Meksyk to trzecia największa aglomeracja miejska na świecie (po Tokio i Seulu). Jak widać, brakuje mi tylko Seulu teraz i będę mogła się chwalić, że odwiedziłam te trzy największe.
W mieście Meksyk mieszka ponad około 10 milionów osób, metropolia liczy około 18 milionów, a całe megapolis nawet do 25 milionów (źródło: Wikipediia).
Taka masa ludzi pociąga za sobą masę samochodów zwłaszcza, że komunikacja miejska, w przeciwieństwie do japońskiej, jest zorganizowana beznadziejnie. Nie mamy więc punktualnych pociągów, metra i autobusów. No dobrze, metro jest - w ścisłym centrum.
Na marginesie napiszę, co mi Sayama ostatnio powiedział. Otóż w Tokio dopuszczono możliwość spóźniania się pociągów. Nawet do pięciu minut! Nie wiem, co zrobić, żeby nie zabrzmiało to ironicznie, jak porówna się to z warunkami polskimi i PKP.
W Meksyku autobusy jeżdżą jak chcą. Dosłownie. Jak opowiadała meksykańska rodzina, można poprosić kierowcę żeby zatrzymał się gdziekolwiek, gdzie akurat pasuje nam wysiąść. Przy takim zatrzymywaniu się gdzie popadnie rozkład jazdy to mit.
Jak więc radzić sobie z nadmiarem samochodów i spalin? Np. stosując zakazy jeżdżenia. Serio. Każdy samochód, wraz z rejestracją otrzymuje określony kolor. W różne dni tygodnia samochody z danym kolorem nie mogą jeździć. Nie wiem, jaki kolor jakiemu dniu odpowiada, ale dla uproszczenia - żółty nie może jeździć w poniedziałek, zielony - wtorek, etc. Jest jeszcze kolor, który może jeździć we wszystkie dni. Dostają go nowe auta z niską emisją spalin. Czy to działa? Nie wydaje mi się. Po prostu kupuje się drugi samochód z innym kolorem. Owszem, nie wszystkich na to stać. Poza tym, taka polityka wspiera mimo wszystko kupowanie samochodów nowych, lepszych dla środowiska. Nie wiem jednak czy łatwiej uzbierać na kilka starych aut, czy na jedno nowe. Benzyna w każdym razie tańsza tak ze trzy razy w porównaniu z Polską. Samochody mają też zazwyczaj automatyczną skrzynię biegów.
Tak wyglądają nalepki:
żółta:
biała:
Korki są kosmiczne! Maksymalna prędkość jaką udało nam się osiągnąć to jakieś 70-80 km/h. Raz. Zazwyczaj jedzie się tak 40-50, ale też zdarzało się około 20. Kierowcy dysponują ponadto jakimś szóstym zmysłem, wiedzą, kto im się wepchnie na pas i kiedy. Pasy na jezdni zresztą, to tylo sugestia. Jak na trzech zmieści się pięć samochodów, to pięć samochodów pojedzie. W końcu jakoś trzeba korki rozładować. Czasem czerwone światło też jest jedynie sugestią. Zdecydowanie nie chciałabym jeździć tu autem. Straszne. O dziwo - samochody są znacznie mniej poobdzierane i powgniatane niż w takich Włoszech. To mnie naprawdę zaskoczyło. To dowodzi istnienia tego 6 zmysłu ;)
Jeśli chodzi o bycie pieszym - nie polecam. Choć właściwie przy takiej prędkości nie jest tak źle. Pasy w każdym razie są sugestią, nie ma wymogu przechodzenia po pasach, wiec przechodzi się zupełnie dowolnie. Bycie na ulicy jest dopuszczalne, stąd sprzedawcy. Policyjne radiowozy mijają ich, pewnie czasem nawet coś kupią. Podobno nie wolno przechodzić po ulicy, jak jest zrobiona kładka dla pieszych w odległości do 100 m. Ale może kładka to też tylko sugestia.



Recent Comments