Meksyk, dzień czwarty 10 lipca

Ale Meksyk Add comments

Tomek padł. Dopadło go zmęczenie, aklimatyzacja, wysokość – miasto leży na wysokości około 2300 metrów, dookoła są góry, w tym wulkany - Iztaccíhuatl, czyli Biała Kobieta oraz Popocatépetl, czyli Dymiąca Góra. Obydwa około 5500-5600 m n.p.m. Otoczenie przez góry nie wpływa pozytywnie na smog w mieście.

Niby pamiętam z geografii, że Meksyk to dużo gór, ale jednak, jak widzi się to dużo gór na żywo, to wygląda jeszcze bardziej górzyście. Poranki i wieczory są więc dość chłodne, nawet latem.
Okazało się, że mnie wysokość nie jest straszna. Przede wszystkim jednak pogoda zmienia się na lepsze, a jak wiadomo mnie słońce zachęca do działania, więc działam.

Przyjechała Marieke – Holenderka mieszkająca w Niemczech, więc i ja i ona i rodzice Hectora wybraliśmy się do Centrum, czyli do tego, co kiedyś nazywało się Tenochtitlan i było miastem na jeziorze Texcoco. (Małga i Hector załatwiają rzeczy przedweselne.) Jezioro zaczęto zasypywać już w czasach Corteza. W końcu zostało zabudowane. Jednak ziemia jest tam cały czas bagienna i miasto im się zapada. Widać to w niektórych kościołach, w tym w słynnej wielkiej Catedral Metropolitana, gdzie jest nawet zainstalowane specjalne wahadło, pokazujące odchylenia katedry. Troszkę to przeraża – jest ono w ruchu!

Po wizycie w Katedrze, udaliśmy się w kierunku przystanku Turibusu, który przewiózł nas przez niemal cały Meksyk. Miasto rzecz jasna.Turibus to najlepszy sposób na zwiedzanie. Odległości pomiędzy zabytkami są dość znaczne. Po centrum można poruszać się też metrem – śmiesznie tanim. Turibus jednak nie tylko zawiezie pod dany zabytek, ale też w trasie można posłuchać wielu ciekawostek. Wycieczka objazdowa trwa dobrze ponad trzy godziny, może nawet 3,5, warto zabrać coś do jedzenia ;) Z turibusu można też wysiadać, zwiedzać i wsiadać w kolejny. Potrzeba jednak wtedy co najmniej dwóch, trzech dni. Turibusy jeżdżą co około pół godziny. Zabytki są spore – muzeum antropologiczne zwiedza się około 7 godzin. Opisywać nie bardzo jest co, bo choć zobaczyłam wszystko, to tak naprawdę teraz, porządkując zdjęcia, doczytuję, co ja właściwie oglądałam. ;) Tak więc odsyłam do galerii.
A na koniec dnia – margarita. Dobra margarita nie jest zła. Choć nie do końca czuję różnicę między margaritą a palomitą. Oba to drinki z tequilą. Palomita lub paloma, była hitem na polskim weselu Małgi i Hectora. Składa się z tequli, sody - limonkowa gazowana Hellena, ćwiartki limonki, odrobiny soli i lodu. Limonke trzeba wycisnąć i wraz ze skórką wrzucić do drinka. Pychotka.



2 Responses to “Meksyk, dzień czwarty 10 lipca”

  1. Małga Says:

    Według mnie różnica pomiędzy margaritą a palomą polega na tym, że ta pierwsza składa się z tequili, soli i limonki, a paloma z tegoż z dodatkiem napoju o smaku grejpfruta (chociaż smak grejpfruta może się w tym wszystkim gubić).

    Poza tym, oprócz klasycznej limonkowej margarity można znaleźć też te o smaku truskawki czy mango, a na Jukatanie znalazłam nawet margarita de jamaica, zrobioną z dodatkiem naparu z kwiatów hibiskusa (na zimno oczywiście). Ale może to była już jakaś atrakcja dla turystow ;-)

    Jak dotąd najlepszą margaritę (truskawkową) piłam w restauracji Correo Espańol w Ciudad de Mexico - cudowny smak świeżych truskawek, nie za dużo słodyczy i nie za mocny aromat tequili. Mmmm…. :-)

  2. bayushi Says:

    Hm, ale w klasycznej margaricie, przynajmniej tej co piłyśmy z Marieke była też jakaś soda, nie grejpfrutowa chyba, ale jednak coś było. Stąd się wzięły wątpliwości. Ta truskawkowa brzmi wyjątkowo apetycznie: “następnym razem” ;)

Leave a Reply


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.