roku się skończyła. Dziękuję Wszystkim za głosy, za odwiedziny na blogu. Witam wszystkich nowych czytelników, mam nadzieję, że na trochę tu zostaniecie.

Nie jestem pewna miejsca, które zajęłam. Coś między 38-42 na 744. Skutera nie będzie, ale moja mama stwierdziła, że po co mi  w sumie ten skuter. No w sumie. Lepiej zrobić jednak tą kategorię A i zacząć jeździć na takiej ślicznej Brevie 750. ;) (zdjęcie można sobie wyguglać)

A póki co znacznie bardziej przyziemnie i nerwowo. Przygotowania do obrony doktoratu z paroma egzaminami po drodze. Praca w tym tygodniu do złożenia. Do tego przygotowanie zajęć na kolejny semestr. Będzie monograf o popkulturze japońskiej, jak sie zbierze 15 osób. Nie będę teraz zbyt regularnie pisać, choć nigdy nic nie wiadomo. Zawsze fajne tematy znajduję, jak jestem zajęta.

Chwilowo dość daleko od japońszczyzny jestem, bo gram w Fallouta 3, czytam Kathy Reichs, oglądam “Dresden Files”.

A zostawiam was z cudnym zdjęciem w klimacie Obamo-zimowo-japońskim, za TokyoMango: Obama-kotatsu (tylko według mnie ten Obama jakiś nie obamowy):

 

 

 

Shougi – MŚ

Za pędzlem No Comments »

Pierwsze polskie kwalifikacje do Mistrzostw Świata w Shougi (czyli Japońskie Szachy)

Czas i miejsce:

14 marca 2009

09:45

Biblioteka UW

ul. Dobra 56/66, 00-312 Warszawa

Więcej informacji na stronie Shogi.pl

Za pędzlem No Comments »

Podczytuję sobie blog Hello Kitty Hell. W sumie coraz bardziej piekielnie tam się robi. Przyznam, że mnie też to wideo przeraziło:

 
A Lisa Loeb to pani, która miała okazję zaśpiewać z dziewczynami z zespołu Rin, które zresztą są całkiem fajne. W sumie wtedy po raz pierwszy o niej usłyszałam, choć niestety, o ile dobrze pamiętam, dziewczyny reklamowały swoją płytę tym, że nagrywała ją z nimi “bardzo słynna piosenkarka”. 

Dla równowagi wrzucam Rin – Sakura, Sakura. Tak, to jeszcze nie wiosna, ale trudno. Niektórzy bardzo za ciepełkiem już tęsknią:

 

Poślubić Buddę

Czytam, oglądam, słucham, gram 3 Comments »

“W tego typu magazynach [o modzie] zawsze recenzują jakieś filmy, CD, ale ja zawsze szukam działów poświęconych książkom.Kiedyś ojciec, profesor historii zapytał mnie przez telefon, jakie książki są w tej chwili popularne w Ameryce, a ponieważ akurat miałam takie pismo pod pachą, więc je otworzyłam i zaczęłam mu czytać tytuły: Co zrobić, żeby mężczyzna się w tobie zakochał:metoda prób i błędów, Dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie potrafią czytać map: w jaki sposób się różnimy i co z tym zrobić i Jak straszyć duchy.

Kiedy skończyłam, na drugim końcu lini zapanowała cisza. Następnie, po głębokim zastanowieniu, ojciec powiedział:

– Z tego, co mi przeczytałaś, odnoszę wrażenie,że twoja książka ma szansę zrobić w Ameryce furorę.”

“Poślubić Buddę” Wei Hui

W końcu czytam. “Szanghajska Kochanka” mnie nie przekonała. Książka kompletnie obca. Bliższe już mi fantastyka niż bohaterowie z Szanghaju. Jednek w jakiś sposób mnie ta książka urzekła, Szanghaj mnie urzekł, opisy jedzenia. Pamiętam, że czytając, byłam ciągle głodna.

Z poślubianiem buddy idzie mi lepiej. Znów oczywiście bez przerwy myślę o jedzeniu ;)

Podoba mi się połączenie Szanghaju z Nowym Jorkiem. Podobają mi się wybrane cytaty zaczynajace każdy rozdział. Nawet moja ukochana Sei Shounagon się tam zaplątała. Potrzebowałam dziś poczytać coś, gdzie nie ma kości, nadpalonych zwłok (jak u Reichs) oraz naukowego bełkotu (w książkach, które czytam do doktoratu), A że kiedyś dostałam Wei Hui, zabrałam się. Czytadło. Ale kilka zdań bardzo przykuło moją uwagę. Jedno z nich wylądowało na blogu, pojawi się pewnie jeszcze kilka.

Jednocześnie, jak tylko zaczęłam czytać, o mało nie rzuciłam książką o ścianę. Tłumaczenie z angielskiego i stosowanie pisowni z epoki Kunslera to coś czego strawić nie mogę. “Lao Cy” i “chy” (kto zgadnie, o jakie chińskie słowo tu chodzi?) sprawiają, że mi się niedobrze robi. Ułatwmy sobie życie wszyscy i używajmy pinyinu do diabła! Już się nie będę o tony czepiać. Japońszczyzna w książce woła również o pomstę. Psuje mi to mocno przyjemność czytania. Ciekawa jestem, jak w angielskiej wersji było. No nic, walczę z samą sobą,bo to troszkę głupie jednak tak się złościć.

A dziś podobno był najbardziej depresyjny dzień roku. Nie dając się depresji postanowiłam odszukać cudny kawałeczek z Supernatural. Dean w roli głównej ;) LINK


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.