Hola, buenas noches!

Ale Meksyk No Comments »

¿Cómo está? Jak się macie? Wróciłam. Z bagatela ponad 600 sztukami zdjęć i mnóstwem notatek. Meksyk jest bardzo inny od wszystkiego, co widziałam do tej pory. Są tam rzeczy, które mnie zachwyciły i są rzeczy, które mi się zdecydowanie nie podobały. Zdjęcia i wpisy będę wrzucać powolutku.

Na sam początek dzień pierwszy (7. lipca)

Troszkę wrażeń spisanych i dużo jedzenia meksykańskiego :)

Leje i zimno. Nie żartuję. W Meksyku jest zimniej niż w Polsce i wszyscy bardzo się obawiamy soboty i wesela nr 2 Małgi i Hectora. Oczywiście wszystkie mamy letnie sukienki, a przyjęcie ma być w ogrodzie. Ale do soboty duuuużo czasu.

Jak na razie jesteśmy zachwyceni jedzeniem. Śniadaniem u mamy Hectora - chilaquiles z zielonych pomidorów. Chilaquiles to danie z chrupkich tortili (nachosów) z salsą, posypuje się je serem i dekoruje taką gęstą śmietaną (podobne to troszkę do greckich jogurtów. Obłędne!.

Do tego masa innych pyszności, w tym moja zguba, cajeta, karmel z mleka owczego.

Potem zakwaterowaliśmy się w mieszkaniu po babci, odpoczęliśmy nieco po trwającej około 30 godzin podróży, której niemal połowę stanowiło czekanie. (Kraków-Wawa-Madryd-Meksyk).

Później wybraliśmy z Małgą i Hectorem odebrać rezerwację naszych wakacji i do…supermarketu na zakupy. Z powodu pogody, stwierdziłam, że jednak przyda się mieć spodnie. I mam. Dżinsy. Olalalala! Ale ładnie na mnie leżą ;) Wygląda na to, że łatwiej kupić spodnie w Meksyku niż w Polsce :P

Po zakupowym szaleństwie - Małga zakupiła sobie żakiecik, wróciliśmy do domu, żeby wybrać się do rodziców taty Hectora na obad. Poznaliśmy przy okazji siostry, ciotki, znajomych, etc. I odkryliśmy, że posiadanie dużego stołu, jak się ma dużą rodzinę jest przereklamowane! Można przecież jeść rotacyjnie. No proszę. Wpadłby ktoś na to?
Na obiad była cudna zupa z kurczaka i kukurydzy - pozole, którą się samemu doprawiało rzodkiewką, kapustką pekińską, oregano, cebulką, limonką. Można też było doostrzyć i dodać śmietany (tej gęstej) lub sera.

Do zupy przegryzało się tostadas - chrupiące kukurydziane tortille - ze śmietaną i sosem chili (łagodnym, bądź ostrym) lub sosem guacamole. Lub - pastą z fasoli, która urzekła nas smakiem. Tomek został ogromnym fanem. Muszę wziąć przepis. Pozostaje niepewność, czy takie tortile da sie kupić w Polsce. Mam nadzieję, że tak. Na pewno  ie da się jednak tak cudowniutkich awokado do guacamole kupić. Chlip.
Zostaliśmy też oficjalnie powitani w rodzinie - bienvenido, familia, etc i znów usłyszeliśmy, że mój dom, twoim domem - mi casa, tu casa.
Naśmiewano się też, że tak po meksykańsku to jest zgarnąć ludzi z podróży i zacząć ich karmić. Śmiejemy się my z kolei, że mamy tak samo w Polsce.

A jeśli chodzi o pogodę - lało. A potem jeszcze troszkę lało, potem padało i znów lało, a na koniec lało. W nocy też.

La Bruja

Ale Meksyk, Czytam, oglądam, słucham, gram 2 Comments »

Się nie mogę uwolnić od tej piosenki:

W filmie “Frida” śpiewała ją boska Salma Hayek:

A w filmiku pierwszym równie boska - Lila Downs. Niestety stanu w którym się urodziła - Oaxaca nie odwiedzę, choć ponoć piękny jest. Na pocieszenie Lila raz jeszcze - “Paloma negra”:

Meksyk

Ale Meksyk 3 Comments »

Najwyraźniej moje wpisy zawsze występują grupami. Jak nie mam czasu, nie ma notek. A potem nadrabiam - pisząc wszystko, co planowałam, co rzuciło mi się w oczy, o czym miałam/powinnam napisać. Tak wiec znów - trzeci wpis:

Meksyk, kraj o różnorodnej kulturze i urozmaiconych krajobrazach, zachwyca rozmaitymi zabytkami, dźwiękami, zapachami. W żadnym innym miejscu obu Ameryk historia i magiczne obrzędy nie splatają sie tak mocno z szarzyzną współczesnej codzienności.

Z Przewodnika z serii “Wiedza i życie”

“Powierzchnia Meksyku wynosi około 2 miliony kilometrów kwadratowych, a suma długości wszystkich wybrzeży wynosi około 10.000 kilometrów.

Klimat Meksyku jest bardzo zróżnicowany. Na północy Meksyk posiada rozległe pustynie i półpustynie, zaś na południu tropikalne lasy podzwrotnikowe”

To już może oficjalnie. W niedzielę 6 lipca wylatujemy do Meksyku. Trasa - Kraków (pociąg) - Warszawa (samolot) - Madryt (czekanie 8 godzin i samolot) - Mexico City.

Pierwszy tydzień - aklimatyzacja i zwiedzanie miasta i okolic. Weekend, powtórka z wesela Małgi. ;)

Potem plaża w Ixtapa-Zihuatanejo.

Nie mogę się doczekać.

Choć informacje o skorpionach i konieczności odkażania wody troszkę brzmią przerażająco.

Część rodziny poznaliśmy. Zażądali od nas listy, co chcemy zobaczyć, żeby pomóc nam w planowaniu zwiedzania. Ojojojo.

Sami nie wiemy, co ciekawi nas bardziej - poznanie rodziny Hectora, zobaczenie meksykańskiego wesela, spróbowanie wielu potraw, zwiedzanie piramid, czy leżenie nad oceanem. Czy może potrenowanie hiszpańskiego, który wydaje mi się aktualnie najprzyjemniejszym językiem na świecie. ;) Sam się zapamiętuje. Rodzina Caltenco twierdzi, że to potwornie niesprawiedliwe, że potrafimy wszystko wymówić. Urządziliśmy sobie zawody przy obiedzie w restauracji gruzińskiej. ;) “W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie” - heheheheh ;)

A wracając do jedzenia - oprócz listy zwiedzania, zrobiliśmy też listę tego, co chcemy zjeść. Taaa. Po powrocie dieta ;)

A o Meksyku też jest fajny PODCAST (i strona)

Ani z widzenia

Czytam, oglądam, słucham, gram, Za pędzlem 4 Comments »

książka

http://czytelnia.onet.pl/0,31666,0,1,nowosci.html

“Ani z widzenia, ani ze słyszenia” to najnowsza, wydana w Polsce książka Belgijki Amélie Nothomb, która urodziła sie i wychowała w Japonii. Mam ogromną słabość do japońskich książek AN. Jest ona świetną obserwatorką i pod przykrywką takich troszkę autobiograficznych czytadeł przemyca ogromne ilości informacji o Japonii.W końcu dorwałam się do książki i oczywiście przeczytałam ją w kilka godzin.

Nie rozczarowuje, choć końcówka mi się nie podoba. Nie podoba mi się wybór. No ale to nijak się ma do podobania książki.

“- Opowiedz mi o Japonkach.

Wzruszył raminami. Nie ustępowałam. Wreszcie powiedział:

- Nie potrafię Ci tego wytłumaczyć. Denerwują mnie. Nie są sobą.

- Może ja też nie jestem sobą?

- Jesteś. Istniejesz i patrzysz. One przez cały czas tylko się zastanawiają, czy się podobają. Myślą tylko o sobie.

- Wiekszość Europejek jest taka sama.

- Ja i moi koledzy czujemy się tak, jakbyśmy byli dla tych dziewczyn lustrami.

(…)

- Często rozmawiasz z kolegami o dziewczynach?

- Niezbyt. To sprawy krępujące. A ty rozmawiasz o chłopakach?

- Nie, to sprawy osobiste.

- Z dziewczynami japońskimi jest odwrotnie. Przy chłopaku są okropnie pruderyjne. A potem idą i opowiadają o wszystkim swoim przyjaciółkom.

- Europejki robią to samo.

- Czemu tak mówisz?

- Żeby bronić Japonek. Bycie Japonką musi być trudne.

Bycie Japończykiem też jest trudne.”

I potem następuje wyznanie:

“- Kiedy miałem pięć lat, tak samo jak inne dzieci zdawałem testy, żeby dostać się. do jednej z najlepszych podstawówek. Gdybym je zdał, mógłbym w przyszłości pójść na jeden z najlepszych uniwersytetów. Już jako pięciolatek o tym wiedziałem. Ale nie zdałem.

(…)

- W wieku pięciu lat dowiedziałem się że jestem nie dość inteligentny”

I mam nadzieję, że nie zanudzę, jak wrzucę tu jeszcze jeden cytat:

“Ja również chodziłam na wykłady i robiłam w miarę możliwości postępy w japońskim. Ale wkrótce zaczęto niechętnie na mnie patrzeć. Za każdym razem, kiedy jakiś detal mnie zaintrygował, podnosiłam rękę. Wielu profesorów prawie dostawało zawału, widząc moje palce znów sterczące w górze. Myślałam, ze milkną, żeby mnie dopuścić do głosu i śmiało zadawalam pytanie, na które udzielano mi dziwnie mało satysfakcjonujących odpowiedzi. Trwało to do dnia, kiedy jeden z nauczycieli na widok mojego zwyczajowego gestu ryknął ze straszliwym gniewem:

- Dosyć!

Zamurowało mnie, a reszta studentów uważnie mi się przyglądała.

Po wykładzie podeszłam do nauczyciela, żeby go przeprosić, a zwłaszcza dowiedzieć się jakiej dopuściłam się zbrodni.

- Sensei nie zadaje się pytań! - warknął nauczyciel

- Tak, ale jeśli się nie rozumie?

- Rozumie się!

Wtedy pojęłam, dlaczego nauka języków w Japonii tak kuleje.”

Czasem żałuję, że nie znam większej ilości języków, żeby móc czytać książki w oryginale, jak tylko zostaną wydane….

Ślub, wesele i przed weselem

Za pędzlem No Comments »

Wróciłam na troszkę.

Przygotowania szalone do ślubu Małgi i Hectora już za nami. Za nami też ślub i wesele. Działo się,się działo. Młodzi wyglądali przecudownie. Msza była niezwykle wesoła - ksiądz nie znał hiszpańskiego, ale mimo to msza była dwujęzyczna.

Wesele było wspaniałe. Wytańczyłam się jak nigdy przy rewelacyjnym zespole. Cóż więcej pisać. Cieszymy się. Fajną sobie Małga rodzinę znalazła. ;)

Zdjęć będzie pewnie jeszcze bardzo dużo. Ja i Tomek za bardzo nie mieliśmy czasu ich robić, więc tylko kilka:

Slub_Małgi

Są jeszcze zdjęcia od ANKI

Fajnie było :))))

A teraz przed nami powtórka z rozrywki - wesele w Meksyku. Nie możemy się już doczekać.


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.