Ani z widzenia

Czytam, oglądam, słucham, gram, Za pędzlem Add comments

książka

http://czytelnia.onet.pl/0,31666,0,1,nowosci.html

“Ani z widzenia, ani ze słyszenia” to najnowsza, wydana w Polsce książka Belgijki Amélie Nothomb, która urodziła sie i wychowała w Japonii. Mam ogromną słabość do japońskich książek AN. Jest ona świetną obserwatorką i pod przykrywką takich troszkę autobiograficznych czytadeł przemyca ogromne ilości informacji o Japonii.W końcu dorwałam się do książki i oczywiście przeczytałam ją w kilka godzin.

Nie rozczarowuje, choć końcówka mi się nie podoba. Nie podoba mi się wybór. No ale to nijak się ma do podobania książki.

“- Opowiedz mi o Japonkach.

Wzruszył raminami. Nie ustępowałam. Wreszcie powiedział:

- Nie potrafię Ci tego wytłumaczyć. Denerwują mnie. Nie są sobą.

- Może ja też nie jestem sobą?

- Jesteś. Istniejesz i patrzysz. One przez cały czas tylko się zastanawiają, czy się podobają. Myślą tylko o sobie.

- Wiekszość Europejek jest taka sama.

- Ja i moi koledzy czujemy się tak, jakbyśmy byli dla tych dziewczyn lustrami.

(…)

- Często rozmawiasz z kolegami o dziewczynach?

- Niezbyt. To sprawy krępujące. A ty rozmawiasz o chłopakach?

- Nie, to sprawy osobiste.

- Z dziewczynami japońskimi jest odwrotnie. Przy chłopaku są okropnie pruderyjne. A potem idą i opowiadają o wszystkim swoim przyjaciółkom.

- Europejki robią to samo.

- Czemu tak mówisz?

- Żeby bronić Japonek. Bycie Japonką musi być trudne.

Bycie Japończykiem też jest trudne.”

I potem następuje wyznanie:

“- Kiedy miałem pięć lat, tak samo jak inne dzieci zdawałem testy, żeby dostać się. do jednej z najlepszych podstawówek. Gdybym je zdał, mógłbym w przyszłości pójść na jeden z najlepszych uniwersytetów. Już jako pięciolatek o tym wiedziałem. Ale nie zdałem.

(…)

- W wieku pięciu lat dowiedziałem się że jestem nie dość inteligentny”

I mam nadzieję, że nie zanudzę, jak wrzucę tu jeszcze jeden cytat:

“Ja również chodziłam na wykłady i robiłam w miarę możliwości postępy w japońskim. Ale wkrótce zaczęto niechętnie na mnie patrzeć. Za każdym razem, kiedy jakiś detal mnie zaintrygował, podnosiłam rękę. Wielu profesorów prawie dostawało zawału, widząc moje palce znów sterczące w górze. Myślałam, ze milkną, żeby mnie dopuścić do głosu i śmiało zadawalam pytanie, na które udzielano mi dziwnie mało satysfakcjonujących odpowiedzi. Trwało to do dnia, kiedy jeden z nauczycieli na widok mojego zwyczajowego gestu ryknął ze straszliwym gniewem:

- Dosyć!

Zamurowało mnie, a reszta studentów uważnie mi się przyglądała.

Po wykładzie podeszłam do nauczyciela, żeby go przeprosić, a zwłaszcza dowiedzieć się jakiej dopuściłam się zbrodni.

- Sensei nie zadaje się pytań! - warknął nauczyciel

- Tak, ale jeśli się nie rozumie?

- Rozumie się!

Wtedy pojęłam, dlaczego nauka języków w Japonii tak kuleje.”

Czasem żałuję, że nie znam większej ilości języków, żeby móc czytać książki w oryginale, jak tylko zostaną wydane….



4 Responses to “Ani z widzenia”

  1. baixiaotai Says:

    …biedni Japonczycy…
    …biedne Japonki…
    …biedni nauczyciele :P A wszystko przez strasznych gaijinow wzglednie laowaiow. Ja tez w Chinach zrobie sajgon ;)

  2. bayushi Says:

    :DDDD :) Hihihi, koniecznie, niech się dowiedzą co to Tajfun! ;)

  3. chiara76 Says:

    czytałam i mi się podobało:)

  4. bayushi Says:

    :)))

Leave a Reply


Wordpress Themes by Sabiostar web development studio.