Meksyk, dzień trzeci 9 lipca 2008

Za pędzlem No Comments »

Pogoda bez większych zmian, pochmurnie. Nie pada. Ale jest dopiero rano. Wczoraj rano nawet zapowiadało się, że wyjdzie słońce, a skończyło na permanentnym deszczu.
Zaraz zbieramy się do rodziców Hectora i razem mamy jechać na chilaquiles do zaprzyjaźnionej restauracji. Ponoć są to najlepsze chilaquiles w Mexico City.
Co dalej – się zobaczy. Mieliśmy pospacerować po parku Chapultepec – czyli Bosque de Chapultepec. Jest tam zamek. Jedyny w Meksyku ;) Park jest blisko muzeum, więc może uda się kupić ten album. zobaczymy.
wszystko w rękach Słońca. Na razie troszkę ponury mamy nastrój, bo przy tej pogodzie nie ma co jechać na piramidy. :( Trzymać mi tam kciuki za pogodę. Proszę! Ślicznie proszę


Nikt jeszcze nie wiedział,że te kciuki potrzebne, bo nie miałam jak wpisów na bloga wrzucić, a tu już troszkę lepiej. Padało, ale mniej, popołudniu nawet zobaczyliśmy błękitne niebo i słoneczko.
Chapultepec w nahuatl znaczy „wzgórze pasikonika” – motywy z nim związane pojawiają się niemal wszędzie. Mnie zauroczyła fontanna, ale ja to w ogóle bardzo fontanny lubię

W miejscu parku, w roku 1847 stoczono bitwę z wojskami Stanów Zjednoczonych. W latach1864-67 Meksyk był okupywany przez Francję. W latach sześćdziesiątych w zamku na wzgórzu Chapultepec rezydował cesarz Maksymilian Habsburg. Stracono go w Queretaro.
Na zamku mieści się muzeum historii Meksyku – malowidła, monety, przedmioty codziennego użytku. Dla mnie niestety już to znacznie nudniejsze niż takie muzeum antropologiczne.
Warto jednak tam pójść, bo z tarasu zamku można podziwiać miasto. Wpadłam tam w istny szał fotografowania. Miejsce cudne

Udało nam się też wrócić do muzeum antropologicznego i zakupić książkę o muzeum i o piramidach w Meksyku. Marzy nam się teraz wyprawa motocyklowa po Jukatanie połączona ze zwiedzaniem piramid. Pierwszy tydzień jednak trzeba przeznaczyć na aklimatyzację.

Na koniec dnia udaliśmy się do artystycznej dzielnicy Coyoacan, gdzie mieści się muzeum Fridy. Niestety faktycznie calutka dzielnica jest w remontach (Meksykanie mają styl remontowania jak Polacy, nie da się po kawałku, trzeba zamknąć wszystko!), więc do muzeum nie dotarliśmy. Skończyło się na zjedzeniu obiadu i lodów (w moim przypadku o smaku cajeta)


Czytam sobie w ramach budowania klimatu super ksiąkę: „Cortes i Montezuma”, autorstwa Maurice Collis. Książkę zakupiłam w taniej księgarni na Brackiej. Dowiedziałam się, że w czasach Cortesa Coyoacan było osobnym miastem, a nazwa oznacza – Miejsce Wielu Chudych Kojotów. Fajnie być zaopatrzonym w książki w podróży.

Mogę się przyznać. Zdjęcia ogólno-meksykańskie są TUTAJ, rozbudowuję galerie tematyczne teraz. Zdjęcia są podpisane, na blogu będzie tylko ich część.

Powiedz w co wierzysz, a powiem Ci kim jesteś

Za pędzlem 2 Comments »

Jak doskonale wiecie, uwielbiam wszelkie internetowe quizy. Od tych na poziom geekostwa, poziom depresji, po to, jaką postacią serialu/filmu się jest. Zazwyczaj mnie mało zaskakują – wiem, że jestem idealną Moniką z “Przyjaciół”, choć na pewno jestem milsza. Jak zobaczyłam na blogu WO test na temat, jaka religia jest najbliższa moim poglądom, nie wahałam się ani chwili i test rozwiązałam.

I się dowiedziałam. Chyba powinnam serio przyjrzeć się wiccankom :P Najbardziej zaskoczyło mnie, że bliżej mi do Ordodoksyjnego Judaizmu i Islamu (ciekawe połączenie) niż do bycia Katolikiem. Dowiedziałam się też, ze istnieje coś takiego jak Unitariański Uniwersalizm. No popatrzcie – no wszystko się normalnie łączy ze sobą… Z buddyzmem u mnie też nie najgorzej, przynajmniej ta Azja gdzieś się plącze u mnie w myślach. Shinto widać nie było.

A pełne wyniki poniżej. A jak ktoś chce, to TUTAJ jest.
1. Neo-Pagan (100%)
2. New Age (86%)
3. Unitarian Universalism (82%)
4. Sikhism (80%)
5. Mahayana Buddhism (80%)
6. Reform Judaism (78%)
7. Hinduism (76%)
8. Jainism (69%)
9. Liberal Quakers (64%)
10. Theravada Buddhism (62%)
11. Bahá’í Faith (59%)
12. Orthodox Judaism (57%)
13. New Thought (56%)
14. Scientology (46%)
15. Islam (44%)
16. Mainline to Liberal Christian Protestants (40%)
17. Secular Humanism (33%)
18. Taoism (28%)
19. Nontheist (22%)
20. Christian Science (Church of Christ, Scientist) (20%)
21. Orthodox Quaker (17%)
22. Mainline to Conservative Christian/Protestant (7%)
23. Seventh Day Adventist (7%)
24. Church of Jesus Christ of Latter-Day Saints (Mormons) (6%)
25. Eastern Orthodox (3%)
26. Roman Catholic (3%)
27. Jehovah’s Witness (0%)

Meksyk, dzień drugi

Ale Meksyk No Comments »

[reklama] CTA jest cudowne i robi najlepsze na świecie imprezy. Wszystko dzięki przecudownym ludziom. Dziękujemy sensei Kang Min Ja, dziękujemy Robercie Tomczykowi i pani Marcie Tarabule. A ja jeszcze dziękuję cudnym ludziom z CTA. Więcej, jak zgram zdjęcia i odpocznę[/koniec reklamy]

Wracamy do Meksyku, tutaj już mam opracowane notatki, więc wskakujmy w kolejny dzień.

8 lipca 2008

W nocy padało. Zimno nadal. Ale jedziemy zwiedzać. Jedziemy do Muzeum Antropologicznego. Tam pogoda niegroźna. Ale naprawdę dość już tego! Ileż można! Dowiedzieliśmy się wczoraj, że z powodu remontów jest zamknięta część miasta, w tym muzeum Fridy Kahlo. No cóż, pojedziemy, zobaczymy, jak się sprawy mają.

Po muzeum.

Słowo “ogromne” jest jak najbardziej na miejscu. Żeby faktycznie zwiedzić to muzeum potrzeba dwóch dni. My mieliśmy 6 godzin, ostatnie sale już przelecieliśmy właściwie, dwóch nie zobaczyliśmy w ogóle. Wychodziliśmy jakieś pół godziny przed zamknięciem i sklep muzealny był zamknięty. A tak bardzo bardzo chcieliśmy kupić jakiś album. Chlip. No nic, wrócimy.
W Muzeum są też wkomponowane kawałki piramid z różnych części Meksyku. Podziwiać można wystawy dotyczące Majów, Azteków i Olmeków. Rewelacja. Niestety zdjęć z fleszem nie wolno, bez – wychodzi za ciemno, więc jedyne zdjęcie jakie mamy to zdjęcie z dedykacją dla Wolviego – bóstwo morskie, Chutulhy w czystej postaci ;)

Takie jest:

Pogodowo – leje. I zimno. :( Niefajnie, niefajnie. Nikt się tego nie spodziewał. Ciotka Hectora mówiła wczoraj, że musi na zakupy się wybrać, bo ma same sandałki. Ciotka mieszka w Stanach.

Dziś wieczorem dojechała Marike, znajoma Małgi i Hectora, też bez ciuchów „zimowych”. Be. A z prognozy pogody wynika, że leje w calutkim calutkim Meksyku, też na wybrzeżu. podobno nigdy się takie coś nie zdarzyło jeszcze. Faktycznie, biorąc pod uwagę powierzchnię kraju…

Jedzeniowo za to dzień wyglądał bardzo ciekawie. Zaczęliśmy śniadaniem – tamale z ananasem. To takie jakby pierożki z kaszy kukurydzianej gotowane na parze w liściach kukurydzy. Do tego bułeczki, tortille kukurydziane, tostady. Do nadziewania pieczywa – avocado, szynki, sery (w tym ser z chili chlpotle), salsa, sos guacamole i najnowsze odkrycie – nopale, kaktus. Kroi liście kaktusa (oczywiście po obraniu ;) ) doprawia i serwuje albo z cebulką albo marchewką, jako sałatkę. Nie ma to jakoś bardzo wyraźnego smaku, ale jest ok. dodatkiem do torilli jest też bób, czyli habbas
Do śniadania dostaliśmy dziką ilość owoców wszelkich – papaje, mango, banany, kiwi, etc, etc. Mniam!

Wieczorem przyszła mama Daphni (jednej z kuzynek, które były w Polsce) i przyniosła tamale w kilku smakach – z salsą zieloną, z mole, z ostrymi chili i na słodko – w kolorze różowym. Mniam! Rozpusta. Od jutra trzeba jeść mniej. Tylko w sumie, co tu robić, jak jest zimno i pada? :(

A i jeszcze duże kulinarne odkrycie – atole pije się do jedzenia. Jak kawę, czy herbatę. Dziwne. Dla mnie to coś typowo deserowego. Atole to taki jakby budyń z mąki kukurydzianej w różnych smakach – część znaliśmy wcześniej dzięki Małdze. Ale na picie atole do śniadania się nie zgadzam. Jestem uwarunkowana na herbatę. Koniec kropka.

Meksykańskie ciekawostki. Część 1.

Ale Meksyk 1 Comment »

Jadąc odebrać nasze wakacyjne rezerwacje, odkryliśmy, że Meksyk jest prawie jak Japonia ;)

Numeracja domów nie jest po kolei. Tzn. jest po kolei, ale według kolejności powstawania domów. Również tutaj to nie taksówkarz ma wiedzieć jak jechać, ale klient. Lepiej się nie gubić w Meksyku, bo nawet taksówka nie pomoże. A policja nie pomoże raczej na pewno. Meksykanie potwierdzają – policja wcale nie jest pomocna. Nagimnastykowaliśmy się więc z szukaniem adresu. Obok numeru 390 występował np. 105. I bądź tu człowieku mądry. W końcu jednak znaleźliśmy.

Okazuje się, że tak samo jak w Japonii taksówkarz wcale nie musi wiedzieć, jak jechać, to klient ma wiedzieć.
Szukając więcej podobieństw wpadliśmy już w lekką głupawkę – ludzie są niscy i mają małe stopy i ciemne oczy. Część osób ma faktycznie lekko skośne oczy, co przy zmieszaniu genów niskości i skośności twarzy lekko azjatycki typ urody niektórych osób. No proszę.


Ludzie też są bardzo chętni do pomocy w sklepach. Bardzo. Nie da się tak po prostu pooglądać ubrań. Zważywszy na dodatek, że niewiele mówimy po hiszpańsku, jest dość zabawnie. Ale zakupy się udało zrobić.

Jeśli chodzi o straszenie Meksykiem, że woda zła, że potworne skorpiony i moskity przenoszące choroby – żadnego na razie nie widziałam.

Małga mówiła, że nie cuduje z myciem zębów w przegotowanej wodzie, więc wzięliśmy z niej przykład. Do gotowania jednak używa się już innej wody. Również dodaje się specjalne krople do wody przy myciu owoców.

Owoce w większości jedliśmy jednak bez skórki. Mango troszeczkę mnie rozczarowało, jest za mdłe, jak na mój gust i sprawia, że człowiek się cały brudzi. Za to zostałam fanką tuna – owoców opuncji, nie ryby. ;) Mają co prawda masę malutkich pesteczek, ale same w sobie są pyszne. słodkie, lekko kwaskowe, konsystencję i wygląd mają podobne do kiwi, ale smak zupełnie inny. Jak widać, z powodu deszczu, póki co oddajemy się radosnej konsumpcji. Mamy nadzieję, że w końcu jednak Meksyk zachowa się jak należy i zrobi się ciepło. Tropiki kurcze.


Pokaz kaligrafii

Za pędzlem No Comments »

Stowarzyszenie CTA – Closer To Asia oraz Galeria Zderzak mają zaszczyt zaprosić na pokaz kaligrafii w wykonaniu mistrzyni
Kang Min Ja, który odbędzie się 23 lipca 2008 o godz. 18 w Galerii Zderzak przy ul. Floriańskiej 3.

Po pokazie odbędą się warsztaty kaligrafii oraz degustacja herbaty z tegorocznych zbiorów.
Zapraszamy!


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.