Dziś będzie dokładnie, jak “pędzel prowadzi”, bo jakoś nie mogę się zebrać ostatnio i sklecić porządnej notki. Moje pisanie to totalna sinusoida. Od dolin do szczytów. Naprawdę sama się czasem zastanawiam, jakim cudem udało mi się troszkę artykułów napisać i prawie skończyć pisanie doktoratu. Prawie. Bo cały czas nie mogę skończyć nanoszenia poprawek. Generalnie poprawki są jasne i zrozumiałe i bardzo bardzo sensowne (tu ukłon dla prof K., który i tak pewnie się o tym nie dowie z bloga, ale naprawdę bardzo pomógł) i tylko… tylko trudno wpleść to wszystko w pracę tak, żeby nie skończyło się na przepisywaniu całości od nowa. Więc wrzucam te poprawki powoli, po kilka zdań, ale już osiągnęłam punkt, w którym mnie to strasznie drażni, więc pewnie dziś/jutro skończę.
Chciałabym bardzo złożyć jeszcze tą pracę w listopadzie. Tylko, że ten listopad coś jakoś szybko mija. :( Mam wrażenie, że czas się ostatnio poważnie zepsuł. W końcu niemożliwe jest, żebym aż tak go marnowała.
Przecież cały czas coś działam. Np. poznaję kolejnego ambasadora. Już trzech poznanych osobiście. Hm. Parę lat temu nie uwierzyłabym, że będę zajmowała się takimi sprawami, jak imprezy, patronaty, oprowadzanie szych i szyszek po Krakowie. Ciekawe doświadczenie, choć stresujace. Aby zredukowac jakoś poziom stresu, wybrałam się nawet na świetne szkolenie z protokołu dyplomatycznego, które Towarzystwo Doktorantów nam zafundowało. Bardzo dużo ciekawych informacji. Część świetnie znana, cześć nowa.
Na przykład dowiedziałam się, jak to jest z rozsadzaniem gości przy stole i nawet miałam już okazję to wykorzystać - kolejnego dnia po szkoleniu. Bardziej to zabawowo było, ale zawsze. A rozsadzałam Kojiego Yamamurę i organizatorki festiwalu Etiuda (U. i E. - wielki ukłon na dopracowanie takiego programu i zgranie tylu rzeczy). Niestety w samej etiudzie prawie nie wzięłam udziału. Udało mi się wybrać jedynie na jedne warsztaty i pomóc z odbieraniem gościa z lotniska. Priorytetowo - nadal uczlenia.
Powoli też czas na napisanie kolejnego felietonu do Engarde. Od soboty będzie można nabyć pierwszy numer, Ciekawa jestem opinii i wrażeń. Tam będzie naprawdę dużo czytania.
Znów więcej przez Engarde zaczęłam grać. Po zniechęceniu graniem “zawodowym” z okazji doktoratu, znów mam ochotę się porelaksować. A najlepszy relaks to walka z zombie, więc w końcu zagrałam w Residen Evil 4. Trudne to jakieś, ale wciąga. Kilka rzeczy mnie urzekło. Zombie próbuja unikac kul, zasłaniają sie rękoma. Poza tym, gra z lekka masakryczna - odpadajace głowy, krew. Brrr. I za mało nabojów do karabinu! Jakoś mimo wsyztsko pewniej się czuję, jak bohater strzela z czegoś dużego. Jakieś pistoleciki, mimo, że “dokupiłam” rózne usprawnienia, nie bardzo mnie przekonują. Za mało też nabojów do snajperki. Strzelania z dużej odległosci, jak na razie najbardziej mi się podoba. Ale chyba nie o to w sumie chodzi w grze o zombie.
W weekend uciekamy do Wrocławia. A po weekendzie - we wtorek spotkanie ze studentami w sprawie CTA praktyk, powoli wychodzimy ze spraw organizacyjnych do ludzi znów. Oby ruszyło sprawnie wszystko.
Zgłosiłam też syllabus z monografem moim. Jak się zbiorą studenci, to będę znów prowadzić zajęcia w kolejnym semestrze. Na razie na tapecie poprawki i nauka.
I mało pisania. Ale mam nadzieję, że zaglądacie w linki, bo tam się dużo dzieje.
A w Japonii - pewnie momiji, bo to jakoś teraz sezon. Tęsknię za tymi pięknymi czerwonymi klonami z Kioto, oj tęsknię.
I nadal na tapecie randki internetowe, a konkretnie webkare (ウェブカレ), czyli chłopak z sieci. Który najładniejszy?

http://www.techcrunch.com/2008/09/20/webkare-a-girls-only-combination-of-social-network-and-dating-game-from-japan/
A jak ktoś chce się bliżej z chłopcami poznać, to TUTAJ.
I tak wiem, łamię wszelkie zasady pisania blogów i gospodarowania czasem. ZTD, GTG i Write To Done nie mogą się wdrożyć. Ok, ja nie umiem ich wdrożyć. Ale pracuję cały czas. ;)
Recent Comments