Wciągnęły mnie portale społecznościowe. Jako przerwa w pisaniu. A tu jakiś teścik sobie zrobię, a tu do kogoś napiszę, a tu coś zepsuję.
Trenuję sobie pisanie po angielsku przy okazji (mój słaby punkt) i założyłam bloga angielskiego: http://dokoniiku.blogspot.com/. Blog obraża wizytujących za pomocą szekspirowskich obelg. Można nie czytać. W sumie do zrozumienia większości przydaje się słownik…
Po drugie. W końcu mam konto na Facebooku. I choć nie do końca rozumiem działanie, to i tak mi się podoba. Ale ja lubię wszelkie dziwne quizy typu: jakim napojem ze Starbucksa jesteś (gorącą czekoladą), jakim drinkiem (Mojito) i inne takie. No i fajnie wiedzieć co się dzieje u znajomych, którzy też coś regularniej tam piszą niż na blogach, no ok, nie wszyscy. Szybkie to i fajne
I trzecie rzecz: Twitter. Tam akurat prawie nie ma znajomych, ale może się skuszą? ;)
Twitter to takie dziwne coś, które mówi ludziom, co własnie robisz. Można to zgrać z telefonem (choć na razie nie polecane, bo najbliższa centrala to Londyn, a nikt nie chce smsów według stawek roamingowych…)
Tak wiec mam sobie tego Twittera, a do niego zainstalowane coś co się nazywa Twhirl i sobie piszę, co robię. I śledzę co inni robią. Np. pani od podcastu Grammar Girl, albo Gaiman. Oczywiście, trzeba pisać co sie tam robi, ale ponieważ jest też limit słów (140) to właściwie tak naprawdę robi się krótki opis. Troszkę jak statut na Facebook, czy nawet GG. No i własnie. Potrzebne to? Niby nie. To czemu tak wciąga?
Pisania doktoratu już powoli zaczynam mieć dosyć. Ale jeszcze troszkę i będzie koniec. Będzie można zacząć panikować przed egzaminami, obroną. ;) I zacząć realizowanie kilku pomysłów, które teraz wiszą na wieszaczku (no ok, są zapisane w Moleskine) i czekają na swój czas.
A wczoraj miałam na obiad kimchi i podsmażone pierogi ruskie. To dopiero kuchnia fusion ;) Ciekawe co na taki zestaw powiedzieliby Koreańczycy ;)



October 10th, 2008 at 1:01 pm
Dokoniiku brzmi jak “wio, koniku!” - nawet znaczeniowo koresponduje :o)
Dolinkuję Twojego nowego bloga jak bloga prawdziwej gwiazdy. Bo mam np.: “Bob Dylan” i “Bob Dylan (PL)”. A teraz będzie: “bayushi” i “bayushi (EN)” :o)
October 10th, 2008 at 1:25 pm
Hihi, “wio koniku” ;) Łoł, zostałam blogo-gwiazdą? ;) Ale narozrabiałam z tym blogiem…
October 10th, 2008 at 5:22 pm
:) Pytalam Koreanczykow; im laczenie kimchi z czymkolwiek nie przeszkadza nic a nic ;)
October 10th, 2008 at 5:48 pm
Hihi, to miło z ich strony ;) Może nawet polubiliby takie połączenie. Dla mnie cudowne było. Kimchi wrzucone do ramenu też super, ale taki zestaw poznałam w Jap. Pora teraz na klasyczną kimchi zupkę. ;)
October 11th, 2008 at 10:09 pm
twitter jest zabawny. mi bardziej niż z gg kojarzy się z smsami - też limit znaków. śledzę kilka ale nie piszę. powinnam zacząć?;)
October 11th, 2008 at 10:49 pm
Nooo. Fajny jest. :)
October 15th, 2008 at 12:10 pm
społecznościowe portale są mi kompletnie obce. Nie rozumiem ich istoty. Z Facebooka wypisałam się, czym spowodowałam chyba wielką obrazę u jednej ze znajomych (przynajmniej dziwnie się zbiegł fakt zaprzestania z jej strony kontaktów ze mną a moim oświadczeniem, że nie rozumiem, o co w nim chodzi, nie kumam i nie będę jednak używać;).
October 15th, 2008 at 12:55 pm
Bo właściwie to nie wiadomo o co chodzi w Facebooku ;)Ja głównie rozwiązuję tam quizy. I złapałam kontakt z ludźmi z którymi wyłącznie pisałam maile. Wiemy bardziej na bieżąco co się z nami dzieje. Faktycznie łatwo się zdjeciami podzielić. Szybko napisać w statusie, co się z nami dzieje. I chyba tyle. Nic szczególnie mądrego. Tylko, że wciąga.